Czy Bayern stać na wygranie Ligi Mistrzów? Jeśli nie teraz, to kiedy?

Piłka nożna
Czy Bayern stać na wygranie Ligi Mistrzów? Jeśli nie teraz, to kiedy?
fot. PAP
Robert Lewandowski sięgnie po triumf w Lidze Mistrzów?

Po zdobyciu krajowego dubletu Robert Lewandowski i jego koledzy powinni spoglądać na Lizbonę jako swój realny do osiągnięcia cel. To najsilniejszy Bayern Monachium od lat, jeszcze mocniejszy od tego, który wygrywał trzy korony w tym Ligę Mistrzów w 2013 roku.

20. Puchar Niemiec, 13. dublet w historii, właściwie pół wieku dominacji w całej niemieckiej piłce i co dalej? Po tym, jak Bayern finiszował w Bundeslidze, jak kompletnie prezentuje się jako zespół, dziś nie ma już ucieczki od prognozy, że to jeden z najlepszych obecnie zespołów w Europie, zdolny wziąć Ligę Mistrzów w sierpniowym turnieju finałowym w Lizbonie.


Żeby nie pozostać gołosłownym, podeprzyjmy się autorytetami. Po sobotnim finale Pucharu Niemiec, w którym Bayern wygrał w Berlinie z Bayerem Leverkusen 4:2, a dwa gole zdobył Lewandowski, trener Liverpoolu Jurgen Klopp uznał, że właśnie Bawarczycy oraz Manchester City to najpoważniejsi kandydaci, by wygrać turniej finałowy Ligi Mistrzów. Co ciekawe, oba zespoły mają jeszcze do rozegrania rewanże 1/8 finału i o ile w przypadku The Citizens jest jeszcze cień niepewności (wygrali pierwsze wyjazdowe spotkanie z Realem Madryt 2:1), o tyle Bayern po wygranej 3:0 w Londynie z Chelsea powinien w spokoju potraktować to jako rozgrzewkę przed kluczowymi trzema starciami – ćwierćfinałem, półfinałem i finałem. Przypomnijmy, że o awansach decydować będzie tylko jedno spotkanie, co zdaniem fachowców stawia zadaniowo nastawionych monachijczyków w uprzywilejowanej sytuacji.

 

CZYTAJ TEŻ: Piłkarski cud, który ukształtował Europę


Cała operacja w przypadku zespołów, którym zostały do rozegrania rewanże w 1/8 finału, zajmie 16 dni. Nie ma w tej chwili w Europie drużyny gotowej na takie wyzwania poza przedstawicielem Bundesligi, który sezon ligowy ma już za sobą (dziewięć kolejek), a do tego dwa starcia w Pucharze Niemiec. 11 spotkań w 48 dni daje podobną intensywność, z jaką zespół Lewandowskiego będzie radził sobie w Lidze Mistrzów.


A teraz najważniejsze; kiedy inni uczestnicy Champions League będą kontynuować rozgrywane w szaleńczym tempie rozgrywki w kraju, piłkarze Bayernu wybierają się właśnie na 12-dniowe wakacje, by pełni wigoru wrócić do pracy przed kluczowym wyzwaniem. Do powrotu pucharów piłkarze Napoli i Atalanty Bergamo muszą rozegrać po dziewięć meczów, Juventusu – osiem, Manchesteru City - siedem lub osiem meczów (w zależności od rozstrzygnięć w Pucharze Anglii), Chelesa – sześć lub siedem, Realu i Barcelony – po pięć, a Atletico Madryt - cztery. Przedstawiciele piłki francuskiej – PSG i Olympique Lyon – są w najgorszej sytuacji, bo nie grają w ogóle decyzją prezydenta kraju Emmanuela Macrona jeszcze z czasów szalejącej pandemii.

 


Tu oczywiście opinie są podzielone, bowiem część fizjologów uważa, że lepiej utrzymywać się w rytmie meczowym, inni z kolei zalecają odpoczynek przed tak poważnym wyzwaniem z próbą podtrzymania najważniejszych cech motorycznych.


Wracając do Kloppa, podkreśla on bardzo wysoką jakość każdego z graczy Bayernu oraz fenomen trenera Hansiego Flicka, pod wodzą którego monachijczycy przegrali zaledwie dwa ligowe spotkania (z Bayerem i Borussią Mönchengladbach jeszcze w 2019 r.). Jeśli ktoś chce, za wpadkę może uznać również bezbramkowy remis z RB Lipsk, ale poza tym to aż 29 wygranych z ogólnym bilansem bramkowym 100-23 (!).


Zanim Bayern dopadł Chelsea w pierwszym meczu 1/8 finału, wygrał w fazie grupowej wszystkie sześć meczów. Robił to konsekwentnie, gromiąc m.in. Crvenę Zvezdę Belgrad (6:0) czy finalistę poprzednich rozgrywek Tottenham (7:2). Inni, wskazywani jeszcze przed sezonem na faworytów, aż tak gładko nie mieli. Barcelona po remisie z Napoli 1:1 wciąż drży, czy nie wpadnie w kolejne tarapaty, PSG w minimalnym stopniu okazał się lepszy od Borussii Dortmund, a Juventus musi odrabiać straty po przegranym pierwszym starciu z Olympique Lyon. Dla formalności dodajmy, że nie ma już w całej zabawie ani obrońców tytułu z Liverpoolu, ani Tottenhamu, ani Valencii, której puchary wybiła z głowy Atalanta.

 

CZYTAJ TEŻ: Kiedy Messi mówi „dość”, wiedz, że zbliża się kres wielkiej Barcelony


Widać zatem jak na dłoni pewną prawidłowość. Nie gwiazdorskie, budowane za fortuny składy, ale solidność, zbilansowanie poparte oczywistą jakością odgrywa główną rolę w tegorocznej Lidze Mistrzów. Proszę zwrócić uwagę; kłopoty są wszędzie tam, gdzie mamy zdecydowaną gwiazdę lub gwiazdy, które częściej stają się balastem niż wiodącym do sukcesu geniuszem. Przykłady? Czy błyszczeli w tej edycji Neymar z Kylianem Mbappe? Czy Leo Messi, który drze koty z władzami klubu, jest w stanie powieść Barcę do sukcesu w pojedynkę? Jak mają się zapowiedzi Cristiano Ronaldo o odejściu do morale zespołu krojonego na finał LM?


Nie zajmując się rywalami, a skupiając się tylko na Bayernie, widać wyraźnie, że większość piłkarzy jest w życiowej formie. Bijący kolejne rekordy strzeleckie Lewandowski zapowiada, że nie zaprezentował jeszcze apogeum możliwości, Thomas Müller gra jak za dawnych lat, bez Leona Goretzki i Joshuy Kimmicha trudno wyobrazić sobie środek pola, mimo młodego wieku w obronie błyszczy jeden z najlepszych już teraz na świecie Alphonso Davies.


Za Bayernem przemawia również doświadczenie. Tymi, którzy pamiętają finał Ligi Mistrzów sprzed siedmiu lat są Manuel Neuer, Jerome Boateng i David Alaba. Nie licząc tego ostatniego, ich dokonania w ostatnich sezonach także na gruncie reprezentacyjnym (wygrany mundial w 2014 r. przez Neuera, Boatenga i Müller) uczyniły z nich graczy gotowych podołać każdemu wyzwaniu. Wprawdzie Benjamin Pavard i Kingsley Coman Ligi Mistrzów nie wygrali, ale mają na koncie mistrzostwo świata z Francją.

 


Potrójna korona Bayernu w razie zwycięstwa w Lizbonie nie byłaby niczym nowym dla tego klubu. W 2013 r., kiedy pod wodzą Juppa Heynckesa Bawarczycy ogrywali Borussię Dortrmund i w lidze, i finale Ligi Mistrzów, również dołożyli do tego puchar krajowy po wygranej z VfB Stuttgart. Historia lubi się powtarzać, a więc…


Mamy nie kilka, a lawinę argumentów za tym, by Bayern sięgnął po swój szósty triumf w Europie, a Lewandowski po pierwszy w karierze. Zwykle finał Pucharu Niemiec w Berlinie kończył sezon, teraz staje się powodem do dyskusji, co jeszcze może osiągnąć jeden z najlepszych zespołów w Europie.

Przemysław Iwańczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze