Premier League: Czyste konto Łukasza Fabiańskiego. Wygrana "Młotów"

Piłka nożna
Premier League: Czyste konto Łukasza Fabiańskiego. Wygrana "Młotów"
fot. PAP
Łukasz Fabiański

Piłkarze West Ham United pokonali Wolverhampton Wanderers 4:0 w ostatnim niedzielnym meczu 3. kolejki angielskiej ekstraklasy. To ich pierwsze punkty w sezonie, a Łukasz Fabiański w bramce po raz pierwszy zachował czyste konto.

Dwa gole zdobył były kolega Kamila Grosickiego z Hull City Jarrod Bowen, a po jednym Czech Tomas Soucek, choć niektóre serwisy zapisały go jako samobójcze trafienie Meksykanina Raula Jimeneza, i Francuz Sebastien Haller.

 

"Młoty" po dwóch porażkach sięgnęły po komplet punktów, co pozwoliło im się przesunąć na 10. pozycję. Po trzy punkty ma jednak siedem zespołów.

 

Na czele tabeli z dorobkiem dziewięciu są piłkarze Leicester City i Evertonu.

 

"Lisy" pokonały na wyjeździe Manchester City 5:2, a hat-trickiem popisał się Jamie Vardy.

 

Vardy dwukrotnie na gole zamienił rzuty karne, a raz trafił z akcji, pokonując bramkarza gospodarzy Edersona tzw. krzyżakiem. 33-letni napastnik - król strzelców poprzedniego sezonu - ze 108 trafieniami, w tym pięcioma w bieżących rozgrywkach, zajmuje 24. pozycję w klasyfikacji wszech czasów.

 

Czwartego gola dla gości pięknym uderzeniem z dystansu zdobył James Maddison, a trzecią "jedenastkę" w końcówce wykorzystał Belg Youri Tielemans, kiedy na boisku nie było już Vardy'ego.

 

"Świetny występ. Trochę zmieniliśmy naszą taktykę i bardziej nastawiliśmy się na przejęcie piłki w środku pola i błyskawiczne ataki przy użyciu prostych środków. Byliśmy zabójczo skuteczni. Rzuty karne? To zawsze zabawa w kotka i myszkę. Hazard w wykonaniu strzelca i bramkarza. Na razie nie zawodzę i bardzo się cieszę" - przyznał Vardy, który w tym sezonie już cztery razy pokonał bramkarzy rywali z 11 metrów.

 

Piłkarze trenera Josepa Guardioli prowadzili od czwartej minuty po bramce Algierczyka Riyada Mahreza, a przy stanie 1:4 pierwszego gola w nowych barwach uzyskał holenderski obrońca Nathan Ake.

 

Według BBC, "The Citizens" pięć bramek na własnym stadionie stracili poprzednio w lutym 2003 roku w spotkaniu z Arsenalem (1:5). Co więcej, był to pierwszy przypadek, kiedy pięć goli straciła drużyna prowadzona przez Guardiolę, a Hiszpan w niedzielę zaliczył mecz numer 686 w roli szkoleniowca.

 

Statystycy zwracają też uwagę, że ten sezon Premier League obfituje w wysokie wyniki. Z 25 dotychczasowych spotkań trzy skończyły się rezultatem 5:2, a dwukrotnie było 4:3 oraz 3:3.

 

"Rywale nie chcieli grać w piłkę. Postawili na głęboką defensywę i próbowali kontratakować. W zasadzie ich pierwszy atak dał im gola, w sumie mieli trzy rzuty karne, co rzadko się zdarza. My nie potrafiliśmy wykreować sobie sytuacji, co powodowało nerwowość i niecierpliwość w grze" - skomentował dla BBC Guardiola.

 

Natomiast Everton w sobotę wygrał w Londynie z Crystal Palace 2:1. Jedną z bramek dla gości zdobył Dominic Calver-Lewin, który z pięcioma trafieniami jest współliderem klasyfikacji strzelców.

 

W poniedziałek do tych dwóch drużyn będzie mógł dołączyć broniący tytułu Liverpool bądź jego rywal - Arsenal Londyn, które rozpoczęły rozgrywki od dwóch zwycięstw.

 

Powody do zadowolenia z Polaków mieli w tej kolejce także Mateusz Klich i Jan Bednarek.

 

Leeds United, w którym Klich rozegrał całe spotkanie, pokonał na wyjeździe Sheffield Utd. 1:0 po bramce Patricka Bamforda w 88. minucie. Beniaminek z sześcioma punktami plasuje się na szóstej pozycji.

 

Z kolei "Święci", w składzie z Bednarkiem, pokonali na wyjeździe Burnley 1:0. To ich pierwsze punkty w tym sezonie. Jedyną bramkę już w piątej minucie Danny Ings. Anglik strzelił 25 z 54 goli uzyskanych przez 15. obecnie w tabeli ekipę Southampton od początku rozgrywek 2019/20.

 

Ciekawie było w West Bromwich, gdzie drużyna Kamila Grosickiego (Polaka znowu nie było w kadrze meczowej) prowadziła z Chelsea Londyn 3:0, ale ostatecznie tylko zremisowała 3:3. Wyrównująca bramka padła dopiero w doliczonym czasie drugiej połowy.

 

Pierwsze zwycięstwo w tym sezonie ligowym odniósł Manchester United, ale mimo że grał na wyjeździe z teoretycznie dużo słabszym Brightonem, komplet punktów zapewnił sobie "rzutem na taśmę". Od 55. minuty "Czerwone Diabły" prowadziły 2:1, ale w piątej doliczonej gospodarzom udało się wyrównać. Zwycięskiego gola uzyskał pięć minut później z rzutu karnego Portugalczyk Bruno Fernandes.

 

Zobacz także: Premier League: Leicester zdeklasowało Manchester City

 

"To dla nas wielka rzecz, biorąc pod uwagę poprzedni sezon. Wtedy mieliśmy najmniej porażek, nie licząc Liverpoolu, ale za często remisowaliśmy, więc taka wygrana jest postępem. Trzeba uczciwie powiedzieć, że to rywale mieli więcej okazji, i to groźnych. Musimy zdecydowanie poprawić się w ataku" - przyznał szkoleniowiec zwycięzców Norweg Ole Gunnar Solskjaer.

 

Rzut karny dla Manchesteru United został podyktowany po konsultacji sędziego z VAR, która miała miejsce już po zakończeniu spotkania.

 

"Chyba jeszcze nigdy nie strzeliliśmy gola po ostatnim gwizdku, ale zagranie ręką miało miejsce przed nim, więc decyzja była słuszna" - skomentował Solskjaer.

KN, PAP
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie