Franco: Pierwszy nowy mistrz czasów pandemii - walka godna pasa!

Sporty walki
Franco: Pierwszy nowy mistrz czasów pandemii - walka godna pasa!
fot. PAP
Joshua Franco pokonał niespodziewanie w MGM Grand Andrewa Moloney'a.

Nieważne jak zaczynasz, ważne jak kończysz - prawda (nie tylko sportowa) sprawdziła się w stu procentach w pierwszej walce o mistrzowski pas doby koronawirusa. Niepokonany Australijczyk Andrew Moloney (21-1, 14 KO) był faworytem. Marzył o szansie obrony pasa w legendarnym MGM Grand, ale to jego rywal Joshua Franco (17-1-2, 8 KO) ze łzami w oczach podnosił swój pierwszy mistrzowski pas w Las Vegas. To było widowisko godne walki o pas!

Blisko kontrowersji?

 

Franco zdobył pas mistrza regularnego. Tym prawdziwym jest Roman “Chocolatio" Gonzalez - bo w boksie nic nie jest proste. Niewiele jednak brakowało, żeby zamiast świętowania, była spora kontrowersja. Punktacja sędziowska była znacznie bliższa niż to, co oglądali kibice i wielu komentatorów. Dwójka sędziów - Dave Moretti oraz Patricia Morse-Jarman - punktowała walkę zaledwie 114-113 dla Franco. Oznacza to, że gdyby “Profesor” nie miał Australijczyka na deskach w jedenastej rundzie, to walka zakończyłaby się remisem, a pas pozostałby w kolekcji Moloney’a. Nie bardzo wiadomo, co widzieli sędziowie. Każda statystyka - i to, co się działo od piątej rundy w sali konferencyjnej MGM Grand - wskazywała na komfortowe zwycięstwo pięściarza z Teksasu. Wspominając o statystyce, oto matematyczne oddanie tego, co widzieliśmy przez dwanaście rund w Las Vegas. Trafione ciosy: Moloney 191, Franco 231. Trafione lewe proste - Moloney 57, Franco 75. Trafione mocne ciosy: Moloney 134, Franco 156. Jak bardzo siłę i częstotliwość ciosów 24-latka odczuwał już były mistrz? Zaraz po walce zaczął wymiotować i został przewieziony do szpitala, gdzie stwierdzono pęknięcie obu bębenków w uszach pięściarza.

 

Franco: "Bycie mistrzem to niesamowite uczucie. Jeszcze wrócę!”

 

Po walce, obaj pięściarze zachowali się z klasą. Cieszyli się z sukcesu, ale jednocześnie docenili umiejętności rywala.

 

- Potrzebowałem tego nokdaunu, to był kluczowy moment walki - mówił Franco. - Mój trener, Robert Garcia cały czas trzymał mnie skoncentrowanego na tym, co mam robić w ringu. Sam był mistrzem świata. Trenował wielu mistrzów świata i wie, co i kiedy trzeba powiedzieć. Motywował mnie. Dzięki niemu nigdy nie straciłem koncentracji, nawet przez moment. Dlatego też wygrałem walkę, a ciężka praca się opłaciła. Od czwartej rundy, to ja dominowałem w ringu. Wiedziałem, że walka jest w moich rękach. Nie odczuwałem siły ciosów Moloney’a, a nawet uwierzyłem, że powoli, cios po ciosie, zaczynam go przełamywać. Słyszałem, że moje uderzenia robiły na nim wrażenie. Słyszałem odgłosy, jakie wydawał kiedy trafiałem. Bycie mistrzem to niesamowite uczucie. Jeszcze do końca się z nim nie oswoiłem. Nie do uwierzenia - jestem mistrzem świata - przyznał mający za sobą dwadzieścia stoczonych walk Franco.

 

Medalista olimpijski wzmacnia bokserską ekipę Polsatu Sport!

 

- To nie była moja noc. To nie była najlepsza wersja Andrewa Moloney’a, jaką mogłem pokazać. Chylę głowę przed umiejętnościami Franco. Zasługiwał na zwycięstwo swoją nieustępliwością. Kończył walkę, tak jak kończą mistrzowie - mocnymi ciosami. Ja tutaj jednak wrócę. Nie pozwolę by jedna walka decydowała o tym, jakim jestem pięściarzem - powiedział Moloney. Jego brat bliźniak Jason już w czwartek, także w głównej walce wieczoru gali “Top Rank” (na żywo w Polsat Sport), zmierzy się z wymagającym Leonardo Baezem (18-2, 9 KO). Czy pomści brata?

Przemysław Garczarczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze