Lepa: Gdy sportowiec mówi „protestuję”!

Piłka nożna
Lepa: Gdy sportowiec mówi „protestuję”!
Fot. PAP

Piłkarze Aston Villi, Sheffield United, Manchester City i Arsenalu uklękli przed rozpoczęciem środowych meczów ligowych. We Włoszech w czasie finału Pucharu Włoch zawodnicy Juventusu i Napoli nie mieli wydrukowanych na koszulkach nazwisk. Jadon Sancho z Borussii Dortmund jeszcze w maju został ukarany żółtą kartką za zdjęcie koszulki meczowej i odsłonięcie napisu „Justice For George Floyd” („Sprawiedliwość dla George'a Floyda)...

Sport szeroko dołączył do protestu pod hasłem „Black Lives Matter”. Tam gdzie kończą się emocje widowiska, zaczyna się troska o życie i podtrzymywanie walorów czysto ludzkich, o sprawiedliwość i zrozumienie społeczne. Sport często skoncentrowany jest na dostarczaniu rozrywki i generowaniu pieniędzy, ale w historii jest wiele przypadków, które pokazują, że bohaterowie stadionów potrafią postawić prywatne ambicje na drugim planie i zabrać głos w kwestiach ważkich.

 

Trędowaty Kaepernick

 

Dziś gestem jedności z protestującymi w Stanach Zjednoczonych jest najczęściej przyklęknięcie lub zaciśnięta pięść, uniesiona do góry. Ten pierwszy zwyczaj zapoczątkował w 2016 roku rozgrywający San Francisco 49ers, quarterback Colin Kaepernick, który przyklęknął w czasie hymnu USA, granego przed meczem ligi futbolu amerykańskiego. Za kolejne tego typu gesty spotkał się z ostracyzmem ze strony właścicieli oraz prezesów klubów NFL i pozostaje do dziś zawodnikiem bez klubu. Apelował o to prezydent Donald Trump i udało mu się – Kaepernick jest traktowany jak trędowaty, choć pozwał włodarzy ligi do sądu i wygrał odszkodowanie.

 

Zaciśnięte pięści jako pierwsi podnieśli do góry amerykańscy sprinterzy Tommie Smith i John Carlos w czasie igrzysk olimpijskich w Mexico City w 1968 roku. Było to słynne pozdrowienie Black Power, które stało się wizytówką walki o prawa ciemnoskórych obywateli.

 

Wypadek czy...

 

Równie wielki gest protestu swego czasu poczynił Muhammad Ali, który w 1967 roku odmówił zaciągnięcia się do armii amerykańskiej. Ali protestował w ten sposób przeciw zaangażowaniu wojsk swego kraju w Wietnamie. Spotkała go za to kara więzienia, która zabrała mu być może najważniejsze lata kariery bokserskiej. Po latach Ali został rehabilitowany.

 

Dokładnie odwrotnie uczynił Pat Tillman. Wobec ataków terrorystycznych 11 września 2001 roku 25-latek postanowił wstąpić do wojska i wziąć udział w wojnie z terroryzmem. Uznał, że ważniejsza jest walka na polu walki, niż na boisku piłkarskim. Jednocześnie Tillman odmówił przedłużenia zawodowego kontraktu z Arizona Cardinals, gdzie miał zarabiać ponad 3,5 miliona dolarów. Razem z nim zaciągnął się brat Kevin. Pat zginął 22 kwietnia 2004 roku, zabity przez pomyłkę przez żołnierzy... ze swojego oddziału trzema strzałami w głowę. Stało się to po tym, gdy zaczął głośno mówić, że proza życia w Iraku i Afganistanie mija się z propagandą medialną i rządową.

 

Kim jesteśmy?

 

W 1960 roku Chiny odmówiły startu w igrzyskach olimpijskich w Rzymie, ponieważ chciały wykluczenia sportowców Tajwanu. W reakcji władze MKOlu, poparte przez działaczy ZSRR, poprosiły sportowców z tego kraju, aby w czasie ceremonii otwarcia maszerowali pod nazwą Republiki Tajwanu, a nie Republiki Chińskiej. Tajwan rozważał bojkot igrzysk, ale ostatecznie tamtejsi sportowcy wymaszerowali na bieżnię Stadionu Olimpijskiego w stolicy Włoch pod napisem „Under protest”.

 

W 2018 roku Mesut Ozil zrezygnował z występów w reprezentacji Niemiec, oskarżając szefa tamtejszej federacji, Reinharda Grindela o brak reakcji na rasistowskie ataki pod adresem Ozila, gdy ten sfotografował się z prezydentem Turcji, Recepem Tayyipem Erdoganem. – Dla wielu jestem Niemcem, kiedy wygrywamy, ale jestem imigrantem, gdy przegrywamy – powiedział wówczas Ozil.

 

Już dziś władze FIFA, UEFA i MKOlu przygotowują specjalny regulamin, który ma zapobiec ewentualnym protestom sportowców w czasie przyszłorocznych piłkarskich mistrzostw Europy oraz igrzysk olimpijskich w Tokio. Choć gwoli sprawiedliwości podobne zapisy już istnieją i sportowcy są raczej karani za wszelkie polityczne gesty i zaangażowanie w podobne protesty.

 

Gdzie jest więc granica między polityczną poprawnością, a wolnością słowa i koniecznością zabierania głosu w sprawach społecznie ważnych? Na ile gesty Kaepernicka, Aliego czy Smitha i Carlosa są w stanie zmieniać świat? Na pewno pobudzają innych, jak dziś koszykarzy LeBrona Jamesa i Michaela Jordana, którzy przyznali zgodnie, że powinni mocniej wesprzeć Kaepernicka, a dziś ostro zabierają głos w sprawie nielegalnych działań amerykańskiej policji i przemocy wobec ciemnoskórych obywateli USA.

Marcin Lepa, seb, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze