Marcin Animucki: Przeszliśmy suchą stopą przez niespokojny ocean

Piłka nożna
Marcin Animucki: Przeszliśmy suchą stopą przez niespokojny ocean
fot. Cyfrasport
Marcin Animucki (z prawej)

PKO Ekstraklasa dobiegła końca. Medale i nagrody indywidualne zostały rozdane. Poziom spotkań - mimo wcześniejszych obaw – też był w większości przypadków bardzo dobry. Ale najważniejsze jest to, że mimo wątpliwości cały misternie budowany plan udało się zrealizować.

Ekstraklasa S.A, PZPN wraz z Komisją Medyczną a także wszyscy zaangażowani w polską klubową piłkę mogą mieć powody do zadowolenia. Także prezes ligowej spółki Marcin Animucki, który podzielił się z nami swoimi spostrzeżeniami i wnioskami na ten temat.

 

Bożydar Iwanow: Na zakończenie sezonu chyba umknęła nam jedna sprawa, o której nie można zapominać. Brawa dla wszystkich, że naszą ligę bezpiecznie udało się dograć do końca, bo przecież w marcu czy nawet później wcale nie była to taka pewna sprawa.

 

Marcin Animucki: To był bardzo długi sezon dla nas wszystkich. I jestem szczęśliwy, że po tym okresie 80 dni zawieszenia rozgrywki zostały wznowione i doprowadzone do końca. Dzięki naszemu planowi we współpracy z PZPN-em, Komisją Medyczną i wszystkim zaangażowanym w ten proces mogliśmy ruszyć z ligą 29 maja. Przez ten trudny okres, nie bójmy się go nazwać kryzysowym, przeszliśmy suchą stopą, a przecież poruszaliśmy się po niespokojnym oceanie, na którym mogło nas spotkać parę sztormów. Najważniejsze, że zachowaliśmy integralność rozgrywek w zakładanej formule. Bo przecież w kilku krajach nie udało się ich dokończyć. I długo jeszcze będą trwały spory, czy ktoś sprawiedliwie dostał tytuł i znalazł się w europejskich pucharach. U nas wszystko rozstrzygnęło się na boisku i to olbrzymi pozytyw. Drugi aspekt to finanse. Dokończyliśmy te 11 pozostałych kolejek i dzięki temu otrzymaliśmy wszystkie należne pieniądze od nadawców telewizyjnych, sponsorów i partnerów. W ciągu dwóch dni nastąpi finalne rozliczenie ze wszystkimi klubami z tytułu praw mediowych i marketingowych. To był dla nas niezwykle ważny cel tym bardziej, że są to rekordowe kwoty. Legia jako mistrz Polski otrzymała ponad 31 milionów złotych, przed rokiem Piast – dla porównania - otrzymał niecałe 16. Każdy uczestniczący w tej operacji przyłożył się do tego sukcesu. W marcu mogliśmy snuć czarne wizje, jak przetrwamy bez gry, a potem czy uda się wpuścić na stadiony kibiców. Determinacja wszystkich spowodowała, że zrobiliśmy to krok po kroku. Byłem na meczach zarówno przy pustych trybunach, jak i wtedy, gdy 1/4 miejsc mogła być zapełniona. Nie muszę chyba przekonywać nikogo, jak duża to różnica. Także dla nadawców telewizyjnych i oglądającego mecze w domu kibica. Finansowo przetrwaliśmy także dzięki temu, że przekażemy kwoty o 40 procent wyższe niż dotychczas. Szczęście w nieszczęściu, że ten wzrost trafił akurat na kryzysowy moment.

 

Zobacz także: Piotr Stokowiec: Cracovia jest stawiana w roli faworyta, ale to my zakończyliśmy ligę na wyższym miejscu

 

Wpuszczenie kibiców na stadiony nie było dość ryzykownym ruchem?

 

Wszystko było szczegółowo przygotowane i zaplanowane, dlatego cały ten proces udało się bezboleśnie przeprowadzić. Wymienialiśmy się informacjami i strategią m.in. z ligą duńską, która także zamierzała wprowadzić kibiców na trybuny. Mało tego – inne ligi też prosiły nas o przekazanie naszych projektów i tłumaczyły je na swoje języki, by zdobyć wiedzę, jak tego dokonać. Okazało się, że kraj w środkowej Europie poradził sobie z tym problemem sprawniej, niż można się było tego spodziewać. Oczywiście, nie osiadamy na laurach, bo „walka” się jeszcze nie zakończyła. Musimy ciągle zachować czujność i pracować nad tym programem dalej. 

 

Czyli wypełnianie ankiet czekać będzie wszystkich zaangażowanych w krajową piłkę klubową przez cały czas, nawet w czasie przerwy?

 

Mieliśmy już wideokonferencję z PZPN-em m.in. na ten temat. Przygotowujemy się na nowy sezon. Na pewno jakieś elementy będziemy modyfikować, może coś poprawiać. Pamiętajmy, że w reżimie sanitarnym było też ponad 300 osób pracujących dla Ekstraklasa Live Park, która produkowała sygnał. Zaczęły się wakacje, ale wszyscy muszą mieć świadomość zagrożeń, więc ciągle trzeba w jak największym stopniu unikać ryzyka. Nie tylko ze względu na rozgrywki, ale dla samych siebie. To chyba sprawa dla wszystkich jasna. 

 

Nie masz wrażenia, że wszyscy po zakończonym sezonie mówią o olbrzymim zmęczeniu, także koniecznością rozegrania rundy finałowej? I że z racji wcześniejszych rozstrzygnięć była ona najmniej ciekawa w historii ESA-37?

 

Nie zgadzam się, że mecze w końcówce sezonu były słabsze. A Lech Poznań? Piast Gliwice? Albo Lechia Gdańsk? Każdemu zależało, by zająć wyższą lokatę, po sezonie zasadniczym szansę na podium miała przecież cała ósemka w grupie A. Lech zyskał miliony złotych dzięki drugiej lokacie, trzeci Piast też o nie walczył do końca. W mojej opinii mecze stały na bardzo dobrym poziomie. Okej, Legia dwa ostatnie spotkania przegrała, ale z wiadomych względów mogła puścić na urlopy swoich najlepszych piłkarzy. Postawa trenera Vukovića w perspektywie startu w Europie i meczu o Superpuchar jest jak najbardziej zrozumiała. 

Bożydar Iwanow, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze