Sezon przejściowy Ekstraklasy z tylko jednym spadkiem to szansa na zmianę polityki klubów

Piłka nożna
Sezon przejściowy Ekstraklasy z tylko jednym spadkiem to szansa na zmianę polityki klubów
fot. Cyfrasport
Mecz Lech Poznań - Jagiellonia Białystok z 19.07.2020.

Najbliższy sezon Ekstraklasy może być tym, w którym wajcha zostanie przestawiona i w większym stopniu kluby zaczną kreować młodych graczy, zamiast ściągać drogich średniaków z zagranicy.

Oczywiście od zmian regulaminu i systemu rozgrywek nikt jeszcze ich poziomu nie poprawił, bo od mieszania łyżką w herbacie, nie staje się ona słodsza.

 

Często nawet mieszanie ma skutki uboczne, tak jak w przypadku wcześniejszego pomysłu, aby w Ekstraklasie dzielić rozgrywki przed rundą finałową i również odbierać drużynom połowę zdobytych punktów. Tak kuriozalnego systemu nie było nigdzie na świecie i szczęśliwie z niego wychodzimy (w tym czasie polskie rozgrywki w klasyfikacji europejskiej osunęły się niemal na dno, choć trzeba też pamiętać, że jakimś cudem Legia po latach zagrała też w Lidze Mistrzów). Podczas rozłożonego w czasie powrotu do „normalności” (za rok 18 zespołów będzie rozgrywało po prostu mecz i rewanż, jak w większości lig europejskich), w sezonie 2020/2021 będzie spadać tylko jedna drużyna. Przy okazji kolejnego kombinowania z regulaminem zdarzyło się coś co może mieć bardzo pozytywne skutki. Oczywiście na razie to tylko teoria.

 

Na chłopski rozum jednak: jeśli zagrożenie spadkiem jest tak niewielkie, to znacząco spadnie presja na większość trenerów, których – nie oszukujmy się – najistotniejszym zadaniem zawsze jest utrzymanie się w gronie najlepszych, czyli tak naprawdę utrzymanie finansowania klubów z tytułu praw telewizyjnych, jakie są przelewane do klubów Ekstraklasy.

 

Zobacz także: Kto piłkarzem sezonu PKO BP Ekstraklasy? Typuje Tomasz Hajto

 

Zżymamy się na zbyt dużą liczbę obcokrajowców średniej klasy. Słowaków przed emeryturą, czy Hiszpanów z trzeciej ligi, ale w oparciu o nich te ligowe byty są po prostu zachowywane. Ewidentnie nie są w stanie dać niczego więcej, zwłaszcza na arenie europejskiej, nie podwyższają znacząco poziomu i blokują miejscową młodzież, ale jednak w wielu przypadkach gwarantują stabilność. Łatwiej uratować się przed degradacją, mając starszych graczy, niż niedoświadczoną młodzież, która może zagrać znakomicie, ale równie dobrze zawalić sprawę. A trenerzy nie są przecież zatrudniani na lata, liczy się to, co tu i teraz. Z tego są tylko rozliczani. Bardzo rzadko się zdarza, że jakikolwiek szkoleniowiec ma komfort, aby zaryzykować, pomyśleć trochę bardziej długofalowo. Wdrażać coś, co np. przyniesie jego zdaniem skutek dopiero w następnym sezonie.

 

Zbliżający się sezon w dużej mierze na taki komfort pozwoli. Nie licząc tych kilku drużyn, które po prostu muszą walczyć o mistrzostwo lub europejskie puchary, reszta to co osiągnęła w tym sezonie, będzie mogła zrobić znacznie mniejszym kosztem, bez działania w stresie i być może wypracować coś na przyszłość.

 

Mądry trener tę szansę wykorzysta. Jeśli będzie pracował dwutorowo, czyli zadba o przyzwoity wynik i coś po sobie zostawi. A raczej kogoś. Mam tu na myśli wprowadzenie trzech, czterech, pięciu młodych zawodników, którzy będą stanowili o sile drużyny w następnych latach, albo staną się kapitałem i klub na nich zarobi.

 

Zobacz także: Ekstraklasa zwiększa wypłaty dla klubów, Legia z 31,3 mln zł za sezon 2019/20

 

Że w oparciu o taką strategię zajmie się nie np. piąte miejsce, a ósme albo dwunaste, zamiast dziewiątego? A co to za ryzyko i tak naprawdę co to za różnica? Lepiej mieć nieco niższe, ale kogoś wykreować. Nie bać się sięgać do niższych lig. I nie bajdurzyć, że młody wcale nie oznacza, że dobry. I że tacy gracze nie są odpowiednio przygotowani. Przygotowani do czego? Czy oni naprawdę obniżą poziom tej ligi? Co jej się może złego stać? Spadniemy z 32 miejsca w rankingu na 34? A jeśli rzeczywiście nieprzygotowani, to ich po prostu przygotujcie. To jest ten czas. Nie ma się czego bać. Spadek w zbliżającym się sezonie, to będzie sztuka.

 

O tym, jak mogą wyglądać personalnie kluby Ekstraklasy bez szkody dla niej pokazały ostatnie mecze drużyn, które już nie pobyły pod żadną presją w końcówce sezonu, czyli o nic już nie walczyły. Nagle się okazało, że np. zdegradowana Korona Kielce ma do dyspozycji takich graczy jak Daniel Szelągowski (17 lat) czy Iwo Kaczmarski (rocznik 2004!), mogących śmiało wyjść na boisko, dobrze grać i strzelić zwycięskie gole. Skąd się wzięli? Przecież nie przylecieli z Marsa...

Cezary Kowalski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze