Bartosz Białek - "Mini-Lewandowski" i piłkarskie mienie państwowe

Piłka nożna
Bartosz Białek - "Mini-Lewandowski" i piłkarskie mienie państwowe
Fot. Cyfrasport
Niemiecka prasa już ochrzciła Bartosza Białka mianem "Mini-Lewandowskiego".

W Wolfsburgu już teraz nazwali Bartosza Białka "Mini-Lewandowskim". Zabiegały o niego także Borussia Mönchengladbach, Eintracht Frankfurt i Bayer Leverkusen, ale ostatecznie przeniósł się do drużyny Wilków. – Jeszcze w lutym zgarniał nagrodę za najczystszy pokój, a dziś jest najdroższym zawodnikiem Zagłębia – mówi dla Polsatsport.pl Mateusz Dróżdż, były prezes klubu z Lubina, zdradzając zawiłe kulisy transferów w tym klubie.

Transfer Białka z KGHM Zagłębia Lubin do VfL Wolfsburg jest rekordem transferowym dolnośląskiego klubu. Zagłębie zarobiło za niego przynajmniej 5 mln euro. Podczas prezentacji w Niemczech dyrektor zarządzający VfL Jörg Schmadtke i dyrektor sportowy klubu Marcel Schäfer nie szczędzili pochwał polskiemu piłkarzowi, który w 19 meczach poprzedniego sezonu zdobył dziewięć goli. Nazwali go "Mini-Lewandowskim". O przeszłości zawodnika, a także specyfice funkcjonowania Zagłębia opowiada dr Mateusz Dróżdż, prezes klubu z Lubina w latach 2018-19, który obserwował Białka wspinającego się po szczeblach kariery.

 

Piotr Iwańczyk: Kiedy usłyszał pan o transferze Bartosza Białka, pewnie czuł pan satysfakcję?

 

Mateusz Dróżdż: Ten transfer to przede wszystkim zasługa aktualnego zarządu, ale również wszystkich osób z akademii oraz pionu sportowego, który pracował wtedy w Zagłębiu. Mimo że teraz jest wiele osób do odbierania orderów, prawda jest taka, że każdy dołożył swoją cegiełkę. Począwszy od działu skautingu akademii, który ściągnął Bartka do Zagłębia, przez trenerów, którzy byli na jego drodze, ze szczególnym uwzględnieniem Adama Buczka, aż po osoby, które prowadziły z nim treningi indywidualne wprowadzone w Lubinie w 2019 r. Pion sportowy wprost powiedział po sparingu z Polonią Leszno w lipcu zeszłego roku, że nie ściągamy drugiego napastnika, bo Białek będzie gotowy do gry. Cieszę się, że w jego umowie nie było żadnych klauzul odstępnego i klub miał co najmniej równorzędną pozycję negocjacyjną z kupującym Wolfsburgiem.

 

Ten transfer to dla mnie o tyle niebywała sprawa, że jeszcze w lutym 2019 roku Bartek z pozostałymi kolegami otrzymał ode mnie nagrodę za najczystszy pokój w bursie o numerze 203, a przedwczoraj stał się najdroższym zawodnikiem w historii Zagłębia. Ten transfer jest w dużej mierze efektem tego, co określaliśmy jako „historia sukcesu Piątka". W 2019 roku podczas spotkania prezesów w Madrycie dostałem zaproszenie na kolację od przedstawicieli Wolfsburga, którzy już wtedy dysponowali ogromną wiedzą na temat naszej akademii, w tym rozwoju Piątka. Nasze drużyny grały wcześniej sparing, który przegraliśmy 0:5. O ile pamiętam, zagrał w nim Białek, a przedstawiciele niemieckiego klubu powiedzieli, że są zainteresowani trzema nazwiskami z naszego zespołu. Dwóch zawodników, w tym Bartosza Białka, już nie ma z zespole Zagłębia.

 

Transfer Białka jest wyjątkowy nie tylko pod względem finansów, ale także sposobu jego przeprowadzenia.

 

Zgadza się. Zagłębie jest objęte ustawą o zasadach zarządzania mieniem państwowym. By przeprowadzić ten transfer, wymagana była zgoda nie tylko klubu, ale i właściciela, ponieważ niektóre karty zawodnicze są zaliczane do wartości niematerialnych i prawnych. Przy określonej wartości transferu wymagana jest zgoda Walnego Zgromadzenia, a nim w przypadku Zagłębia jest KGHM Polska Miedź S.A., który jest podmiotem zależnym w stosunku do Skarbu Państwa.

 

W jaki sposób ustawa o zasadach zarządzania mieniem państwowym wpływa na codzienne funkcjonowanie klubu?

 

Nie ma co ukrywać, że o wiele więcej pracy ma biuro zarządu, które musi sporządzać ogromną ilość uchwał zarządu, uzasadnień i dokumentów. Nie była to dla mnie łatwa sytuacja, ale nie pozostawało mi nic, jak się z tym pogodzić. Dla przykładu zrzeczenie się ekwiwalentu zawodników odchodzących z akademii bardzo często wymagało zgody rady nadzorczej klubu, która musiała podejmować decyzje, że rezygnujemy z określonych pieniędzy, nie do końca znając specyfikę tego świadczenia. Stąd też wielokrotnie odbywały się burzliwe obrady, gdzie mówiliśmy, że nikt nie zapłaci takich pieniędzy, a jeżeli się tego nie zrzekniemy, nasz zawodnik już nigdzie nie zagra. Przy takiej polityce może być bardzo ciężko ściągnąć nowych zawodników do akademii, bo nikt się nie zgodzi na to, aby w wieku np. 16 lat kończyć karierę ze względu na brak zapłaty ekwiwalentu. Trzeba jednak powiedzieć, że wejście w życie tej ustawy spowodowało zmianę koncepcji zarządzania klubem.

 

ZOBACZ TAKŻE: Robert Lewandowski zmieni pozycję? "Może kiedyś będzie decydował o losach całego zespołu"

 

Czy taka struktura sprawia, że prezes klubu ma związane ręce w niektórych sytuacjach?

 

To powoduje, że rada nadzorcza staje się drugim zarządem. Następuje pewne poplątanie tego, o czym uczyliśmy się na studiach prawa, że rada nadzorcza kontroluje zarząd, a ten reprezentuje spółkę. Rada nadzorcza staje się takim quasi-zarządem.

 

Czy to oznacza, że każdy ruch Zagłębia musi być planowany z dużym wyprzedzeniem? Okienko transferowe zazwyczaj przybiera na intensywności w ostatnich dniach, kiedy potrzeba szybkich i konkretnych decyzji, najlepiej jednej osoby.

 

Tak, to wymagało od nas wcześniejszej analizy, kto może odejść z Zagłębia. Wtedy występowaliśmy do właściciela z prośbą o wyrażenie zgody na transfery, tak aby dla przykładu, jeżeli ktoś będzie chciał kupić Łukasza Porębę za 5 mln euro trzy godziny przed zamknięciem okienka nie usłyszał, że trochę głupia sprawa, ale nie zdążymy uzyskać wszystkich zgód, bo musimy rozpisać m.in. przetarg.

 

Jakie są możliwości wyjścia z tej sytuacji?

 

Kiedy byłem prezesem, odbyłem chyba dwie rozmowy w ministerstwie prosząc, albo o wyłączenie Zagłębia z ustawy, a dokładniej klubów sportowych, albo wyłączenia niektórych przepisów. Wiem, że temat jest dyskutowany, ponieważ miesiąc temu poproszono mnie, abym jako prawnik i praktyk przedstawił propozycję ewentualnych zmian.


ZOBACZ TAKŻE: "Ekstraklasa pod znakiem dominacji Legii i Lecha". Koźmiński o nowym sezonie Ekstraklasy

 

Perełką w Zagłębiu jest akademia. Czy droga, którą obrał klub, przynosi największe efekty teraz, czy będzie jeszcze lepiej?

 

Jeżeli Zagłębie chce sprzedawać piłkarzy za takie pieniądze jak Białka, a nawet większe, musi się rozwijać. Ośrodek, który zbudowano jest wspaniały i jeszcze wyróżnia się w Polsce, ale to co zrobiła Legia, spowoduje, że warszawski zespół zdominuje rynek maksymalnie w okresie pięciu lat. Wybudowano też nowy ośrodek w Białymstoku, robią to także w Krakowie czy Szczecinie. Zagłębie ma pewne braki w infrastrukturze, w zasobach ludzkich, które wynikają głównie ze specyfiki regionu i wielkości miasta, ale jeżeli chce konkurować z innymi klubami w Polsce, musi się rozwijać. Historia Piątka, jak każda inna, w pewnym momencie się skończy, świat piłki mocno wystrzelił i bez zaangażowania w obszar piłki młodzieżowej, bez długofalowej strategii, zdobycie wyższych celów będzie o wiele trudniejsze.

 

Czym się pan teraz zajmuje?

 

Skończyłem pisać habilitację i zająłem się pracą na uczelni oraz w kancelarii, ale przede wszystkim spędzam czas z żoną, która była mocno poszkodowana moją pracą w Zagłębiu. Chciałbym wrócić do zarządzania piłką. Toczą się pewne rozmowy, więc być może niedługo wrócę do ekstraklasy.

Piotr Iwańczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze