Piotr Pykel: Jaką drużyną jesteśmy?

Inne
Piotr Pykel: Jaką drużyną jesteśmy?
fot. Polsat Sport

Przyjaciele i zagraniczni kontrahenci Polsatu Sport przy okazji meczów Ligi Mistrzów zadają czasami pytanie, do jakiej drużyny porównalibyśmy naszą stację? Gwiazdorskiego PSG, błyskotliwej Barcelony, a może imponującego solidnością Bayernu?

Najbardziej udane projekty telewizyjno-sportowe ostatnich dekad, jak Sky Italia czy beIN Sports, porównuje się właśnie do odnoszących sukcesy w Champions League klubów. Pytanie bardzo złożone i niełatwe, ale dwudziestolecie kierowanej przez Mariana Kmitę sportowej stacji telewizyjnej z pewnością uzasadnia zabawę w udzielenie na nie odpowiedzi. Te 20 lat to długi okres, podczas którego Polsat Sport musiał rozegrać wiele trudnych meczów, mierząc się nie tylko z doskonałymi przeciwnikami, ale także z bardzo dynamiczną rzeczywistością rynkową i zmieniającymi się zasadami gry.

 

Wystartowaliśmy jako bardzo niedoceniany zespół, który dopiero co otrzymał ligową licencję, a wszyscy wskazywali mu miejsce najwyżej na zapleczu mistrzowskich rozgrywek. Rynek praw i transmisji sportowych był zdominowany przez trzech dużych graczy: TVP, Canal+ i Wizję Sport. Niewielu dawało nam nadzieję nie tylko na szybki awans do elity, ale i na przetrwanie. Jednak ten ambitny projekt od początku miał w sobie magię, która pozwalała wierzyć w jego powodzenie. Ponad 20 lat temu w gabinecie świętej pamięci Piotra Nurowskiego, członka Rady Nadzorczej Polsatu, poznałem Mariana Kmitę (który w tamtych czasach nie miał jeszcze swojego gabinetu!). Nasz kraj wyglądał zupełnie inaczej niż dzisiaj, dopiero 10 lat wcześniej odzyskał wolność, aspirował do Unii Europejskiej i NATO, czekał go dopiero wielki cywilizacyjny skok. Byłem świeżo po studiach we Włoszech, z propozycją pracy w jednym z najistotniejszych polskich ministerstw, otwierającą drogę do przyszłej kariery dyplomatycznej. Wiele osób radziło mi, abym nie zapuszczał się na „nieznane lądy”, bo może być to decyzja, której będę żałować. Jednak moja pasja do sportu i entuzjazm rozmówcy przekonały mnie. Okazało się, że była to jedna z najważniejszych rozmów w moim życiu. Przyszły szef zadał mi kluczowe pytanie: „Panie Piotrze, to kim pan chciałby być w moim zespole: dziennikarzem czy menadżerem? Wie pan, prawa sportowe to dziedzina, która z pewnością dynamicznie będzie się rozwijać”. Miałem kilkadziesiąt sekund na odpowiedź na pytanie, które przypominało mi to czy chcę być bramkarzem, czy prawoskrzydłowym. W ciągu niespełna minuty zdecydowałem się zamienić politykę na dyplomację w sporcie i nigdy tego nie pożałowałem. W ten sposób od dwudziestu lat walczę w barwach Polsatu Sport o możliwość pokazywania naszym widzom między innymi Ligi Mistrzów, meczów piłkarskiej reprezentacji Polski czy mistrzostw Europy w piłce nożnej. A zdarzyły się też dwa mundiale.

 

Ten z 2002 roku opisany już na łamach „PN” przez Mariana Kmitę to rzeczywiście mit założycielski Polsatu Sport. Tak jak pierwsze trzy sezony Ligi Mistrzów, które pokazaliśmy, udowadniając, że z zaplecza ekstraklasy awansowaliśmy do elitarnych rozgrywek. Ale jak wiadomo – łatwiej o awans niż o utrzymanie miejsca w elicie.

 

Mistrzostwa Świata w Niemczech w 2006 roku były dla nas wyjątkowym testem. Po pierwsze… kupiliśmy je jako ostatni rynek na świecie z krajów, które na niemieckim mundialu miały swoją reprezentację. To były niesłychanie długie i wyczerpujące negocjacje, a 9 grudnia 2005 roku, kiedy los przydzielał nam w Lipsku gospodarzy turnieju, Ekwador i Kostarykę kibice nie mogli tego obejrzeć w żadnym polskim kanale telewizyjnym. Negocjacje zakończyły się dopiero w marcu 2006 roku, równo 3 miesiące przed pierwszym mundialowym meczem reprezentacji Pawła Janasa. Po drugie, pomimo tak krótkiego czasu na telewizyjne przygotowania, wysłaliśmy do Niemiec dużą ekipę realizacyjno-dziennikarską, a w warszawskim studio Polsatu oprócz dziennikarzy i ekspertów zasiadła, jak na stadionie, publiczność. Z takim rozmachem jeszcze nikt wcześniej nie pokazywał w Polsce piłkarskiej imprezy! Po trzecie, zdobyliśmy nieocenione doświadczenie, jakie daje występ na imprezie tej rangi – w naszym przypadku jej obsługa.

 

Także dla mnie niemiecki mundial jest słodko-gorzkim wspomnieniem: pamiętam dumę i radość z możliwości pokazania go kibicom i widzom Polsatu Sport, niesamowite doświadczenie z pobytu w Niemczech (pierwszy mundial, który mogłem oglądać na miejscu), ale także ściśnięte gardło 9 czerwca, po końcowym gwizdku sędziego meczu z Ekwadorem. Z ponad sześćdziesięciu tysięcy widzów na stadionie Schalke trzy czwarte stanowili polscy kibice. Przyjechali do Gelsenkirchen czym mogli, korzystając z możliwości swobodnego poruszania się (od dwóch lat byliśmy już członkiem Unii Europejskiej), często po długiej i męczącej podróży z wielką nadzieją na sukces polskiej reprezentacji. Tymczasem trzeba było przełknąć wielkie rozczarowanie. Jeden z synów Mariana Kmity, który był z nami wtedy na meczu, powiedział z rozgoryczeniem: „Tato, jesteś szczęśliwy, bo widziałeś dwa medale polskiej reprezentacji na mistrzostwach w 1974 i 1982. Czy ja dożyję takiej chwili?”. Po przełknięciu porażki pozostało jednak wyjątkowe doświadczenie. Te dwa mundiale – w Japonii i Korei oraz w Niemczech sprawiły, że powstał zespół Polsatu Sport gotowy na największe wyzwania.

 

Po MŚ 2006 niespodziewanie zmieniły się jednak reguły gry o prawa do największych imprez. FIFA pomimo sportowego, finansowego i społecznego sukcesu niemieckiego mundialu postanowiła wykonać krok do tyłu i od następnej edycji mistrzostwa świata w piłce nożnej wróciły do tzw. systemu EBU, czyli Europejskiej Unii Nadawczej zrzeszającej telewizje publiczne.

 

Na tym nie skończyły się przeciwności losu. Rok 2006 zamknął nasz pierwszy sześcioletni okres pokazywania Ligi Mistrzów. Aby pozostać w elicie, a nie bronić się przed spadkiem, Polsat Sport musiał znowu udowodnić swoją wartość. Udało się! Wygraliśmy wyścig o prawa do EURO 2008, które odbyły się w Austrii i Szwajcarii. Nie były to łatwe negocjacje, wprawdzie byliśmy już wcześniej partnerami UEFA przy Lidze Mistrzów, jednak kiedy szefowie europejskiej piłki zdecydowali się na pierwszy w historii otwarty przetarg na prawa do EURO przyglądali się nam bardzo uważnie. Efekt? Jako jedyna prywatna stacja w Europie Środkowo-Wschodniej pokazaliśmy cały turniej na wyłączność. I całą operację realizacyjną wraz ze studiem przeprowadziliśmy na miejscu. Wszystko po to, aby polskim kibicom pokazać jak najlepiej austriacko-szwajcarski turniej, a przede wszystkim być blisko drużyny Leo Beenhakkera, która po raz pierwszy w historii polskiego futbolu wywalczyła awans na ME. Właśnie w austriackim Bad Waltersdorf, gdzie siedzibę podczas EURO 2008 miała reprezentacja, mieściła się także nasza baza ze scenografią przeglądającą się w tafli jeziora. Zebraliśmy też wyjątkową ekipę gwiazd polskiej piłki w roli naszych ekspertów. Między nimi był także obecny selekcjoner Jerzy Brzęczek. W naszym studio brylował niepodzielnie Zbigniew Boniek, zaskakując często ciętymi i trafnymi komentarzami.

 

Prawdziwy show i rozmach studia doceniła UEFA, która wymieniała nas w podsumowaniach obok stacji niemieckich, hiszpańskich i włoskich. Udało nam się też zareagować w krytycznym momencie: otóż podczas półfinału Niemcy – Turcja szalejąca nad Wiedniem burza zerwała sygnał satelitarny. Mecz rozgrywany był w Bazylei, ale sygnał musiał przejść właśnie przez Wiedeń. Najwięksi potentaci stracili kilkanaście minut meczu, w Niemczech zrobił się z tego nawet problem wagi państwowej, bo widzowie nie zobaczyli bramki Miroslava Klose na 2:1. Nasi widzowie byli w lepszej sytuacji, udało nam się szybko „przepiąć” na sygnał szwajcarskiej telewizji i pokazać tę i kolejne bramki, które dały Niemcom zwycięstwo i awans do finału.

 

Dzisiaj te wydarzenia wydają się być odległe, ale z pewnością ukształtowały mentalność wszystkich tworzących Polsat Sport. Wtedy nie przeczuwaliśmy jeszcze tego, co miało nadejść, tego, co razem przeżyjemy i co w nas zostanie na zawsze. A takich chwil i toczonych przez nas meczów było jeszcze wiele. Wszyscy doskonale pamiętamy eliminacje EURO 2016 drużyny Adama Nawałki i epokowe, pierwsze w historii zwycięstwo polskiej reprezentacji nad Niemcami. Gole Arkadiusza Milika i Sebastiana Mili oraz świetne interwencje Wojciecha Szczęsnego w tym meczu były z pewnością jednymi z najwspanialszych piłkarskich chwil uwiecznionych przez Polsat Sport.

 

W czerwcu 2016 roku okazało się, że zwycięska rywalizacja o prawa do pokazywania EURO 2016 smakowała wyjątkowo. To był bez wątpienia najlepszy od dwóch dekad turniej reprezentacji Polski, która otarła się o medal mistrzostw Europy. Byliśmy z drużyną Adama Nawałki wszędzie, chociaż nie było to proste, bo Francja przywitała uczestników EURO 2016 strajkiem generalnym, który zmusił ekipy telewizyjne do logistyki godnej specjalistycznego biura podróży. Musieliśmy pokonać mnóstwo przeszkód podróżując z Nicei do Paryża, a potem do Marsylii. Jednak występy polskiej drużyny sprawiły, że nikt nie skarżył się na nieprzespane noce czy wyjątkowo karkołomne podróże. Codziennie relacjonowaliśmy każdy krok Roberta Lewandowskiego i spółki z bazy naszej reprezentacji w La Baule. Wszyscy czuliśmy się częścią wielkich wydarzeń w historii polskiej piłki.

 

Jak daleką drogę przebyliśmy w ciągu tych 20 lat zdałem sobie najlepiej sprawę w ubiegłym roku podczas wyjazdu do Amsterdamu. Podczas spotkania nadawców Ligi Mistrzów w lipcu 2019 UEFA doceniła nasz sposób pokazywania Champions League, wyróżniając naszą pracę oraz studio, będące jednym z najnowocześniejszych na świecie i poprosiła o opowiedzenie na tym prestiżowym forum: „Jak to się w Polsacie Sport Premium robi?”. To było wielkie wyróżnienie, które jest zasługą całego zespołu, wszystkich moich wspaniałych koleżanek i kolegów z logo Polsatu Sport na koszulkach. Pomyślałem wtedy, że znam odpowiedź na pytanie, jaką drużynę przypominamy. To Liverpool Juergena Kloppa – zespół, który nie jest zależny od jednego, najbardziej nawet fenomenalnego gracza, ale drużyna fachowców, znających swoje miejsce na boisku, którzy nigdy się nie poddają. Prowadzona przez trenera, któremu ufamy i który w razie potrzeby potrafi zmienić obraz gry i zaskoczyć przeciwników. Aż trudno uwierzyć, że gramy tak już od 20 lat.

 

TEKST POCHODZI Z TYGODNIKA PIŁKA NOŻNA I POWSTAŁ WE WSPÓŁPRACY Z TĄ REDAKCJĄ

 

Piotr Pykel, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze