20 lat Polsatu Sport - Marcin Lepa: Magiczne Noce

Inne
20 lat Polsatu Sport - Marcin Lepa: Magiczne Noce
fot. Polsat Sport
Marcin Lepa w nowoczesnym studiu Ligi Mistrzów.

Siłą naszej grupy był kolektyw, ale także trzech liderów: Gianluigi Buffon, Fabio Cannavaro i Angelo Peruzzi, który był prawdziwym punktem odniesienia – przyznał po latach od sukcesu w finale mistrzostw świata w Berlinie selekcjoner reprezentacji Italii, Marcello Lippi. – Ale byli też tacy, którzy jak Gattuso, chcieli mnie swego czasu zabić – żartował trener zwycięzców z 2006 roku.

Italia przeszła niezwykłą drogę na niemieckiej ziemi. Po aferze calciopoli mało kto w nią wierzył. Nawet w ojczyźnie. A tymczasem Włosi zagrali wielki turniej – Andrea Pirlo inspirował, Buffon i Cannavaro murowali, Francesco Totti, Alessandro del Piero, Luca Toni i Filippo Inzaghi straszyli rywali w ataku. Gattuso szalał w środku pola, gryząc trawę i kostki rywali. Jako fan włoskiej piłki, żyłem tym turniejem i chłonąłem historię tamtej ekipy. Marzyłem o przeżyciu takiego turnieju z bliska, poczuciu atmosfery wielkiego święta, jakie wówczas zawładnęło ludźmi z Półwyspu Apenińskiego. W podobnym stopniu jak „Magiczne noce” mundialu z 1990 roku: „... a w twoich oczach chęć zwycięstwa, lato, kolejna przygoda...” – te słowa piosenki Gianny Nannini i Edoardo Bennato zna każdy Włoch i w Berlinie ponownie je śpiewał.

 

Tymczasem kilkanaście miesięcy po mistrzostwach w Niemczech miałem – jako korespondent „Przeglądu Sportowego” – polecieć do Pekinu na igrzyska olimpijskie. Wystarczyła dwuminutowa rozmowa telefoniczna z dyrektorem Marianem Kmitą, abym zmienił decyzję i porwał się na inną szaloną podróż. Marzenia o igrzyskach odłożyłem.

 

Zobacz także: Polsat Sport kończy 20 lat

 

Ta jedna rozmowa i szansa od szefa Polsatu Sport zabrały mnie w odmienną krainę – zamiast słowa pisanego, musiałem od podstaw uczyć się telewizji. A sześć lat później doczekałem się magicznych 12 miesięcy 2014 roku. Wówczas dostałem drugą okazję na igrzyska olimpijskie i tym razem mogłem śledzić z bliska przebieg zmagań w Soczi. Z zimowej rywalizacji Polacy przywieźli rekordowe sześć medali, w tym aż cztery złote. W stolicy rosyjskiej zimy najwięcej czasu spędziłem z naszymi łyżwiarzami szybkimi, którzy sięgnęli po aż trzy krążki, w tym ten pamiętny złoty Zbigniewa Bródki. Odkryłem grono pasjonatów, absolutnych wariatów sportu.

 

Po kilku miesiącach czekała mnie podróż przez Polskę za Biało-Czerwonymi chłopcami Stephane’a Antigi, którzy sięgnęli po siatkarskie mistrzostwo świata. I to był turniej absolutnie unikalny w każdym wymiarze – osobistych emocji i telewizyjnej pracy. Dwa dni po finale w Katowicach siedziałem zaś w „dziupli” komentatorskiej, aby relacjonować mistrzostwa świata w kolarstwie. Z hiszpańskiej Ponferrady Polacy przywieźli dwa medale, w tym złoto Michała Kwiatkowskiego.

 

Wreszcie w październiku tego samego roku miało miejsce jeszcze jedno magiczne wydarzenie – na Stadionie Narodowym w Warszawie podopieczni Adama Nawałki przetrwali napór ówczesnych mistrzów świata i wygrali z Niemcami 2:0. To był początek kolejnej przygody. W stolicy zrodziła się drużyna podobna do tej włoskiej z 2006 roku: „... a w twoich oczach chęć zwycięstwa, lato, kolejna przygoda...”.

 

I ta przygoda przyszła w czerwcu 2016 roku. Nawałka też miał swojego Gattuso, o czym mogliśmy przekonać się już w czasie Euro we Francji. Miał Łukasza Fabiańskiego i Kamila Glika, miał Michała Pazdana i Roberta Lewandowskiego. I miał niezwykły kolektyw, który być może mógł i powinien był sięgnąć po więcej niż ćwierćfinał mistrzostw Europy i przegrany karnymi mecz z Portugalią. Ale wówczas poczułem – jak w czasie siatkarskiego mundialu 2014 roku – euforie polskich „Magicznych nocy”, szaleństwo Polaków na punkcie piłki nożnej, moc sportu w jednoczeniu.

 

Ekipa Polsatu Sport także podążała przez kraj nad Sekwaną – La Baule, Nicea, Paryż, Marsylia, Saint-Etienne i ponownie Marsylia... Po miesiącu wspólnego Euro i tysiącach kilometrów przebytych razem, godzinach stresu i nerwów czasem chcieliśmy się pozabijać, jak Gattuso Lippiego. Ale na końcu jeden za drugiego był gotów walczyć, pomagać sobie, dać z siebie wszystko. Czułem, że tworzymy fajną drużynę, którą jednoczy ta sama pasja, to samo szczęście pracy przy wielkiej imprezie, którą łączy radość dziesiątek rozmów, wywiadów, a nawet rywalizacji boiskowej.

 

W pięknym La Baule ekipa dziennikarzy dwa razy biła się z drużyną PZPN, w tym raz na głównej murawie treningowej, po której kilka godzin wcześniej biegali wybrańcy Nawałki. Prowadziliśmy do przerwy bodaj 3:0, aby ulec ostatecznie 4:6, po tym jak z kontuzjami zeszli z boiska eksperci: Maciej Żurawski, Kamil Kosowski i Marcin Żewłakow. Wśród rywali meczu nie ukończył prezes Zbigniew Boniek...

 

Dziś te wszystkie wspomnienia wracają, nabierają innych kolorów, bowiem lada dzień będziemy świętować 20 lat Polsatu Sport, ale także dlatego, że w dobie pandemii jeszcze mocniej doceniam radość pracy przy żywym sporcie, jeszcze bardziej tęsknię za emocjami 2014 i 2016 roku: „... a w twoich oczach chęć zwycięstwa, lato, kolejna przygoda...”. „Magiczne noce” powrócą!

 

TEKST POCHODZI Z TYGODNIKA PIŁKA NOŻNA I POWSTAŁ WE WSPÓŁPRACY Z TĄ REDAKCJĄ

Marcin Lepa, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze