Andrzej Dawidziuk o Arturze Borucu: Kipi energią!

Piłka nożna
Andrzej Dawidziuk o Arturze Borucu: Kipi energią!
fot. PAP
Artur Boruc

Mecz o Superpuchar został odwołany. Tym samym „re-debiut” Artura Boruca w Legii Warszawa nastąpi nie w niedzielę przed jego publicznością, a pewnie tydzień później w spotkaniu Pucharu Polski w Bełchatowie. Byłemu bramkarzowi m.in. Celtiku Glasgow uciekło więc jedno istotne przetarcie przed walką o Champions League, a przecież także pod kątem europejskiej rywalizacji został on na Łazienkowską sprowadzony.

Jak wpłynie to na Boruca? I jak ocenia ten transfer wybitny fachowiec, który ukształtował wielu zawodników występujących na tej pozycji, dziś szef ds. szkolenia bramkarzy w PZPN i były asystent m.in. Leo Beenhakkera w kadrze Andrzej Dawidziuk?

Bożydar Iwanow: Większość ekspertów uznała powrót Boruca do Legii za kapitalne rozwiązanie i wymarzony transfer. Inni narzekają, że do mistrza Polski przychodzi bramkarz po 40-tce. Która teoria jest ci bliższa?

 

Andrzej Dawidziuk: Ta pierwsza. To w pełni przemyślany ruch ze strony klubu. Po odejściu Radosława Majeckiego do Monaco Legia została z jednym doświadczony bramkarzem – Radosławem Cierzniakiem – i dwoma młodymi – Wojciechem Muzykiem i Cezarym Misztą. Ten pierwszy miał dotychczas tylko epizody w Ekstraklasie, ten drugi jeszcze jej nie dotknął. Wiadomo było, że w tym układzie zostać nie mogą, bo ewentualna kontuzja Radka zostawiłaby zespół z dwójką mało ogranych na wysokim poziomie zawodników. Potrzebowali więc kogoś naprawdę mocnego. Muzyk potrzebuje jeszcze czasu aby można było określić, na jaki wejdzie poziom. Tak samo Miszta. Jeden z nich z pewnością pójdzie na wypożyczenie. Legia potrzebowała bramkarza na tu i teraz. I ma takiego, który w Warszawie jest jak u siebie. Nie potrzebuje czasu na aklimatyzację i jest bramkarzem kompletnym. Poradził sobie w mocnych klubach zagranicznych, grał na europejskim poziomie, w Celtiku także w Lidze Mistrzów. Legia sięga de facto po swojego wychowanka, który po przyjściu z Pogoni Siedlce to tu nauczył się najwięcej. I wraca do swojego trenera, Krzysztofa Dowhania, to bardzo istotne. To wartość dodana. Nie muszą się dopasowywać, docierać, łapać zrozumienie. Te aspekt nie musi być na nowo budowany. Artur nie wchodzi na nieznany sobie teren. Ryzyko jest niewielkie.

 

Zobacz także: Piękny gest Bournemouth. Klub podziękował Arturowi Borucowi

 

A wiek?

 

Zawsze powtarzam, że jeśli chodzi o weryfikację sportowców, a szczególnie bramkarzy, to akurat powinno być na ostatnim miejscu. Najważniejsze jest to, czy jest gotowy czy nie. „Młody” musiałby sobie radzić z innymi elementami, stresem związanym z oczekiwaniami np. w nowym klubie, nowy musiałby mieć więcej czasu na wejście w drużynę. U Artura ciągle jest pasja, moc i chęć do pracy. Radość, z tego co robi. Jeżeli pozwalają na to zdrowie, „biologia” to wszystkie warunki są spełnione. Byłem u niego w lutym w Bournemouth, rozmawialiśmy i o tym, co dalej. Kipiał energią.

 

Czy fakt, że przez ponad rok nie rozegrał żadnego meczu o stawkę może mieć znaczenie?

 

Brak rytmu meczowego jest bardziej kłopotliwy dla bramkarza niedoświadczonego, który jest w fazie rozwoju. Jeżeli jemu wypadnie jakiś dłuższy okres bez gry, może zostawić rysę na jego formie. W przypadku Artura nie ma to znaczenia. Jedynym podstawowym kryterium, które dostrzegam, jest rytm treningowy. Jeżeli z niego by wypadł, na przykład ze względu na kontuzje, zrobiłby się problem.

 

Bożydar Iwanow, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze