Wojciechowski: Gorąco wierzę, że 6,16m jest w moim zasięgu

Lekkoatletyka
Wojciechowski: Gorąco wierzę, że 6,16m jest w moim zasięgu
fot. PAP
Paweł Wojciechowski specjalnie dla Polsatsport.pl.

Swój największy sukces osiągnął w 2011 roku w Daegu zostając mistrzem świata w skoku o tyczce. Potem mimo wielu kontuzji, powracał na podium najważniejszych imprez. Teraz, mimo 31 lat, wierzy, że stać go na przeskoczenie poprzeczki zawieszonej na 6 metrach i 16 centymetrach i medal olimpijski w Tokio. Paweł Wojciechowski specjalnie dla Polsatsport.pl.

Aleksandra Szutenberg: Dzień dobry Pawle. Opowiedz, jak spędzasz ten dziwny czas, który nas zastał?


Paweł Wojciechowski: Próbuje robić, co się da. Trenuję. Teściowie mają dom i w piwnicy małą siłownię. Zorganizowałem się tam na ten czas. Od kiedy są otwarte lasy, korzystam z tego i biegam ile się da, ale to wciąż nie jest to, bo brakuje skakania, ale miejmy nadzieję, że już niedługo znajdzie się tyczka w mojej ręce i będę gotowy.


Rozumiem, że Tobie nie udało się, jak kolegom po fachu z różnych części świata, zbudować rozbiegu i skoczni w przydomowym ogródku…


No nie. Oni nawet organizują dziś zawody (red. Zawody z internetową transmisją w ogrodach Armanda Duplantisa, Sama Kendricksa i Renauda Lavilleniego - The Ultimate Garden Clash). Nie dostałem zaproszenia, trochę mi smutno. Ale tak zupełnie szczerze, warunki nie pozwalają mi, żebym zorganizował sobie taką przestrzeń. Cóż, będę musiał ich nadgonić.


9 maja otwarte zostaną Centralne Ośrodku Sportu. Czy wybierasz się do Spały?


Nie wybieram się. Stwierdziliśmy z żoną, że ryzyko jest zbyt duże. W sumie czas aż tak nas nie goni. Igrzyska dopiero w przyszłym roku – jest dużo czasu na przygotowania. Tutaj warunki w miarę mam, żeby trenować, żeby się przygotowywać, a na ten trening stricte techniczny przyjdzie jeszcze pora.


Czy w związku z kolejnymi etapami odmrażania sportu w Polsce, będziesz miał możliwość za kilka dni wejść na stadion, chwycić tyczkę do ręki i normalnie potrenować?


Tak, będę miał taką możliwość. Zawisza Bydgoszcz jest dosyć dużym klubem. Musieliśmy się zorganizować, stworzyć sześcioosobowe grupy. Przez cały dzień stadiony zarówno boczny jak i główny będą zajęte. Ja już się nie mogę doczekać. Mam nadzieję, że zeskok już stoi i na mnie czeka.


To kiedy zaczynasz?


We wtorek.


Ubiegły rok był dla Ciebie trudny. Powiedz, czy informacja o przesunięciu igrzysk o rok była dla Ciebie dobrą informacją czy niekoniecznie?


Miałem troszeczkę mieszane uczucia, bo ten sezon halowy poszedł bardzo źle. Nie tak jak planowałem. Nastąpiła zmiana trenera. Na wszystko potrzeba czasu i wszystko się poukłada. Z jednej strony była to trochę ulga, że będę miał więcej czasu, ale druga strona jest taka, że mam w tym roku 31 lat, w przyszłym roku – 32. Także nie będę najmłodszym z tyczkarzy na stadionie. Zadanie z każdym rokiem będzie coraz trudniejsze, ale nie poddajemy się. Sportowy duch wygrywa i będę walczył do końca.


Jak się czujesz zdrowotnie? Czy może ten czas był dobrym okresem na to, by zaleczyć wszystkie drobne dolegliwości, które u sportowca pojawiają się bardzo często?


Ogólnie dbam o swoje zdrowie, od tych przygód, które miałem po mistrzostwach świata w Deagu. Miałem dużo kontuzji. Nauczyłem się, żeby dbać o siebie, aczkolwiek jedna kontuzja potrzebowała czasu. To było złamanie tyczki, które nastąpiło w Wuhan - dziś tak bardzo dla nas wszystkich nieszczęśliwym. Z moją ręką jest już coraz lepiej. Nie boli, mogę wracać do pełnego treningu, do wszystkiego, co robiłem przed złamaniem tyczki. Będę gotowy.


Zmagasz się z chorobą Scheuermanna. Wyczytałam, że to choroba wieku młodzieńczego. Czy to oznacza, że już z niej wyrosłeś, czy będziesz musiał z nią walczyć do końca życia? Na czym ona polega?


Z tego co wiem, to jest to choroba, która będzie mi towarzyszyła do końca życia. Od samego początku słyszałem, że najlepszym zaleceniem jest odpuszczenie jakiegokolwiek sportu, jakiegokolwiek wysiłku fizycznego. Tak mówili lekarze, natomiast ja szukałem kogoś, kto mógłby mi pomóc. Chodzi o pękające kręgi między odcinkiem piersiowym i lędźwiowym kręgosłupa. Usłyszałem, że jeżeli wzmocnię plecy, będę dbał o swoje zdrowie i ciało, to będę mógł uprawiać sport, aczkolwiek nigdy pewnie nie będę mógł skończyć uprawiać sportu. Do końca życia będę musiał dbać o swoją posturę i plecy. Ale ja kocham sport, więc jestem na to gotów. Im więcej tym lepiej.


Czy w związku z tą chorobą masz jakieś dodatkowe dolegliwości bólowe, których nie ma zdrowy człowiek?


Nie, nie odczuwam tego, ale nie wiem, jakby to było, gdybym nie miał tej choroby. Czy wszystkie bóle, które odczuwam po treningu, czy wszystkie kontuzje, które mi się przytrafiły w mojej karierze, czy by się tez pojawiły, gdybym nie miał tej choroby, tego nie wiem, i tego się nigdy nie dowiemy. Ale na dzień dzisiejszy ze mną wszystko ok. Nie odczuwam dyskomfortu w związku z tą chorobą.


Ostatnie pytanie na ten temat. Czy musisz brać jakieś leki? Czy profilaktyka i sport, to jest to czego potrzebujesz?


Lekarstwem są właśnie ćwiczenia. To jest mój lek.


Tych kontuzji w Twojej karierze od mistrzostwa świata w Deagu pojawiło się całkiem sporo. Dotarłam do wywiadu z Tobą mniej więcej z tamtego okresu, w którym powiedziałeś, że 6,16m jest w Twoim zasięgu. Czy dalej tak uważasz?


Gorąco w to wierzę, bo sport jest nieobliczalny i wszystko może się wydarzyć. Ja niejednokrotnie biłem swoje rekordy o pół metra. Wszystko jest możliwe. Teraz ten limit troszeczkę się zwiększył, bo Mondo Duplantis skoczył troszeczkę wyżej, więc trzeba zacząć po prostu skakać wyżej, żeby zostać rekordzistą świata, a o to w tym wszystkim chodzi.

 


Cała rozmowa z Pawłem Wojciechowskim, w której aktualny halowy mistrz Europy mówi także m.in. o swoich celach na igrzyska w Tokio, a także poważnych planach życiowych, w załączonym materiale wideo.

Aleksandra Szutenberg, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze