“The Machine” Williams miażdży w Londynie: teraz walka o pas z Andrade?

Sporty walki
“The Machine” Williams miażdży w Londynie: teraz walka o pas z Andrade?
fot. Polsat Sport
"Nathanowi Gormanowi -  choć wygrał - sztuka pozyskania nowych fanów raczej nie wypaliła"

Miała być (choć przez chwilę) walka, była pięściarska egzekucja i jeśli Liam Williams (23-2, 18 KO) chciał przekonać resztki niedowiarków, że zasługuje na walkę z niepokonanym mistrzem świata World Boxing Organization Demetriusem Andrade (29-0, 18 KO), to na ringu w studiu telewizyjnym w Londynie na pewno się to udało. Jego koledze z teamu Franka Warrena, Nathanowi Gormanowi -  choć wygrał - sztuka pozyskania nowych fanów raczej nie wypaliła.

Zacznijmy od wagi ciężkiej, a wpis na twitterze Nathana Gormana (17-1, 11 KO) po walce najlepiej pokazuje, co on sam sądził o bezbarwnej wygranej z Richardem Larteyem (14-3, 11 KO): “Jestem moim największym krytykiem - cieszę się, że wygrałem, za tydzień wracam do treningów i budujemy formę” - napisał Gorman po walce w której miał zabłysnąć czymś efektownym, ale niewiele z tego wyszło. Przed pojedynkiem z pięściarzem z Ghany, Anglik przekonywał, że porażka wiele go nauczyła, że zobaczymy lepszą wersję niż ta, która przegrała przez TKO z Danielem Duboisem. Przez dziesięć rund tego nie było widać, choć przynajmniej na początku  walki, przez pierwsze 4-5 rund lewy prosty Gormana mógł się podobać.

 

Przeciwko bardzo limitowanemu technicznie, ale silnemu rywalowi, Gorman musiał uważać tylko na pojedyncze ciosy, a na dodatek walka szybko zamieniła się w konkurs przytrzymywania, irytując nawet sędziego ringowego. Po nudnej walce ale jednogłośnym zwycięstwie, Gorman starał się wytłumaczyć słabą formę zrzucaniem wagi. “Straciłem ponad 35 kilogramów, ale i tak jestem kilkanaście kilogramów za ciężki i to było widać na ringu. Po porażce  z Danielem na dwa miesiące wyłączyłem telefon, z nikim się nie kontaktowałem. Nawet nie dotknąłem rękawic, nie chodziłem do sali treningowej. Nie wiedziałem nawet czy dalej będę boksował, ale teraz jestem głodny następnych walk -  bardziej niż kiedykolwiek” - powiedział Gorman, który ma nadzieję, że zawalczy o pas mistrza Wielkiej Brytanii.

 

Zobacz także: Kaszubski Gryf Pomorski Rocky Boxing Night w Wielkim Klinczu. Wyniki gali

 

Stawka walki Williams - Robinson (24-5, 7 KO) była nieporównywalnie większa: dobra dyspozycja Williamsa, efektowne zwycięstwo, miały zapewnić walkę o pas mistrza świata wagi średniej z Demetriusem Andrade. Jeśli całkowita dominacja i zniszczenie Andrewa Robinsona w niespełna 90 sekund nie wystarczy, to nie bardzo wiem, co “The Machine” jeszcze może  w ringu zrobić. Walijczyk ma pozycję obowiązkowego pretendenta do pasa Andrade, a mistrz ma obecnie dwie opcje - walczyć  z Williamsem albo zrezygnować z pasa WBO bez wyjścia na ringi. 36-letni Robinson przekonał się o tym, jak mocno bije rywal  bardzo szybko, kiedy pierwszy cios - prawy sierpowy - doszedł celu. Od tego momentu Robinson, który przy każdej możliwej okazji mówił przed walką  o swojej wygranej z Damianem Jonakiem w 2019, walczył już tylko na wstecznym biegu.

 

Nie dość, że Williams bił mocno, to był wyraźnie rozzłoszczony rozcięciem na głowie po zderzenia głowami - ruszył do ataku, trafił Robinsona serią czterech ciosów, z których ten na ostatni, na korpus, posłał rywala na deski. Sędzia po liczeniu zdecydował się zakończyć ten pojedynek, choć pewnie mógłby pozwolić na kontynuowanie pojedynku ale to by niczego nie zmieniło. “Miałem nadzieję, że walka będzie trochę dłuższa, ale kiedy zderzyliśmy się głowami i zobaczyłem, że cieknie krew, to  pomyślałem, że trzeba skończyć zanim zostanie ogłoszony remis ze względów technicznych. Wszyscy wiecie co jest grane - jestem obowiązkowym challengerem do pasa Andrade i jest tylko pytanie kiedy i gdzie. Będę gotowy, chcę mojej szansy” - mówił po walce 28-letni Walijczyk.

Przemek Garczarczyk z Chicago, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze