Dorota Jurkowska: Budujemy nową historię. To jest coś niesamowitego!

Sporty walki
Dorota Jurkowska: Budujemy nową historię. To jest coś niesamowitego!
CyfraSport
zy to jest Jon Jones, czy Dominick Reyes - ważne jest, że mamy do wzięcia najważniejszy tytuł na świecie. Budujemy nową historię. To jest coś niesamowitego - ocenia Dorota Jurkowska, menadżerka Jana Błachowicza.

- Jon Jones to jest mocno niezrównoważony psychicznie i niestabilny emocjonalnie człowiek. Prędzej czy później Janek i tak go gdzieś dopadnie, a teraz cieszmy się z tego, co mamy. Czy to jest Jon Jones, czy Dominick Reyes - ważne jest, że mamy do wzięcia najważniejszy tytuł na świecie. Budujemy nową historię. To jest coś niesamowitego - ocenia Dorota Jurkowska, menadżerka i narzeczona Jana Błachowicza.

Podczas gali UFC 253 Jan Błachowicz będzie walczyć z Dominickiem Reyesem o mistrzowski pas wagi półciężkiej. Gala odbędzie się 26 września, a pojedynek naszego zawodnika będzie jedną z najważniejszych walk w historii polskiego MMA.

 

Dominik Durniat: Chciałbym zacząć od olbrzymich gratulacji, bo jesteś pierwszym polskim menadżerem, któremu udało się doprowadzić polskiego zawodnika do walki o pas UFC.

 

Dorota Jurkowska: Dziękuję. To bardzo miłe. No cóż... dołożyłam swoje pięc groszy. Tak naprawdę Jan dał mi niesamowite narzędzie do tego, żebym mogła wykonać swoją pracę najlepiej jak potrafiłam. I mamy tego efekt.

 

O tej walce o pas mówiło się od sekundy w której Janek znokautował Coreya Andersona, wskazał na Jona Jonesa, a ten rozłożył ręce przed siebie. Od tamtego momentu niezmiennie cały czas pojawiały się informacje, że gdzieś ten pas i walka mistrzowska wisiała w powietrzu. Minęło sześć miesięcy. Jest inny rywal, ale stawka taka sama, jaką wszzyscy sobie wymarzyliśmy. Od kiedy trwały te negocjacje?

 

Szczerze mówiąc, to rozmowy zaczęły się jeszcze wcześniej, bo przy walce z Ronaldo Souzą. Już wtedy rozpoczęłam negocjacje na temat tego pasa. I tak naprawde od tego momentu możemy powiedzieć, że rozmowy trwały. Wcześniej było powiedziane, że czeka nas jeszcze jedna walka, a potem lecimy z walką o pas, jeżeli Janek wyjdzie zwycięsko z walki z Coreyem Andersonem, a właśnie tak się stało. Nie były to łatwe rozmowy, ponieważ tydzień wcześniej pokrzyżował nam je Dominick Reyes, który stoczył bardzo wyrównaną walkę ze zwakowanym mistrzem Jonem Jonesem. Było ciężko, ale udało się, jest jak jest. Nie jest to Jon Jones, ale prędzej czy później Janek i tak go gdzieś dopadnie. A teraz cieszmy się więc z tego, co mamy. Czy to jest Jon Jones, czy Dominick Reyes - ważne jest, że mamy do wzięcia najważniejszy tytuł na świecie. Budujemy nową historię. To jest coś niesamowitego. Będziemy walczyć dalej.

 

Jak się czułaś, kiedy dostałaś dokument, na którym widniał napis "walka mistrzowska Jan Błachowicz - Dominick Reyes"? Spojrzeliście na siebie z Jankiem i co sobie powiedzieliście?

 

Dosłownie w tym samym momencie powiedzieliśmy sobie "dobra robota", uścisnęliśmy sobie dłoń - typowo biznesowo. Bardzo się ucieszyliśmy. Patrzyłam na ten papier i wtedy zaczęło do mnie docierać to, co razem osiągnęliśmy. Razem całym zespołem, bo nie zapominajmy o trenerach i sparingpartnerach. To wszystko ma znaczenie. To dlatego Janek jest tam, gdzie jest.

 

Co było trudniejsze? To, że przyszło ci negocjować w momencie, kiedy na świecie panowała pandemia czy to, że Jon Jones miał swoje humory. Właściwie, powiedzieć, że miał humory, to nic nie powiedzieć. Najpierw chciał walczyć z Janem, później UFC chciało jego walki z Reyesem, potem przyszła pandemia, potem Jon Jones uznał, że jednak idzie do kategorii ciężkiej, potem uznał, że już nic mu się nie podoba, więc wakuje pas i przechodzi na emeryturę, potem UFC uznało, że nie przyjmuje tego zwakowania pasa i poczeka na decyzję, aż w końcu kilka dni temu sprawa się wyjaśniła. Jon Jones pisał, że to były miłe telefony, ale przypuszczam, że były one stanowcze. Który z elementów tej układanki był najtrudniejszy?

 

Zdecydowanie najtrudniejszym elementem w negocjacjach przy tej walce były fochy ze strony Jona Jonesa. Naprawdę, to jest mocno niezrównoważony psychicznie i niestabilny emocjonalnie człowiek. Pandemia też dała nam w kość w tym wszystkim, bo wiadomo, że gale zostały zawieszone. Naprawdę nie wiadomo było, co się wydarzy. To po prostu odwlekło mocno w czasie walkę Janka. Jak wiemy, Janek bardzo lubi walczyć trzy razy do roku. W jego wykonaniu to jest naprawdę optymalna opcja. On nie lubi zbyt długo siedzieć na miejscu, ale Jon Jones w tych negocjacjach dał się mocno we znaki. Moją rolą w tym wszystkim był mocny nacisk na UFC, żeby wywarło na nim nacisk, żeby on się w końcu zdecydował, czego on chce. I tyle.

 

Cała rozmowa do obejrzenia w załączonym materiale wideo.

Dominik Durniat, MB, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze