Flick, czyli Lewandowski dostał skrzydeł

Piłka nożna
Flick, czyli Lewandowski dostał skrzydeł
fot. PAP/DPA
Wielką rolę odegrał trener Hansi Flick, który w trakcie sezonu zastąpił Niko Kovaca.

Ósmy tytuł z rzędu dla Bayernu jest czymś absolutnie niespotykanym w historii Bundesligi. Czy przemawia tylko siła pieniędzy Bawarczyków? Taka odpowiedź się nasuwa, gdy widzi się budżet, ale wydaje się, że to zbyt prosta ocena sytuacji. Wielką rolę odegrał trener Hansi Flick, który w trakcie sezonu zastąpił Niko Kovaca.

Bayern to jeden z najbogatszych klubów w Europie – zaraz za Barceloną, Realem Madryt i Manchesterem United. Barca i Real toczą ze sobą niezwykły bój, który napędza La Ligę, ale i napędza oba kluby. Manchester United korzysta w popularności Premier League w świecie i globalizacji, w którą liga angielska wkroczyła najszybciej. Z kolei Bayern podąża konsekwentną drogą zrównoważonego budżetu, który nieprzerwanie rośnie od kilku dekad. Sukces sportowy pozwala rosnąć coraz bardziej na tle konkurencji z Bundesligi. Według raportu Deloitte'a budżet Bayernu już za poprzedni sezon sięgnął blisko 700 milionów euro.

 

29 meczów – 26 wygranych! To efekt zmiany trenera!

 

Jednak kasa to jedno, a kompetencje, to druga sprawa. Bayern ma niezwykłych ludzi na kluczowych stanowiskach. Uli Hoeness i Karlheinz Rummenigge wzajemnie się uzupełniali i mądrze kierowali klubem przez kilka dekad. Teraz przychodzi pora na innych, ale też znających piłkę od podszewki. Hoeness jest już tylko w radzie nadzorczej. W zarządzie klubu – obok Rummenigge - pojawił się Oliver Kahn, a w roli dyrektora sportowego od jakiegoś czasu wykazuje się Hasan Salihamidzić. Bayern od tego sezonu ma nowego prezesa, który zastąpił Hoenessa – Herberta Hainera. To menedżer świetnie znający branżę. Długo wprawną ręką prowadził firmę Adidas, a w ostatnich latach przyglądał się zarządzaniu Bayernem z pozycji członka rady nadzorczej. W monachijskim klubie nic nie jest pozostawione przypadkowi.

 

W tym sezonie absolutnie kluczowa była decyzja o zastąpieniu trenera Niko Kovaca przez Hansiego Flicka. Flick spowodował, że zespół zaczął grać niezwykle ofensywnie, ale zarazem był stabilny w defensywie. Bilans tego trenera to 29 spotkań we wszystkich rozgrywkach: 26 wygranych, 2 porażki i 1 remis, bramki 89:20! Między 25. kolejką Bundesligi - w marcu - a 26. serią meczów - rozegraną w maju - minęło ponad dwa miesiące. Jednak drużyna, tak jak dobrze prezentowała się w lutym i w marcu, tak dobrze grała w maju i w czerwcu!

 

Flick uznał, że Kimmich to jednak numer sześć, że Alaba poradzi sobie na środku defensywy, a Davies może być rzucony na głęboką wodę na lewej stronie obrony. „Ba, Flick nawet z dwóch eks-piłkarzy – Thomasa Muellera i Jerome’a Boatenga - uczynił niezwykle silnych atletów” – pisze prześmiewczo dziennik z Monachium, „Sueddeutsche Zeitung”. Mueller to był rezerwowy za Kovaca (i nawet nosił się z zamiarem opuszczenia klubu), a z kolei Boatenga Bayern chciał się pozbyć już od kilku okien transferowych. Tymczasem obaj mieli wielki wkład w mistrzowski tytuł. Nie ma co ukrywać – największy wkład miał Robert Lewandowski. I nie piszę tego z polskiego punktu widzenia. Warto dodać, że Robert wiele razy przez sześć lat gry w Bayernie, łapał kapitalną formę. Jednak mam wrażenie, że praca z Flickiem mu wyraźnie służy. Jakby dostał skrzydeł, bo znowu nie brakuje gry skrzydłami.

 

RL9: „Na szczycie dwa-trzy lata? Myślę o dłuższej perspektywie!”

 

„Lewy” znajduje się w życiowej formie. 31 bramek w sezonie Bundesligi, to dokonanie, jakiego jeszcze nie miał. Znajduje się na najlepszej drodze po piątą koronę króla strzelców. Więcej ma tylko Gerd Mueller, mający siedem takich trofeów. Mueller w Bundeslidze uzyskał 365 goli. Na drugim miejscu listy wszech czasów jest Klaus Fischer, który legitymuje się 268 bramkami. Lewandowski ma na razie 232 trafienia – o 36 goli mniej niż Fischer. Polak na drugim miejscu wszech czasów może się znaleźć na koniec przyszłego sezonu lub na początku cyklu 2021/22. Dystans RL9 do Muellera to 133 gole… To odległość, jak stąd do księżyca. W każdym z czterech kolejnych sezonów Robert musiałby strzelać ponad 30 bramek, aby zbliżyć się do wyczynu snajpera z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku. „Lewy” w tym tygodniu w wywiadzie dla „France Football” powiedział: „Nie myślę, żeby znajdować się na szczycie jeszcze dwa, czy trzy lata. Myślę o dłuższej perspektywie”. A wtedy kto wie, kto wie…

Roman Kołtoń, „Prawda Futbolu”

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze