Mateusz Ponitka: Zenit to obecnie najlepsze miejsce dla mojego rozwoju

Koszykówka
Mateusz Ponitka: Zenit to obecnie najlepsze miejsce dla mojego rozwoju
Fot. PAP
Mateusz Ponitka występuje w Zenicie od lipca 2019 r.

Mateusz Ponitka mimo sezonu skróconego z powodu pandemii pozytywnie ocenia rok spędzony w Zenicie Sankt Petersburg. "Zapłaciliśmy frycowe w Eurolidze, ale zebraliśmy doświadczenie i teraz będzie inaczej" - powiedział PAP jeden z liderów reprezentacji Polski koszykarzy.

PAP: Za panem sezon pełen turbulencji. Nie dość, że przerwany przez koronawirus, to jeszcze był pan trapiony przez kontuzje. Jest pan zadowolony z dokonanego przed rokiem wyboru klubu, skoro Zenit był najsłabszą drużyną Euroligi?

 

Mateusz Ponitka: Wyboru dokonałem dobrego, ponieważ Zenit to profesjonalny klub, organizacyjnie wszystko jest dopięte na ostatni guzik. W momencie pojawienia się jakichkolwiek problemów ludzie w klubie są bardzo zaangażowani, by pomóc. Cieszę się, że tu jestem i będę dalej pracował na sukcesy. Mam ważny kontrakt na sezon 2020/21 i na pewno nie myślę o zmianie klubu. Gram w Eurolidze i silnej lidze VTB, więc jestem pewny, że obecnie to najlepsze miejsca dla mojego rozwoju.

 

PAP: Łączenie rywalizacji w tych dwóch ligach łatwe nie było...

 

M.P.: Z powodu pandemii koronawirusa trudno jednoznacznie ocenić sezon pod względem sportowym, bo zakończył się w marcu, a rozstrzygnięcia to zawsze play off. Jeśli chodzi o ligę VTB, to na pewno liczyliśmy na lepszą pozycję w tabeli niż siódmą, jaką zajmowaliśmy w momencie przerwania rywalizacji. Kilka spotkań +uciekło+ nam w końcówce i tego szkoda. W Eurolidze debiutowaliśmy, więc mogliśmy się spodziewać ciężkiej przeprawy. Zapłaciliśmy frycowe, zebraliśmy doświadczenie, a teraz już koncentrujemy się na nadchodzącym sezonie – będzie na pewno inny.

 

Zobacz też: Liga Mistrzów FIBA - zawodnicy Startu Lublin poznali terminarz

 

PAP: Pod koniec maja władze Euroligi ogłosiły definitywne zakończenie sezonu, a VTB uczyniła to wcześniej. Kiedy zatem wrócił pan do Polski i czy były problemy w związku z nasilającą się pandemią?

 

M.P.: Jesteśmy w Polsce z rodziną od 1 czerwca. Podróż była utrudniona, bo musieliśmy polecieć samolotem do Kaliningradu, potem dojechać do polskiej granicy wynajętym busem i po jej przekroczeniu przejść kwarantannę. Cieszę się jednak, że w sumie udało nam się dosyć szybko dotrzeć do kraju, bo wiem, że inni Polacy często mieli problem z powrotem do domu.

 

PAP: Jak zatem minęły blisko dwa miesiące w kraju?

 

M.P.: Najpierw była przymusowa, dwutygodniowa kwarantanna. Spędziliśmy ją z rodziną na Kaszubach. Następnie wróciliśmy do domu i od tego czasu łączę treningi z załatwianiem spraw organizacyjnych, na które nie mam czasu w trakcie sezonu.

 

PAP: Rozumiem, że odpoczywał pan także trochę po sezonie? Wolny czas spędzał pan na "nicnierobieniu" czy wybrał aktywny odpoczynek?

 

M.P.: Wszyscy zakończyliśmy rozgrywki przedwcześnie, więc było dużo czasu na regenerację, ale muszę przyznać, że z drugiej strony brakowało treningów. Forma aktywnego wypoczynku jest dla mnie najlepsza. Nie potrafię leżeć na plaży lub w ogrodzie przez cały dzień. Lubię być cały czas w ruchu i staram się dbać o swoje ciało.

 

PAP: Na jakim zatem etapie są pana przygotowania do nowego sezonu?

 

M.P.: Pracuję indywidualnie przez większą część tegorocznych długich wakacji. Miałem dwa tygodnie przerwy po cięższym okresie treningowym, ale ponad tydzień temu wróciłem z powrotem na najwyższe obroty. Przygotowuję się do długiego sezonu i do rywalizacji o jak największą liczbę minut na boisku, gdyż w nowym sezonie będziemy mieli bardzo wyrównany skład.

 

PAP: Kto dba o pana przygotowanie fizyczne? Dostał pan jakieś zalecenia od szkoleniowców z rosyjskiego klubu?

 

M.P.: Nie, pracuję z Dominikiem Narojczykiem, czyli trenerem przygotowania fizycznego reprezentacji Polski koszykarzy, zresztą nie tylko w tym roku, ale od wielu lat. Bardzo sobie cenię jego profesjonalizm. Dzięki niemu zawsze jestem gotowy do gry w najważniejszych momentach sezonu. Rosjanie wiedzą, jak i z kim pracuję. Ufają i mi, i trenerowi.

 

PAP: Władze ligi VTB zapowiedziały inaugurację rozgrywek na 20 września...

 

M.P.: My zaczynamy już pierwsza dnia meczem w Moskwie z tamtejszymi Chimkami, następnie podejmiemy Cmoki Mińsk. Euroligę rozpoczniemy na początku października w Stambule.

 

PAP: Nie obawia się pan powrotu do Sankt Petersburga w związku z dużą liczbą zakażeń w Rosji? Jak wyglądało pana życie jako zawodnika w pierwszych tygodniach pandemii w tym wielkim mieście?

 

M.P.: Z naszej, zawodniczej perspektywy nie było totalnego lockdownu. Oczywiście sklepy były pozamykane, poza spożywczymi i aptekami, ale można było spotkać wielu ludzi spacerujących ulicami miasta. Nie widziałem, aby jakoś rygorystycznie przestrzegano zasady noszenia maseczek i rękawiczek. Można powiedzieć, że odpowiedzialność ciążyła na ludziach. Jedni się zabezpieczali, inni nie. Wiem, że dużo sklepików, kawiarenek i restauracji upadło, ale myślę, że na całym świecie ludzie mierzą się z takimi problemami.

 

PAP: Widzi pan zatem różnice w podejściu do pandemii między Polakami a Rosjanami?

 

M.P.: Nie wiem, jak wygląda obecnie sytuacja w Sankt Petersburgu, ale po powrocie do Polski zrozumiałem, że w Rosji podchodzono do życia w czasach pandemii bardziej luźno, a u nas bardziej przestrzega się ograniczeń.

 

Rozmawiała: Olga Przybyłowicz (PAP)

MTu, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze