Kowalski: Ekstraklasa sprzedana do 18 krajów, ale gdzie trafią pieniądze?

Piłka nożna
Kowalski: Ekstraklasa sprzedana do 18 krajów, ale gdzie trafią pieniądze?
fot. Cyfrasport
Prawa do transmisji PKO BP Ekstraklasy sprzedano do 18 krajów.

Szef Ekstraklasy S.A. Marcin Animucki pochwalił się, że po okresie pandemii udało się sprzedać prawa do transmisji naszej ligi do osiemnastego kraju. Do państw bałkańskich, skandynawskich, niemieckojęzycznych, Wielkiej Brytanii, Portugalii, Izraela, dołączyła Rosja. I bardzo dobrze, że praca działaczy i zabiegi o szybszy powrót piłkarzy na boiska niż w wielu innych miejscach Europy, przyniosły skutek.

Z okazji należy korzystać, po to są działacze, aby w takich sytuacjach wykazywać się refleksem i pomyślunkiem. Pewnie, że jest to dobra możliwość promowania tzw. produktu, jasne, że dzięki temu piłkarze grający w Polsce mają szansę wpaść w oko komuś bogatszemu, skupić na sobie uwagę, choćby przez jakiś czas.

 

Wartością dodaną jest fakt, że mecze ESA są komentowane w języku angielskim czy niemieckim. No i oczywiście liczą się też pieniądze. Z tytułu sprzedaży ligi za granicę. Szacuje się, że może to być około 10 mln złotych. Mało? Zależy jak na to spojrzeć. Trzeba pamiętać, że na stole leżały prawa do pokazywania jednej z najsłabszych europejskich lig wg rankingu UEFA, z której żaden klub nie liczy się na arenie międzynarodowej. Poza tym w ofercie była tylko końcówka sezonu (od 2 do 4 meczów każdej kolejki). Biorąc pod uwagę, jak wielkie straty notują kluby w związku z lockdownem i że wiele z nich staje na krawędzi bankructwa, jest to kwota nie do pogardzenia.

 

Polski klasyk przenosi się do gry FIFA. Widzew zagra z Legią

 

Już słychać, że cięcie kosztów nie skończyło się na spektakularnych czasowych obniżkach dla piłkarzy, o czym trąbiły media, ale dobrano się także do budżetów akademii i pensji trenerów młodzieży. A wydaje się, że ta przestrzeń w naszej piłce nożnej powinna być w największym stopniu osłonięta jakąś tarczą antykryzysową. Bo dopóki trenerzy grup młodzieżowych w klubach będą zarabiać po 1200 złotych i nie będą odpowiednio wyszkoleni, nic w polskiej piłce nie drgnie. Czas pandemii miał być okazją do przemyśleń i pewnych przewartościowań w słabej, ale wcale nie najbiedniejszej lidze. Takie akcje, jak tam ze sprzedażą praw telewizyjnych do innych krajów, której generalnie warto przyklasnąć, też mogłaby być jakimś bodźcem do zmiany polityki.

 

Wyobrażałbym sobie prezesa Animuckiego, który chwaląc się kolejnymi większymi wpływami z tytułu kolejnego kontraktu telewizyjnego, zamiast wzruszenia faktem, że po raz pierwszy usłyszy komentarz polskiej ligi w języku angielskim, mówi: Proszę państwa, uzyskaliśmy więcej, ale 40 procent tej kwoty musi pójść obligatoryjnie na szkolenie młodzieży...

 

Tak, wiem, rozmarzyłem się. Oczywiście natychmiast padnie argument, że to niedemokratyczne, jest wolny rynek i nikogo do niczego nie można zmusić.

Cezary Kowalski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze