Romański: Skąd się biorą nasi najlepsi koszykarze?

Koszykówka
Romański: Skąd się biorą nasi najlepsi koszykarze?
fot. Cyfrasport
Damian Kulig, Mateusz Ponitka i Adam Waczyński.

Kluby Energa Basket Ligi praktycznie nie mają wychowanków, ale też młodzieżowe kluby w Polsce rzadko bywają kuźniami talentów, którym warto zaufać. Dziennikarz Polsatu Sport Adam Romański sprawdził, skąd wywodzą się polscy koszykarze grający na najwyższym poziomie.

Grajmy wychowankami! Każdy klub powinien mieć w składzie kilku zawodników młodzieżowych! Ile razy słyszałem te hasła, ile razy zastanawiałem się, czy są w ogóle możliwe do realizacji. Podczas przerwy w rozgrywkach wymuszonej koronawirusem postanowiłem wreszcie dokładnie sprawdzić, kto wychował naszych najlepszych zawodników i czy są jakieś szkółki koszykarskie w Polsce, które mogą się pochwalić dużą liczbą wychowanków.

 

109 koszykarzy na poziomie

 

W analizie tej badałem kariery koszykarzy, którzy w przerwanym w marcu sezonie dotrwali do końca w rozgrywkach Energa Basket Ligi lub grali w ligach zagranicznych porównywalnych czy lepszych do EBL. Wziąłem pod uwagę nie tylko ekstraklasę rosyjską czy hiszpańską, ale także drugą ligę hiszpańską (grał w niej Andrzej Pluta), a także pierwszą dywizję akademickiej ligi w USA (ligę NCAA).

 

Warunkiem było także, żeby zawodnik będący w Energa Basket Lidze choć przez chwilę znajdował się w rotacji drużyny grającej o wygrane, czyli np. nie występował wyłącznie w końcówkach wysoko przegranych lub wygranych meczów. Według tego kryterium w ostatniej chwili do grona analizowanych graczy dołączył np. Szymon Ryżek z BM Slam Stali Ostrów Wielkopolski, któremu trener Łukasz Majewski w marcu zaczął dawać szansę.

 

W związku z powyższymi kryteriami poniższe dane nie obejmują np. Macieja Lampego, Marcina Gortata, Michała Ignerskiego czy Przemysława Karnowskiego, którzy w sezonie 2019/2020 nie rozegrali żadnego meczu. Nie brałem też pod uwagę zawodników posiadających obecnie polski paszport, którzy na początku swojej kariery (zwłaszcza jeśli już grali w Polsce) występowali jako obcokrajowcy.

 

Pierwszym odkryciem było więc to, że mamy bardzo niewielu zawodników grających poza Polską na dobrym poziomie. Brałem pod uwagę ostatecznie ośmiu z nich: grających w Hiszpanii Adama Waczyńskiego, Tomasza Gielo, Aleksandra Balcerowskiego i Andrzeja Plutę (juniora), Mateusza Ponitkę z ligi rosyjskiej oraz studiujących w USA i grających w I dywizji ligi akademickiej NCAA Dominika Olejniczaka, Macieja Bendera i Jakuba Karwowskiego. Poza nimi w puli było 101 koszykarzy z 16 klubów Energa Basket Ligi.

 

Kolebki w Stalowej, Wrocławiu i Łodzi

 

Spośród 109 koszykarzy, którzy powyższe kryteria spełnili, najwięcej - po pięciu - zaczynało swoje kariery w dwóch klubach: Stali Stalowa Wola i Śląsku Wrocław.

 

Przypadek Stali jest interesujący, bo to bardzo koszykarskie miasto, od lat będące jednak na marginesie zawodowej koszykówki. W Stali dość dawno temu zaczynali swoją karierę mający już dzisiaj ponad 30 lat Bartłomiej Wołoszyn (w ostatnim sezonie Asseco Arka Gdynia), Michał Gabiński (Śląsk Wrocław), Jacek Jarecki (Start Lublin) i Piotr Pamuła (PGE Spójnia Stargard), a nieco później także dużo młodszy Wojciech Wątroba (HydroTruck Radom). Co ciekawe, aż trzech z tej piątki to synowie znanych i przez wiele lat aktywnych stalowowolskich zawodników i trenerów.

 

Stal w najwyższej lidze grała przez 11 sezonów, w latach 1987-1988, 1989-1998 i w sezonie 2009-2010. Co ciekawe, w Stalowej Woli od dziewięciu lat istnieje także drugi działający na sporą skalę klub młodzieżowy (Kuźnia Koszykówki Stalowa Wola), ale do tej pory nie doczekał się wychowanka na poziomie ekstraklasy.

 

W Śląsku Wrocław wychowało się także pięciu koszykarzy grających obecnie w EBL, a wśród nich wybrany na MVP ostatniego sezonu Jarosław Zyskowski, który ze Śląska odszedł w 2011 roku mając 19 lat, a ostatnio grał w Stelmecie Enei BC Zielona Góra. O swoją pozycję w lidze walczyli w tym sezonie z powodzeniem młodzi wychowankowie wrocławskiego klubu Jakub Nizioł (Legia Warszawa), Dominik Wilczek (King Szczecin) i Jakub Musiał (w macierzystym Śląsku), a jako weteran do ekstraklasy po latach wrócił w GTK Gliwice Piotr Hałas. Cała piątka to zawodnicy z różnych pokoleń, od rocznika 1987 do 1999.

 

Czterech wychowanków na wysokim poziomie ma ŁKS Łódź, w którym przecież zaczynał karierę także Marcin Gortat, a w zespole kadetów tego klubu wypłynął na szersze wody również Michał Michalak. Cała czwórka aktywnych w ostatnim sezonie wychowanków ŁKS wyjechała z Łodzi bardzo wcześnie, podobnie zresztą jak Gortat i Michalak. Jakub Wojciechowski (ostatnio Legia Warszawa) i Jarosław Mokros (BM Slam Stal Ostrów Wlkp.) jako 16-latkowie, Jakub Motylewski (Polpharma Starogard Gdański) mając 17 lat, a Karol Gruszecki (Polski Cukier Toruń) kiedy miał prawie 18 lat. Ten łódzki klub można więc potraktować jako klasyczną kolebkę, która wypuszcza w świat wyjątkowo młode orzełki, zresztą od lat nie zdobywa on żadnych medali w starszych kategoriach młodzieżowych (U18 czy U20).

 

Pozostałe polskie kluby koszykarskie mogą się pochwalić zaledwie trzema lub mniej wychowankami na wysokim poziomie zawodowym. Łącznie zawodnicy z Energa Basket Ligi i zagranicznych rozgrywek rozpoczynali kariery w aż 69 klubach.

 

Ciekawą informacją jest ta, że w rotacjach klubów Energa Basket Ligi w ostatnim sezonie grywało w zasadzie tylko pięciu własnych wychowanków klubów. Byli to: Jakub Musiał w Śląsku Wrocław, Michał Chyliński i Dorian Szyttenholm w Astorii Bydgoszcz, Bartłomiej Pelczar w Starcie Lublin i Radosław Chorab w MKS Dąbrowa Górnicza. Dodatkowo trzeba przyznać, że udział dwóch ostatnich był w zasadzie symboliczny. Można do tego grona jeszcze doliczyć dwóch wychowanków młodzieżowego klubu Piotrówka Radom grających w swoim mieście w HydroTrucku, czyli Daniela Walla i Filipa Zegzułę. To i tak bardzo mało, co świadczy o tym, że opieranie się na wychowankach we współczesnym zawodowym sporcie praktycznie nie istnieje.

 

Kluby z trzema lub więcej wychowankami w EBL i wyżej:

 

5 wychowanków - Stal Stalowa Wola (Wołoszyn, Gabiński, Jarecki, Pamuła, Wątroba)

5 - Śląsk Wrocław (Hałas, Zyskowski, Nizioł, Musiał, Wilczek)

4 - ŁKS Łódź (Gruszecki, Mokros, J. Wojciechowski, Motylewski)

3 - Astoria Bydgoszcz (Dylewicz, Szyttenholm, Chyliński)

3 - Kasprowiczanka Ostrów Wlkp. (Zębski, bracia Ponitka)

3 - MOSM Bytom (bracia Diduszko, Dziemba)

3 - Piotrówka Radom (Wall, Garbacz, Zegzuła)

3 - Polonia Warszawa (Łączyński, Bender, Krasuski)

3 - Truso Elbląg (Zamojski, Kostrzewski, Majewski)

 

Z jakich miast?

 

Żeby obraz tego, skąd wywodzą się polscy koszykarze grający na wysokim poziomie, był pełny, warto może podać zestawienie miast. Tutaj zyskuje najbardziej Warszawa, która ma siedmiu wychowanków, którzy zaczynali kariery aż w czterech klubach: Polonii, MKS Ochota oraz nie prowadzących już działalności praskich klubach Pułaskim i Jagiellonce.

 

W ekstraklasie lub wyżej gra także sześciu wrocławian. Oprócz pięciu wychowanków Śląska jest wśród nich także Jakub Kobel, który zaczynał w WKK.

 

Warto dodać, że gdyby zastosować nieco inne kryteria, bardziej widoczny w tej klasyfikacji byłby Toruń. Nie uwzględniłem bowiem byłych reprezentantów Polski Przemysława Karnowskiego (leczy kontuzję w tym sezonie) i Łukasza Wiśniewskiego (odszedł w lutym ze Stali Ostrów), których trudno uznać za zawodników nieaktywnych. Co ciekawe, tych pięciu toruńskich koszykarzy zaczynało karierę w tym 200-tysięcznym mieście w… aż czterech klubach (Zryw, Wax, Pierniki, Katarzynka).

 

Miasta z czterema lub więcej wychowankami w EBL i wyżej:

 

7 wychowanków - Warszawa (Polonia, Pułaski, Jagiellonka, MKS Ochota: Michał Nowakowski, Aleksandrowicz, Łączyński, Wadowski, Bender, Krasuski, Lewandowski)

6 - Wrocław (Śląsk i WKK: Hałas, Zyskowski, Nizioł, Kobel, Musiał, Wilczek)

5 - Stalowa Wola (wszyscy Stal: Wołoszyn, Gabiński, Jarecki, Pamuła, Wątroba)

4 - Łódź (wszyscy ŁKS: Gruszecki, Mokros, J. Wojciechowski, Motylewski)

4 - Bydgoszcz (Astoria i Novum: Dylewicz, Szyttenholm, Chyliński, Frąckiewicz)

po 3 wychowanków: Ostrów Wlkp., Bytom, Radom, Elbląg, Lublin, Szczecin i Toruń

 

Nie tylko wychowujące, ale też szkolące

 

Trzeba przy okazji dodać, że definicja „wychowanka klubu” jest w zasadzie prosta (pierwszy klub, w którym zawodnik wystąpił w oficjalnych meczach), ale jednak z drugiej strony myląca. Jest wielu zawodników, którzy w pierwszym klubie byli rok czy dwa, a tak naprawdę rozwinęli się w swoim drugim klubie. Sprawdziłem więc, w jakich klubach obecni zawodnicy Energa Basket Ligi grali zanim stali się seniorami i kto ich wprowadzał w ten sposób do dorosłej koszykówki w zespołach młodzieżowych. Nazwałem je „klubami pośrednimi” w szkoleniu. Pominięcie ich w tym rozumowaniu nie byłoby uczciwe. Tym bardziej, że takie „kluby pośrednie” - inne niż pierwsze, macierzyste - w swojej karierze napotkało aż 50 z 109 zawodników, których kariery analizowałem.

 

Potęgami pod tym względem są dwa kluby. Pierwszy z nich to Trefl Sopot, przez którego młodzieżowe drużyny przeszło aż 16 (!) wychowanych w innych klubach koszykarzy, którzy obecnie są w Energa Basket Lidze lub wyżej. Ta liczba robi wrażenie, tym bardziej że w EBL jest obecnie tylko jeden (!) „prawdziwy” wychowanek Trefla Sopot, którym jest Adam Łapeta, a przecież w Sopocie nie tylko ściągają młodych zawodników z Polski, ale także szkolą swoich.

 

Najbardziej znani z „absolwentów” szkółki koszykarskiej z Sopotu założonej przez Kazimierza Wierzbickiego to oczywiście Filip Dylewicz, Adam Waczyński, Przemysław Zamojski i Mateusz Kostrzewski, ale trzeba pamiętać także o najmłodszych w tym gronie braciach Michale i Łukaszu Kolendzie. Można powiedzieć, że w Sopocie od lat mają swój sposób na pracę z młodzieżą i to daje efekty. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że ponad połowa z tych 17 zawodników, którzy przeszli przez szkółkę Trefla Sopot, nie została do ekstraklasy wprowadzona przez ten klub. Musieli odejść, żeby zaistnieć na tym poziomie.

 

Inaczej sprawy się miały z Polonią 2011 Warszawa, w której swój „klub pośredni” znalazło aż 10 obecnych koszykarzy EBL lub grający wyżej. Wśród nich są m.in. Mateusz Ponitka, Michał Michalak, Jarosław Mokros, Krzysztof Sulima, Sebastian Kowalczyk i Tomasz Śnieg. Cała ta grupa - w odróżnieniu od byłych zawodników Trefla - zadebiutowała w ekstraklasie właśnie w barwach Polonii 2011 lub w AZS Politechnika Warszawska, który był bezpośrednim kontynuatorem Polonii 2011. Można do tej dziesiątki doliczyć jeszcze Mateusza Bartosza i Adama Linowskiego, którzy do klubu dołączyli zaraz po zakończeniu gry w juniorach, w nim zanotowali spore postępy i zadebiutowali na najwyższym szczeblu. Trzeba pamiętać, że „projekt Polonia 2011/AZS PW”, kojarzący się m.in. z osobami menedżera Waltera Jeklina i trenera Mladena Starcevicia, zakończył działalność w 2012 roku po zaledwie sześciu latach istnienia.

 

W grupie „klubów pośrednich” jest większość z tych, które w ostatnich latach zdobywały medale mistrzostw Polski w kategorii do lat 20 lub do lat 18. Niektóre z nich łączą pracę z własnymi wychowankami ze sprowadzaniem graczy z innych klubów do zespołów młodzieżowych. Dotyczyło to np. Śląska Wrocław, który do swoich pięciu wychowanków w ekstraklasie (o czym było wyżej) może doliczyć trzech zawodników, których pozyskał jako juniorów i rozwinął, czyli Artura Mielczarka (był też przez chwilę w MKS Wrocław, następcy Gwardii) oraz w ostatnich latach Aleksandra Dziewę i Tomasza Żeleźniaka.

 

Podobnie było w Radomiu, gdzie oprócz trzech wychowanków Piotrówki szlify zdobywali jako nastolatkowie Damian Jeszke i Wojciech Wątroba. Do dwóch wychowanków MKS Gdynia w ekstraklasie można doliczyć trzech zawodników, którzy w Gdyni pojawili się jako nastolatkowie i kształtowali koszykarsko - Kacpra Młynarskiego, Michała Kołodzieja i Grzegorza Kamińskiego. Swego czasu miejscem, gdzie można się było rozwinąć, była też Polonia Warszawa, w której obok trzech wychowanków ważne kroki w karierze stawiali Marcin Nowakowski i Karol Gruszecki, choć obaj przyjechali do Warszawy (odpowiednio z Kielc i Łodzi) w zasadzie w ramach efemerycznego projektu OSSM, czyli pięciu szkół rozmieszczonych w Polsce, które w latach 2005-2010 przejęły rolę jednego centralnego SMS.

 

Ciekawym, ale i dziwnym, przypadkiem są dwa kluby, które są kolekcjonerami medali w młodzieżowych rozgrywkach, ale ani w jako kluby macierzyste, ani w roli „klubu pośredniego” nie dostarczyły do EBL i wyżej zbyt wielu graczy. Mowa o WKK Wrocław, który zdobył w ostatnich 10 latach aż dziewięć medali w mistrzostwach Polski U20 i U18, a obecnie w EBL lub wyżej gra zaledwie jeden wychowanek klubu prezesa Przemysława Koelnera (Jakub Kobel) i trzech innych graczy (Igor Wadowski, Jakub Nizioł i będący w WKK przez rok Daniel Szymkiewicz), którzy w nim zdobywali szlify.

 

Drugim takim klubem jest Biofarm Basket Poznań (pięć medali młodzieżowych w ostatnich 10 latach), w którym nie wychował się żaden obecny zawodnik ekstraklasy, a tylko trzech (Mikołaj Kurpisz, Szymon Ryżek, Aleksander Lewandowski) grało w jego zespołach w okresie młodzieżowym. Tak się składa, że wszyscy trzej zadebiutowali w małych na razie rolach w ekstraklasie dopiero w tym sezonie. Szkolenie w tych dwóch klubach jest uważane za bardzo dobre, sam także mam podobne zdanie, ale takie są fakty.

 

Kluby „pośrednie” z co najmniej trzema zawodnikami w EBL lub wyżej:

 

16 zawodników - Trefl Sopot (Dylewicz, Zamojski, Waczyński, Kostrzewski, Śmigielski, Szymkiewicz, Put, Schenk, Dzierżak, Motylewski, Brenk, Czerlonko, Karwowski, I. Grochowski, bracia Kolendowie)

10 - Polonia 2011 Warszawa (Michał Nowakowski, Śnieg, Sulima, Pamuła, Mokros, Szymański, Kucharek, Mateusz Ponitka, Michalak, Kowalczyk)

3 - Asseco Gdynia (Młynarski, Kołodziej, Kamiński)

3 - Biofarm Basket Poznań (Ryżek, Kurpisz, Lewandowski)

3 - Rosa Radom (Zegzuła, Jeszke, Wątroba)

3 - Śląsk Wrocław (Mielczarek, Dziewa, Żeleźniak)

 

Z SMS do ekstraklasy

 

Spośród 109 zawodników grających w Energa Basket Lidze i dobrych ligach zagranicznych dokładnie 19 było przez co najmniej rok uczniami centralnej Szkoły Mistrzostwa Sportowego PZKosz we Władysławowie, która działa od 2010 roku i szkoliła graczy od rocznika 1993. W tej szkole średniej (więc przeznaczonej dla zawodników w wieku 16-19 lat, a od niedawna po reformie oświaty 15-19 lat) rocznie uczy się 22-24 uczniów, czyli z każdego rocznika było ich około siedmiu-ośmiu.

 

Spośród tych 19 graczy, dwunastu przebywało w szkole PZKosz przez pełne trzy lata nauki. Do reprezentacji Polski dotarło zaledwie do tej pory czterech byłych uczniów szkoły mieszczącej się w COS Cetniewo: stale brani pod uwagę w ostatnich latach Tomasz Gielo i Dominik Olejniczak oraz mający na koncie pojedyncze epizody w kadrze Filip Matczak i Mikołaj Witliński.

 

Wcześniejsza wersja ogólnopolskiej szkoły PZKosz, która w latach 1996-2003 działała w Warce, a w latach 2003-2005 w Kozienicach, ma w obecnej EBL pięciu byłych uczniów. Są to Łukasz Koszarek (rocznik 1984), Michał Chyliński i Bartłomiej Wołoszyn (1986) oraz Michał Gabiński i Damian Kulig (1987). Dwaj ostatni nauki w tym SMS już nie dokończyli z powodu likwidacji szkoły.

 

Kto się szkolił za granicą?

 

Co bardzo ciekawe, wśród 109 polskich koszykarzy grających w ostatnim sezonie na wysokim poziomie jest tylko 13, którzy mając 20 lat lub mniej wyjechali grać w koszykówkę za granicę. Jeszcze mniej - tylko pięciu! - jest takich, którzy wyjechali z Polski przed maturą (mając mniej niż 19 lat). Warto ich wymienić. Są to Jakub Wojciechowski (mając 16 lat wyjechał do Włoch), Andrzej Pluta i Aleksander Balcerowski (jako nastolatkowie znaleźli się w Hiszpanii), Maciej Bender (wyjechał do USA mając 15 lat) oraz Marcel Ponitka, który w wieku 17 lat na rok pojechał do Stanów Zjednoczonych.

 

Kolejnych ośmiu z obecnych graczy EBL lub grających wyżej pojechało po maturze na studia do USA, choć to określenie jest nieprecyzyjne w stosunku do Aleksandra Perki, który nigdzie nie wyjeżdżał, bo w Ameryce się wychowywał. Pozostała siódemka to Adam Hrycaniuk, Karol Gruszecki, Tomasz Gielo, Jakub Nizioł, Przemysław Zamojski (był w USA przez rok) oraz aktualni studenci Dominik Olejniczak i Jakub Karwowski.

 

Nie wchodząc w głębsze komentarze, warto tylko podkreślić, że w ostatnich 20 latach co najmniej 30 koszykarzy z perspektywami, wyjechało przed 20. urodzinami z Polski za granicę po to, żeby rozwijać swoje kariery sportowe.

 

Wnioski? Rządzi przypadek

 

Z wszystkich tych powyższych danych generalny wniosek jest chyba taki, że nie ma w Polsce żadnego miejsca, żadnej szkółki, żadnego klubiku, który szkoli na poziomie podstawowym koszykarzy tak dobrze, że mają oni większe szanse od innych na zrobienie kariery zawodowca. Co więcej, wydaje się, że także niestety kluby zajmujące się szkoleniem zawodników w nieco starszym wieku (16-20 lat), także nie są fabrykami taśmowo produkującymi koszykarzy o wysokiej jakości. Chciałoby się w tym tekście wymienić nazwiska trenerów, którzy takie „szkoły prawdziwej koszykówki” prowadzą z powodzeniem, ale z czystym sumieniem tego zrobić nie mogę. Szkoleniowcy, którzy zdobywali po kilka medali w ostatnich latach w rozgrywkach U18 czy U20 - brawo dla nich! - nie mogą niestety powiedzieć „przez moje ręce przeszło 10 czy więcej aktualnych zawodników ekstraklasy”.

 

Wszystkim tym rządzi raczej przypadek, czasami indywidualny talent, także do pracy, czy determinacja zawodników. Za podsumowanie niech więc może wystarczy to, że w składzie naszej reprezentacji na mistrzostwa świata w Chinach w 2019 roku (słynne ósme miejsce) było 12 koszykarzy, z czego dwóch (A.J. Slaughter i Aaron Cel) wychowało się poza Polską, a dziesięciu pozostałych zostało wychowanych przez dziesięć różnych klubów. A wśród tych klubów akurat nie ma mających najwięcej wychowanków w „obiegu”, czyli Stali Stalowa Wola i Śląska Wrocław.

Adam Romański, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze