"Gdy tylko w Polsce pojawi się jakieś siatkarskie Ferrari, chętnie wezmę je do Stambułu"

Siatkówka
"Gdy tylko w Polsce pojawi się jakieś siatkarskie Ferrari, chętnie wezmę je do Stambułu"
fot. PAP
Trener Vakifbank Stambuł uważa, że Magdalena Stysiak mogłaby zasilić jego drużynę.

W ostatnim roku siatkarska żeńska reprezentacja Turcji wyryła się na długo w pamięci kibiców w kraju nad Wisłą. Finał mistrzostw Europy i kwalifikacja olimpijska to w dużej mierze zasługa włoskiego szkoleniowca Giovanniego Guidettiego.

Adrian Brzozowski: Jak wygląda sytuacja rodziny Guidettich w tym trudnym okresie dla całego świata?


Giovanni Guidetti: Jesteśmy w domu, ale nie w jakimś specjalnie ścisłym rygorze. Turcja radzi sobie całkiem nieźle z opanowywaniem tej sytuacji, służba zdrowia też jest w dobrej kondycji. Mamy się dobrze. Cieszymy się tym, co jest w tej niecodziennej sytuacji. Spędzamy 24 godziny z córką, co jej bardzo się podoba – pierwszy raz w życiu ma mamę i tatę w domu. Ma 3,5 roku, więc jest szczęśliwa. Jeśli chodzi o mnie, to mam sporo wideokonferencji z innymi trenerami. Staram się wykorzystać ten czas.


Czy Giovanni Guidetti pamięta, kiedy ostatni raz mógł spędzić tyle czasu z rodziną, w domu?


Jak teraz?


Tak.


Nie pamiętam. Nigdy tak nie miałem. W ostatnich dziesięciu latach zdarzało się, że mieliśmy kilka dni przerwy, ale nawet wtedy nie siedzieliśmy w domu, tylko ruszaliśmy na wakacje. Poza tym zawsze coś się działo. Reprezentacja, klub, reprezentacja, klub. Trzy dni przerwy? Jedziemy nad wodę. Dwa dni? Uciekamy w góry. Nie siedzieliśmy w domu. Teraz czujemy się trochę inaczej, ale OK. Nie lubię narzekać na coś, na co nie mam wpływu.

 

"Bednorz to zadziora, ale w interesie Heynena jest, żeby grał w reprezentacji"


Jednak siedzenie w domu nie jest zapewne łatwe dla kogoś, kto większość czasu spędza w hali.


To prawda. Tęsknię za możliwością dotykania piłki. Zdarza się, że z żoną (Bahar Toksoy Guidetti, była reprezentantka Turcji w siatkówce – przyp. red.) poodbijamy sobie w domu, jakieś delikatne plasowanie piłki, jednak to nie to samo, co w hali. Córka niestety nie bawi się z nami – interesuje się wszystkim, tylko nie piłką, nie wiemy czemu. Siedzimy w domu, ale to też może być przyjemne. Przez te wszystkie lata, powiedzmy dziesięć ostatnich, nigdy nie miałem czasu na naukę. Zawsze byłem zajęty i pędziłem z klubu do kadry, z kadry do klubu. Staram się teraz wykorzystać ten czas na doskonalenie siebie – dużo czytam, wymieniam poglądy z innymi trenerami. Nie miałem do tej pory czasu, żeby spotykać się z trenerami na różnych kontynentach, sprawdzić jak trenują, bo zawsze byłem w klubie czy kadrze. Teraz mam okazję to zmienić. Rodzą mi się w głowie nowe pomysły i to jest fajne. Coś ciekawego z tego się zrodzi – dla przykładu co wtorek mamy takie spotkanie w wąskim gronie. Ostatnio było dwóch trenerów z Włoch, jeden z Hiszpanii, trzech z Argentyny, jeden z Brazylii, jeden z Kanady. Gdyby nie pandemia takie spotkanie nie miałoby miejsca. Tym bardziej, że to spotkanie trenerów z siatkówki męskiej i żeńskiej. Czasem spotykamy się podczas turniejów, ale to nie to samo, co spotkanie na kawie.

 

Podczas tych wspomnianych rozmów z innymi trenerami można jeszcze wyciągnąć coś dla siebie? Mimo tylu sukcesów w klubie i reprezentacji…


Oczywiście, że tak! Każdego dnia proszę swoje siatkarki, żeby były gotowe na naukę. I nie ma znaczenia, czy jest to szesnastolatka czy Zhu Ting. Chcę, żeby dziewczyny z mojego zespołu, wychodząc z treningu, były lepsze. Nie mógłbym tego oczekiwać, gdybym sam nie starał się doskonalić. Jest milion rzeczy, nad którymi mogę się pochylić i rozwinąć. Chcę od każdego trenera wyciągnąć coś dla siebie. Od wielu lat mam pewną zasadę – co mniej więcej dwa lata zapraszam do współpracy w klubie trenera z inną wizją siatkówki niż moja. Dlaczego? Bo chcę się od niego uczyć. Dwa lata miałem trenera z Japonii, dwa lata z USA, kolejne dwa spędziłem ze szkoleniowcem z Brazylii. Zaprosiłem też trenera z Tajlandii, ostatnie sezony współpracuję z trenerem z Hiszpanii. Muszę się uczyć. Trofea? Nie pamiętam o nich i specjalnie się nimi nie przejmuję. Ważne jest to, czego jeszcze nie wygrałem.


Trener jest już bardziej turecki czy może jednak wciąż włoski?


Nie jestem ani turecki... ani włoski. Czuję się osobą, która nigdy nie utożsamiała się z krajem, ale bardziej z miastem. Dla przykładu – jestem zakochany w Stambule i tak samo kocham Modenę, która jest moim miastem. Więc gdy ludzie pytają mnie: tęsknisz za Italią? Nie, ale tęsknię za Modeną. Nie potrafię się określić, jestem zbyt długo poza Włochami, by uważać się za Włocha. Od dwudziestu lat mieszkam poza rodzinnym krajem, podróżując po świecie... Należę do mojej rodziny w Modenie, do przyjaciół.


Czyli trener może sobie wyobrazić pracę poza Turcją? W przyszłości. Nie teraz, gdy Vakifbank odnosi sukcesy, a reprezentacja kraju rozwija się z roku na rok.


Zdecydowanie potrafię sobie to wyobrazić. Jednak aktualnie jestem szczęśliwy w miejscu, w którym jestem. Znam jednak swoją pracę. Nawet jeśli mam za sobą jedenaście sezonów w Vakifbanku, to kiedyś nadejdzie taki dzień, że to się skończy. To normalne. Moja historia pokazała, że nie boję się wyzwań. Problemem jest zawsze motywacja, żeby jej nie zabrakło muszą się na to złożyć dwa czynniki. Pierwszy – oni, mam tu na myśli klub czy federację, muszą chcieć z Tobą pracować. Drugi – musisz być wystarczająco zmotywowany, żeby zostać. Na tę chwilę oba czynniki są spełnione w moim przypadku. Nie mam powodów, by szukać nowych wyzwań. Zawsze się tym kierowałem w swoim życiu. Mając 23 lata podjąłem pracę jako trener w trzeciej lidze we Włoszech. Trzy lata później wyjechałem z kraju i pracowałem z amerykańską kadrą B. W wieku 26 lat żyłem w Chicago. Tak wygląda moje życie – zawsze jestem gotowy do drogi.


Gotowy do drogi, choć aktualnie uziemiony. Mam tu na myśli pandemię koronawirusa. Nie jest to chyba przyjemna sytuacja, gdy Vakifbank jest liderem rozgrywek, idzie jak burza przez sezon... i nagle musi się przymusowo zatrzymać.


To prawda, ale znów... co mogę zrobić? Nie zależy to ode mnie. Nie mogę nikogo winić i nie mogę tego problemu sam rozwiązać. Jestem bardzo zadowolony z tego, co udało nam się osiągnąć, ponieważ zaczęliśmy sezon od straty Zhu Ting. Pojawiło się sporo nowych siatkarek jak Gabi, Ognjenović czy Meliha Ismailoglu. Staraliśmy się stawiać na Karakurt w wyjściowej szóstce. To był bardzo ekscytujący sezon. Powiedzieliśmy sobie przed sezonem, że nie musimy wszystkiego wygrać – chcemy utrzymać się w czołówce. Wskoczyliśmy na pierwsze miejsce w lidze, pierwsze miejsce w Lidze Mistrzyń. Dużo dobrego zrobiło przyjście do naszego klubu Michelle Bartsch-Hackley. Wyniki zespołu przerosły nasze oczekiwania. Byłem bardzo szczęśliwy. A teraz tak naprawdę nie wiemy, co dalej. Wkrótce prezes federacji ma się spotkać z ministrem sportu, bo rozgrywki siatkówki, koszykówki i piłki nożnej nie zostały zakończone, a jedynie zawieszone. Dlatego mój zespół trenuje codziennie. Co prawda w domu, ale dziewczyny mają dostarczany program ćwiczeń. Musimy być gotowi, bo dziś federacja może ogłosić, że wracamy i gramy play-offy za parę tygodni. Może być też tak, że sezon zostanie zakończony, bo mamy to szczęście, że rozegraliśmy całą fazę zasadniczą. Czekamy z niecierpliwością na to, co się wydarzy. Tym bardziej, że musimy też już myśleć o przygotowaniach do kolejnego sezonu.

 

Były rozgrywający ZAKSY oficjalnie w Cucine Lube Civitanova


Skoro o przyszłym sezonie mowa, to nie mogę nie zapytać o reprezentację. Trudno jest myśleć o czymś, co nie jest pewne?


Trzeba na to spojrzeć z dwóch stron. Jako trener bardzo chciałbym zagrać Ligę Narodów, dlatego, że chciałbym utrzymać swój zespół w treningu. Brak wspólnej gry przez całe wakacje nie jest ciekawą perspektywą. W przyszłym roku mamy przecież igrzyska olimpijskie. Granie VNL w sierpniu byłoby bardzo miłe. Trzeba jednak zadać sobie pytanie, czy VNL jest w tym roku realne? Może to być trudne, tym bardziej, że jak dla mnie to najbardziej skomplikowany turniej, który polega na ciągłej podróży i to między kontynentami. To może być trudne do zorganizowania, nawet w przypadku szybkiego wygaśnięcia pandemii. Poza tym dochodzi kolejny wątek – w związku z tym, że w wielu ligach sezon zakończył się bardzo wcześnie, władze lig chcą, by kolejny rozpoczął się też bardzo wcześnie. Jak w takim razie pogodzić VNL w sierpniu z początkiem rozgrywek ligowych na początku września? Trzeba pamiętać, że przy takim systemie grania: lipiec – przygotowania do Ligi Narodów, sierpień – turniej, wrzesień – liga, kiedyś trzeba odpocząć. Kiedy? Wydaje mi się, że nie zobaczymy latem niczego pod patronatem FIVB. To nie jest moje życzenie, nie cieszy mnie to, ale takie mam przeczucia.


Pojawił się wątek Igrzysk Olimpijskich. Spotkaliśmy się w Apeldoorn, gdzie na nieszczęście polskiego zespołu, to Turcja cieszyła się z awansu…


Mieliśmy dużo szczęścia…


Okej, mieliście dużo szczęścia, ale pod koniec turnieju kwalifikacyjnego reprezentacja Turcji była w bardzo dobrej formie. Wcześniej w mistrzostwach Europy także widzieliśmy drużynę grającą ambitnie, zostawiającą dużo serca na parkiecie. Czy dla waszego zespołu przełożenie igrzysk to dobra wiadomość?


Gdyby igrzyska olimpijskie były w lutym, zaraz po wywalczeniu przez nas kwalifikacji, powiedziałbym, że chciałbym grać natychmiast. Jednak od stycznia do lipca wiele się zmieniło i wiele też mogłoby się zmienić. Nie przejmuję się tym, co się wydarzyło. Każdy jest w tej samej sytuacji. Popatrzmy na Włoszki – gdyby turniej olimpijski odbywał się w tym roku, grałyby bez Bosetti, która wraca po kontuzji, a w 2021 będzie już gotowa do gry w kadrze. W 2021 może jednak brakować innej siatkarki, czego oczywiście nie życzę Italii. Chodzi mi tylko o przykład. Znów będą plusy i minusy tej decyzji. Mój zespół jest młody i dodatkowy rok zbierania doświadczenia może nam tylko pomóc. Tym bardziej, że w Tokio mamy bardzo trudną grupę. Niektóre starsze siatkarki USA czy Rosji przyjadą na turniej jeszcze starsze (śmiech). Staram się na wszystko patrzeć pozytywnie.


Ostatnie pytanie. Pewnie będzie z tych najtrudniejszych, bo dotyczy polskich siatkarek w Vakifbanku. Małgorzata Glinka-Mogentale jest ostatnią, która grała w tym klubie. Kiedy możemy się spodziewać kolejnej Polki?


I tu jest problem, bo mamy najlepsze z najlepszych. Jeśli mamy wziąć którąś z Polek, to musi być równie dobra co Maggie. Ona była fantastyczna. Jeśli zapytasz kogokolwiek z mojego sztabu, kto przez ostatnie 10 lat był w Vakifbanku, o trzy nazwiska które zostały w sercu na zawsze – każdy z nas powie, że jednym z nich jest Glinka. Zostawiła po sobie niesamowite wspomnienia – ten spokój, te umiejętności, charakter, uśmiech. Dlatego nową siatkarkę z Polski muszę wybrać bardzo ostrożnie. Jednak gdy dwa sezony temu Zhu Ting nie mogła przylecieć, szukałem młodej siatkarki i wpadłem na Stysiak, ale ona już wtedy podpisała kontrakt w Scandicci. To bez wątpienia bardzo interesująca siatkarka. Macie ich wiele, wystarczy popatrzeć na to, jak radzi sobie reprezentacja Polski. Smarzek także jest dobra. Jednak przyjść do Vakifbanku nie jest łatwo. Mam to szczęście, że mogę wybrać, kogo tylko chcę - mogę, ale nie zawsze się to udaje. To jest jak wybór auta – Maserati, Lamborghini, Ferarri? Dobre Porsche... OK, ale najpierw wybieram z tej pierwszej trójki a dopiero potem patrzę na Porsche. Gdy tylko w Polsce pojawi się jakieś siatkarskie Ferrari – chętnie wezmę je do Stambułu.

 

 

Raport dotyczący koronawirusa TUTAJ

 

Raport dotyczący koronawirusa w sporcie TUTAJ

Adrian Brzozowski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze