Kowalski: Klęska Legii, czyli dlaczego prezes Mioduski powinien zmienić doradców

Piłka nożna
Kowalski: Klęska Legii, czyli dlaczego prezes Mioduski powinien zmienić doradców
fot. PAP
Dariusz Mioduski

Mistrz Polski znów nie wystąpi w Lidze Mistrzów. Legia straciła na to szansę już w drugiej rundzie, przegrywając u siebie 0:2 z Omonią Nikozja. Owszem, momentami grała przyzwoicie, miała jakieś szanse na gola przy stanie 0:0, długo grała bez wyrzuconego za kartki obrońcy (Lewczuk), sędzia nie podyktował też ewidentnego rzutu karnego za faul na Kante, ale... drużyna z Cypru była lepsza.

I to jest właśnie najbardziej bolesne. Nie sam fakt zebrania batów od rywali na arenie międzynarodowej we wczesnej fazie eliminacji dziwi, bo do tego przywykliśmy, ale przegrana z klubem ze znacznie mniejszym budżetem. Bo w tym przypadku nie możemy zamknąć dyskusji stwierdzeniem, że we współczesnej piłce decyduje ekonomia. Że nawet drużyny z egzotycznych dla nas krajów, dysponują obecnie większymi pieniędzmi i pewnych rzeczy po prostu nie da się przeskoczyć. Trzeba to powiedzieć wprost: Legię w Warszawie upokorzyła drużyna, składająca się zawodników nierozpoznawalnych dla szerszej publiczności. Nie mająca w składzie dosłownie nikogo znanego. Budżet Omonii wynosi 18 mln euro, Legii 35. Najlepiej zarabiający piłkarz dostaje na Cyprze 25 tysięcy euro miesięcznie, w Legii dwa razy tyle. Może w Legii też nie ma wielkich gwiazd, ale gracze z takimi nazwiskami jak Boruc, Pekhart, Jędrzejczyk, Kapustka czy Kante nie są w Europie anonimowi, gdzieś tam wyżej grali. Grają tu byli i obecni reprezentanci Polski, uczestnicy mistrzostw Europy i świata. To Legia miała też w składzie Karbownika, o którego zabiega Napoli, a wart jest już teraz z 10 mln euro.

 

W trakcie sezonu można było pochwalić drużynę Aleksandara Vukovica w przynajmniej kilku momentach. Wydawało się, że sam trener też dojrzał, nauczył się zarządzać szatnią. No i sensownie budowano ten zespół. Na Polakach, sięgając śmiało po młodych, kreując nowe twarze. Zachowując odpowiedni balans pomiędzy miejscowymi a obcokrajowcami. A przed startem w europejskich pucharach pierwszy raz od lat nie osłabiono radykalnie drużyny (Majeckiego zmienił w bramce Boruc) i znalazło się naprawdę sporo pieniędzy na wzmocnienia. Właściciel klubu i jednocześnie prezes Dariusz Mioduski słusznie wypinał pierś do orderu za uruchomienie najbardziej efektownego w Polsce ośrodka treningowego, zaczynało mieć to powoli ręce i nogi. Co zatem poszło nie tak?

Zobacz także: Iwanow: Liga Mistrzów znów bez nas. Bessa trwa

Zawiedli ludzie. Niekoniecznie sami piłkarze i trener, ale ci którzy byli odpowiedzialni za politykę personalną, wydawanie pieniędzy i diagnozowanie problemów drużyny w kontekście rywalizacji w pucharach. Czyli dyrektor sportowy czy też sztab menedżerski. Legia wygrała ligę (32. w rankingu lig europejskich), ale jednak będąc jedynie delikatnie lepszą od przeciętnej konkurencji, nie pobiła rywali o kilka długości, prezentując się wyjątkowo okazale, notując jakieś dobre passy, nie pozwalając nikomu dobrać się do skóry. Przecież na 37 meczów aż dziesięć przegrała, większość zespołów z 16 zespołowej słabej ligi była w stanie mistrza ogrywać. To jednak był czytelny sygnał, że jedynie delikatne korekty mogą nie wystarczyć. Potrzeba było zdecydowanych i śmiałych ruchów transferowych. O ile pomoc i skrzydła wyglądały bardzo przyzwoicie, to jednak gra obronna i atak już nie. Duet weteranów na środku obrony Lewczuk – Jędrzejczyk jednak wymagał rozbicia i dołączenia kogoś szybszego, kto umie wyprowadzić piłkę. No i należało zatrudnić napastnika z prawdziwego zdarzenia, gracza, który byłby w stanie wnieść odrobinę polotu do przodu, bo Pekhart bardziej przypomina koszykarskiego centra, który czeka, aby wykończyć akcję kolegów i nic innego nie potrafi.

 

Nie mam zamiaru uprawiać demagogii i nie mówię tu oczywiście zawodnikach po kilkanaście milionów euro, ale po prostu takich, na jakich Legię stać. Ciekawych, może nie z najwyższej półki, ale wyszukanych sposobem, może wypożyczonych z lepszych lig europejskich. To się naprawdę dało zrobić. Odnoszę jednak wrażenie, że pieniądze zostały źle wydane, potrzeb nie zdiagnozowano we właściwy sposób. Ktoś tu przespał moment, namówił właściciela nie na tych graczy, których potrzeba najbardziej. Jednym zdaniem: zawiodło zarządzanie.

 

Ze środkami i możliwościami najbogatszego polskiego klubu, należało po prostu Omonię ograć i szykować się do następnej przeszkody. A biorąc pod uwagę finansowy background, ta porażka jest bardziej upokarzająca niż wcześniejsze z Astaną, Sheriffem Tyraspol, Dudelange czy Rangers. Powiedzmy to wprost: wstyd!

 

Oglądaj na żywo największe europejskie gwiazdy piłki nożnej i ekscytujące zmagania najlepszych europejskich drużyn – fazy pucharowe Ligi Mistrzów UEFA i Ligi Europy UEFA 2019/2020 na kanałach Polsat Sport Premium 1 i Polsat Sport Premium 2, w Cyfrowym Polsacie, Plusie i IPLI. Prestiżowe rozgrywki dostępne są w telewizji, na komputerach, smartfonach i tabletach. 

Cezary Kowalski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze