Bochniewicz w fabryce "napastników". Co czeka Polaka w Heerenveen?

Piłka nożna
Bochniewicz w fabryce "napastników". Co czeka Polaka w Heerenveen?
fot. Cyfrasport
Paweł Bochniewicz został piłkarzem SC Heerenveen.

Transfer Pawła Bochniewicza do holenderskiego Heerenveen przyjąłem z wielką radością nie tylko dlatego, że od lat darzę Eredivisie olbrzymim sentymentem. Zawsze byłem zwolennikiem filozofii „krok po kroku” i domagałem się, aby polscy piłkarze zanim spróbują zawojować Włochy czy Anglię przetarli się właśnie w takiej lidze, by nie znaleźć się wkrótce w Serie B, czy Ekstraklasie. Wiem jednak, co rządzi światem, a kluby z Beneluksu nie są w stanie płacić aż tyle co włoskie czy angielskie.

Oczywiście były już obrońca Górnika Zabrze mając 24 lata nie jest już tak łakomym kąskiem i nie wiadomo, czy będzie to dla niego ruch, który za dwa lata spowoduje, że pójdzie jeszcze pod lepszy adres ale przecież nie jest to niemożliwe. Dębiczanin ma już doświadczenie z gry w Hiszpanii i we Włoszech, jest dojrzały, inteligentny, ma za sobą grę w reprezentacjach młodzieżowych i poleciał też z seniorską kadrą na mecze Ligi Narodów do Holandii i Bośni i Hercegowiny. Trener „Fryzów” jak i dyrektor sportowy obserwowali go kilka razy na żywo i nie mieli wątpliwości, ze na nim chcą zbudować swoją defensywę. Bochniewicz konsultował swą decyzję z Filipem Bednarkiem z Lecha, który poprzedni sezon spędził właśnie w tym klubie. Mógł także wykonać telefon do innych byłych Polaków związanych niegdyś z Heerenveen – Tomasza Rząsy i Arkadiusza Radomskiego. Ten drugi rozegrał tam 216 ligowych spotkań i jest na 4-tym miejscu w historii patrząc na tę statystykę. Czy Polak rozwinie się tu na tyle by myśleć o transferze gdzieś „wyżej”?

ZOBACZ TAKŻE: Mariusz Stępiński o krok od zmiany klubu. Dołączy do zespołu rodaka?

Gdyby był piłkarzem ofensywnym byłbym tego w stu procentach pewien. Nie ma chyba w Holandii drugiego takiego klubu, spoza tych z tzw. „Wielkiej Trójki”, który ukształtował tylu znakomitych napastników. Pierwszy, który przychodzi mi do głowy to Ruud Van Nistelrooy. Do Fryzji trafił z FC Den Bosch, grał tu tylko sezon ale jego 13 goli w rozgrywkach 1997-98 wypromowało go do PSV Eindhoven, a potem m.in. do Manchesteru United. Po nim nastąpiła dwuletnia era reprezentanta Szwecji Marcusa Allbaecka. To na niego chodziło się na Abe Lenstra na początku XXI wieku. W 48 meczach uzyskał 25 goli czyli trafiał średnio co drugie spotkanie, w tym najbardziej pamiętnym 5-1 z Ajaksem był gwiazdą wieczoru. Jego kolejnym przystankiem była Aston Villa. Po nim schedę przejął Grek Georgios Samaras. Może nie był aż tak skuteczny jak Skandynaw, bo taką samą liczbę bramek uzyskał przez 4 sezony, ale pamiętajmy, że trafił tu jako siedemnastolatek i grał także jako lewoskrzydłowy. Klub też na nim zarobił i to sporo bo ściągnęło go Manchester City. Od 2004 roku miał poza tym u swojego boku Klaasa Jana Huntelaara (44 mecze i 33 gole!), którego późniejszych dokonań nikomu nie trzeba przypominać. Zgłasza się PSV? Nie szkodzi. Kolejny napastnik to znów strzał w dziesiątkę. Brazylijczyk Afonso Alves, który kosztował co prawda sporo, jak na Heerenveen bo 4 miliony euro, ale już w pierwszym sezonie z 31 bramkami założył na głowę koronę króla strzelców. Gdy go zabrakło pojawił się kolejny super-snajper, Bas Dost z Heraclesa. W sezonie 2011/12 bramkarzy rywali pokonywał 32 razy i jako kolejny najlepszy strzelec ligi odszedł za 8 milionów do Wolfsburga. I znów znaleziono receptę i kolejnego „króla”, w Islandii. Alfred Finnbogason w dwa lata strzelił 53 bramki i odszedł do hiszpańskiego Realu Sociedad. Później może nie było już tak „kolorowo”, rynek się zmienił i stał się trudniejszy dla takich marek więc ostatnio Heerenveen musiało się wesprzeć wypożyczeniem Sama Lammersa z PSV Eindhoven, którego wynik 16 goli nie robi już aż tak wielkiego wrażenia, ale być może będzie to wkrótce gwiazda numer jeden ataku nie tylko tego giganta ale i całej Eredivisie. Cofając się do przeszłości nie wypada też nie wspomnieć Duńczyka Jona Dahla Tomassona czy Rumuna Rodiona Camataru…

Patrząc na obrońców, którzy w stuletniej historii Heerenveen odcisnęli na nim największe piętno nie znajdziemy aż takich „legend”. Także i w tej formacji często stawiano na piłkarzy ze Skandynawii choć chyba najbardziej znanym nazwiskiem jest reprezentant Chorwacji Danijel Pranjić, który grał przecież później m.in. w Bayernie, a dziś w wieku 38 lat występuje jeszcze na Cyprze.

To miejsce na pewno nadaje się na początek niezłej europejskiej kariery. Ciekawych piłkarzy ofensywnych w Eredivisie jest więcej niż obrońców, więc Polak ma szansę tu zaistnieć. Mimo, że najlepsi Holendrzy opuszczają kraj często nawet i przed skończeniem 20 roku życia to przecież nie każdy musi być Van Dijkiem czy De Ligtem. Wierzę, że Paweł da radę a granie w mocniejszej lidze niż polska może mu wyjść na dobre także patrząc na jego reprezentacyjne ambicje.

Bożydar Iwanow, Polsat Sport, B

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze