Bitwa pod Wawelem. Perfekcyjna Cracovia "zmiażdżyła" jadącą na oparach Legię

Piłka nożna
Bitwa pod Wawelem. Perfekcyjna Cracovia "zmiażdżyła" jadącą na oparach Legię
fot. PAP
Legia jedzie "na oparach", Cracovia potrafiła to wykorzystać

Obrazek obyczajowy kilkadziesiąt minut po zakończonym triumfem Cracovii spotkaniu półfinału Totolotek Pucharu Polski z Legią Warszawa. Zadowolony Michał Probierz żegna się z piłkarzami gospodarzy opuszczającymi szatnię. Ivan Fiolic niemal powłócząc nogami udaje się do swojego samochodu. Trener i wiceprezes „Pasów” uśmiechnięty od ucha o do ucha rzuca do Chorwata po angielsku: - Tylko nie świętuj za długo! Pomocnik Cracovii: - Nie będę miał siły nawet przytulić się do swojej dziewczyny.

Ten "obrazek" idealnie oddaje, jak wiele sił włożyli wczoraj gospodarze, aby w tak efektowny i nie podlegający dyskusji sposób „zmiażdżyć” lidera PKO BP Ekstraklasy.

 

Często narzekamy na intensywność meczów naszych ligowców, szczególnie wtedy, gdy muszą one mierzyć się z innym tempem i wymaganiami walki o europejskie puchary. We wtorkowy wieczór zespół Probierza zagrał na bardzo wysokim poziomie pod każdym względem. Motorycznym, taktycznym i na niezwykłej skuteczności. Poza dogodną sytuacją Luquinhasa Legia nie była w stanie stworzyć żadnej innej stuprocentowej okazji. Wyglądało to tak, że nie zrobiłaby tego nawet, jeśli mecz trwałby do północy.

 

"Jeżeli Lechia wejdzie do finału, to Puchar Polski zdobędzie Cracovia"

 

Agresja, zdecydowanie w niskim i średnim pressingu, inteligencja w grze Rafaela Lopesa, niezwykły dzień krytykowanego za brak tzw. liczb Mateusza Wdowiaka, defensywna praca Pelle Van Amersfoorta, nieprawdopodobna przydatność w polu karnym Wojciecha Muzyka obu stoperów – Michała Helika i Davida Jablonsky’ego. Pewność w grze Kamila Pestki. W zasadzie trudno się do kogokolwiek z piłkarzy pierwszej jedenastki przyczepić.

 

Wiedzieliśmy już przed spotkaniem, że Probierz doskonale przygotuje swoją drużynę, a ta perfekcyjnie zrealizowała założenia taktyczne. I sukcesu Cracovii nie umniejszają ubytki kadrowe Legii. Warszawianie „jadą na oparach”, choć pewnie doczołgają się wkrótce do mistrzostwa. Problem polega na tym, że w sobotę przy Łazienkowskiej gościć będą… Cracovię. Na pewno inną niż we wtorek, odczuwającą skutki tej fantastycznej pucharowej bitwy. Przebieg ligowej rywalizacji będzie bez wątpienia inny. Cracovia będzie koncentrować się na 24 lipca i szansie na Puchar Polski. Ale nie oznacza to wcale, że na tacy podaruje tytuł Legii.

 

Totolotek Puchar Polski: Cracovia w finale! Legia upokorzona


W ekipie z Warszawy nie było lamentu. Aleksandar Vuković jest zbyt uczciwym wobec swojego zawodu człowiekiem, by szukać wymówek i usprawiedliwień. Liczba kontuzji wpływowych zawodników plus obniżka dyspozycji pozostałych jest zbyt duża. Przesunięcie sezonu związane z przerwą na pandemię zabrało drużynie Radosława Majeckiego, który w normalnych okolicznościach broniłby przecież do końca rozgrywek. Walerian Gwilia, który przez cały czas „ciągnął” drugą linię, ma wyczerpany akumulator. Wiemy, jakim typem napastnika jest Thomas Pekhart, więc przy odpowiedniej grze przeciwnika będą mu się zdarzały mecze bez tzw. „sztycha”.

 

Słabszy dzień miał Mateusz Wieteska. Mateusz Cholewiak czy Luis Rocha to nie jest „international level”. By zespół zaistniał w Europie, potrzebne są nie uzupełnienia, a kilka solidnych wzmocnień. Dotyczyć to będzie zresztą nie tylko Legii, ale i całej eksportowej czwórki. W innym razie trudno będzie nam marzyć o tym, by wreszcie ktoś z „naszych” zameldował się w fazie grupowej Ligi Mistrzów bądź Ligi Europy.

Bożydar Iwanow, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze