PKO BP Ekstraklasa: Remis w meczu na wodzie!

Piłka nożna
PKO BP Ekstraklasa: Remis w meczu na wodzie!
fot. PAP
Remis w meczu Śląsk Wrocław - Lech Poznań.

W meczu 33. kolejki grupy mistrzowskiej PKO BP Ekstraklasy Śląsk Wrocław zremisował na własnym boisku z Lechem Poznań 2:2. Przed spotkaniem nad stadionem we Wrocławiu przeszła ulewa, a deszcz kolejny raz mocno zaczął padać, kiedy zawodnicy rozpoczęli grę. To miało duży wpływ na poczynania zawodników na boisku, które zamieniło się w ogromną kałużę.

Pierwszy o niecodziennych warunkach przekonał się Pedro Tiba, któremu piłka ugrzęzła w kałuży a on sam pobiegł dalej. Właściwie każda akcja wiązała się z ryzykiem i niepewnością, jak zachowa się piłka - czy ugrzęźnie w kałuży, czy nabierze dodatkowego poślizgu.

 

Lepiej w tych trudnych warunkach na początku radził sobie Śląsk, który pierwszy stworzył sytuację bramkową. Przemysław Płacheta nie miał jednak miejsca, aby przymierzyć dokładnie i trafił w bramkarza Lecha.

 

Prezydent po wyborczym sukcesie chce zarządzać państwem jak... Klopp Liverpoolem

 

Przyjezdni po pierwszych minutach też dostosowali się do "wodnych" warunków i zaczęli stwarzać sytuacje bramkowe. Po kwadransie gry Jakub Kamiński śmiało wbiegł w pole karne i dograł do środka. Sytuację próbował ratować jeszcze Kamil Dankowski, ale piłka stanęła w wodzie i Christian Gytkjaer z bliska trafił do siatki. Gdyby nie kałuża, Duńczyk najprawdopodobniej nie oddałby nawet strzału.

 

Mimo iż woda na boisku przeszkadzała zawodnikom w grze i było dużo przypadkowości, spotkanie mogło się podobać. Lech po strzeleniu gola wcale nie ograniczał się do obrony, a Śląsk atakował jeszcze odważniej. Jeszcze przed przerwą dla wrocławian gola mogli zdobyć m.in. Przemysław Płacheta i Dankowski a dla gości ponownie Gytkjaer.

 

W drugiej połowie warunki do gry były już lepsze, bo boisko przeschło, a ponieważ oba zespoły nadal starały się grać ofensywnie, kibice oglądali ciekawe spotkanie.

 

Lepiej operował piłką Lech, ale groźniejszy był Śląsk. Kilka minut po wznowieniu gry idealną sytuację na doprowadzenie do remisu miał Robert Pich, ale Mickey van der Hart wykazał się doskonałym refleksem. Kilka chwil później groźnie strzelał Dankowski oraz Erik Exposito - za pierwszym razem piłkę odbił bramkarz Lecha, a za drugim zabrakło precyzji.

 

Z czasem tempo spotkania wyraźnie spadło i składnych akcji było mniej, ale za to więcej walki i fauli. I w tym okresie Śląsk doprowadził do remisu. Z rzutu wolnego dośrodkował Krzysztof Mączyński, najlepiej na piłkę nabiegł Israel Puerto i pewnie trafił do siatki.

 

Siedem minut później Lech znowu prowadził. Sędzia po weryfikacji wideo podyktował rzut karny dla gości po nastrzeleniu piłką w rękę Puerto. Do piłki podszedł Jakub Moder i pewnie trafił do bramki.

 

Śląsk rzucił się do ataku i szybko doprowadził do remisu. Ponownie świetnym dośrodkowaniem popisał się Mączyński, ale tym razem z rzutu rożnego, a piłkę do siatki strzałem z woleja posłał Jakub Łabojko.

 

Piłkę meczową miał zespół z Poznania. Już w doliczonym czasie mocno zakotłowało się w polu karnym, na strzał zdecydował się Tymoteusz Puchacz, ale Matus Putnocky nie dał się zaskoczyć i spotkanie zakończyło się remisem 2:2.

 

Po meczu powiedzieli:

 

To był bardzo interesujący mecz, w którym dużo się działo i do ostatniej minuty oba zespoły walczyły o trzy punkty. Skończyło się, moim zdaniem, sprawiedliwym remisem, chociaż na pewno możemy czuć niedosyt, bo dwa razy wychodziliśmy na prowadzenie. Pierwsza połowa nie była najlepsza, ale wpływ na to miała ulewa i dlatego większość akcji była rozpoczynana długim podaniem. W drugiej połowie było już lepiej, ale my nie jesteśmy przyzwyczajeni do takiej gry. Mimo wszystko udało się strzelić dwie bramki. Nie starczyło to jednak do wywalczenia trzech punktów we Wrocławiu – Dariusz Żuraw (trener Lecha).

 

Dzisiaj to był taki rollercoaster. Pogoda była przeciwko piłce. Obie drużyny chciały grać piłką, ale ciężka murawa była przeciwko temu. Po ostatnim meczu z Cracovią mówiłem, że zespół pokazał charakter i dzisiaj mogę powiedzieć to samo. Kolejny mecz, w którym przegrywaliśmy, ale zespół chciał do końca wygrać i walczył. Szanujemy jakość przeciwnika, który ma bardzo dobrych piłkarzy. Ten wynik jest sprawiedliwy. Wyrównaliśmy, ale kilka minut później straciliśmy z rzutu karnego drugiego gola. Dalej jednak walczyliśmy, nie poddaliśmy się i to dla mnie największy pozytyw tego spotkania. Dla mnie to bardzo ważne. Podziękowania dla kibiców, którzy dali nam wsparcie dzisiaj i mam nadzieję, że w kolejnych meczach będzie tak samo. Co do karnego - sędzia odgwizdał i nie ma o czym dyskutować – Vitezslav Lavicka (trener Śląska).

 

Śląsk Wrocław – Lech Poznań 2:2 (0:1)

 

Śląsk: Matus Putnocky - Lubambo Musonda, Israel Puerto, Mark Tamas, Kamil Dankowski - Robert Pich (68. Filip Markovic), Jakub Łabojko, Krzysztof Mączyński, Michał Chrapek (74. Piotr Samiec-Talar), Przemysław Płacheta (88. Sebastian Bergier) - Erik Exposito.
Lech: Mickey van der Hart - Bohdan Butko, Lubomir Satka, Dorde Crnomarkovic, Tymoteusz Puchacz - Jakub Kamiński (82. Michał Skóraś), Dani Ramirez (71. Juliusz Letniowski), Pedro Tiba, Jakub Moder, Kamil Jóźwiak - Christian Gytkjaer (77. Timur Żamaletdinow).

 

Bramki: 0:1 Christian Gytkjaer (17), 1:1 Israel Puerto (76), 1:2 Jakub Moder (83–karny), 2:2 Jakub Łabojko (85).

 

Żółte kartki: Michał Chrapek, Krzysztof Mączyński (Śląsk), Christian Gytkjaer, Tymoteusz Puchacz (Lech).

 

Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa). Widzów: 5 781.

RM, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze