Polska lekkoatletka chwali sobie współpracę z mężem. Będzie trenować w Szwajcarii

Inne
Polska lekkoatletka chwali sobie współpracę z mężem. Będzie trenować w Szwajcarii
fot. Cyfrasport
Angelika Cichocka wybierze się na obóz lekkoatletyczny do St. Moritz.

To będzie prawdopodobnie jedyny zagraniczny obóz lekkoatletyczny w czasach pandemii. Do St. Moritz wybierają się przedstawiciele biegów średnich, w tym Angelika Cichocka i Marcin Lewandowski. - Nie chcę, by organizm się odzwyczaił od treningu wysokogórskiego - powiedziała Cichocka.

Do Szwajcarii wybiera się niewielka grupa Polaków. Jadą samochodami, bo tak jest bezpieczniej. "I w razie czego zawsze można wrócić" - zaznaczyła mistrzyni Europy w biegu na 1500 m z 2016 roku.

 

ZOBACZ TAKŻE: Co dalej z maratonami? "Nawet jak się zmienią przepisy, zostanie limit 150 osób"

 

Zawodnicy czekają jeszcze na ostateczną decyzję, ale już szykują się do wyjazdu. Na miejscu mają spędzić trzy tygodnie i wrócić na sezon do kraju. Właśnie rywalizacji nie może się już doczekać Cichocka, która jest bardzo zadowolona z treningów ze swoim mężem Tadeuszem Zblewskim.

 

Decyzja, że stworzą także zawodowo duet zapadła niespodziewanie i została wymuszona przez okoliczności. Dotychczasowy trener Cichockiej - Tomasz Lewandowski - nie podpisał kontraktu z PZLA i nie może oficjalnie prowadzić żadnej grupy szkoleniowej. "Na lodzie" zostali nie tylko Cichocka, ale i wicemistrz świata w biegu na 800 m Adam Kszczot oraz brązowy medalista MŚ na 1500 m Lewandowski.

 

Cichocka szybko znalazła rozwiązanie - postanowiła poprosić o współpracę... swojego męża. - Bo przecież on zna mnie najlepiej i wie, jakie treningi robiłam. Często razem ćwiczyliśmy - mówiła.

 

To jednak ona była tą, która powiedziała: "zróbmy to". - Podejrzewam, że Tadek też o tym myślał, ale chyba brakowało mu odwagi, by o tym głośno powiedzieć - śmieje się.

 

Teraz ich małżeństwo to dwie relacje - jedna zawodowa, druga prywatna i one całkowicie się od siebie różnią.

 

- Mam silny charakter, w końcu uprawiam sport indywidualny i prywatnie chcę zawsze albo bardzo często postawić na swoim. Potrafię być zadziorna. Jeśli jednak chodzi o trening, całkowicie się podporządkowuję. Nie podważam żadnych decyzji. Bo bez zaufania w sporcie nie osiągnie się wyniku - podkreśliła w rozmowie z PAP.

 

Z boku wszystkiemu przygląda się Piotr Rostkowski. - To taka dobra dusza. Cudowny, ciepły człowiek, który zawsze doradzi. Jego obecność na obozie w Szklarskiej Porębie bardzo nam pomogła. Bardzo nas wspierał. Wspólnie mogliśmy wszystko przeanalizować. To też oczy z boku, które widzą więcej. Tadek ze mną często biega. On wtedy widzi tylko to, co pokazuje stoper, ale nie wie, jak stawiam stopy, jaką mam pracę rąk, krok biegowy.

 

Do St. Moritz może jednak pojechać sama. PZLA finansuje jej wyjazd, ale już trenerowi nie. - I tak jestem związkowi bardzo wdzięczna, bo przez kontuzje wypadły mi prawie trzy lata. To taki mój obóz ostatniej szansy. Szukamy funduszy, żeby Tadek mógł pojechać ze mną, bo koszty nas przerastają - przyznała.

 

Ze zgrupowania wysokogórskiego nie chce rezygnować, bo nie chce odzwyczajać od tego organizmu.

 

- Co roku wyjeżdżaliśmy w góry, to jest duży bodziec, nie chciałabym, żeby organizm się odzwyczaił. Nie chcę, by doszło do sytuacji, że na kilka miesięcy przed igrzyskami moje ciało w górach się zbuntuje, bo nie będzie do tego przyzwyczajone. Ten sezon może jest inny, ale nie można traktować go po macoszemu, bo ten trening, który robimy teraz ma zaprocentować w przyszłym sezonie - powiedziała.

 

W Szwajcarii ma nadzieję na kilka treningów z Marcinem Lewandowskim. Znają się doskonale. Przez wiele lat trenowali razem pod opieką jego brata Tomasza. Lubią się, szanują i sobie kibicują.

 

- Chciałabym parę razy poćwiczyć z Marcinem. W grupie trenuje się łatwiej, inaczej. To tak, jakby człowiek wsiadł do pociągu. Rozpędzam się i lecę. Nie zastanawiam się nad prędkością. To trochę też namiastka zawodów, bo biegnę z grupą i trzymam się jej - mimo kryzysów. A te na treningach są jeszcze gorsze. Na mityngach dobiegam do mety i koniec, a tu często jest tak, że chwila przerwy i dalej. Grupa pozwala na to, by się jeszcze bardziej zmotywować, bo ktoś dzieli razem z tobą twoje cierpienie - opisała.

 

Cichocka jest bardzo zadowolona z efektów treningowych, jakie dotychczas udało jej się osiągnąć. Jak sama jednak podkreśla - wszystko zweryfikują zawody.

 

- Treningowo wygląda to super, ale czekam na sierpień, bo rywalizacja to co innego niż stoper. Oczywiście chciałabym mieć możliwość startu w mityngu Diamentowej Ligi, ale na razie muszę zrobić jakiś wynik w Polsce, żeby móc się przebić - zaznaczyła zawodniczka SKLA Sopot.

 

Tradycyjnie już Cichocka skupia się na rywalizacji na 1500 m, ale... małymi krokami do celu. Zaczynam sezon Memoriałem Sidły w Sopocie, gdzie pobiegnę na 1000 m. To na początek bardzo dobry dystans - wyjaśniła.

PN, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze