Cios rozcina wargę na dwie części, 29 nokaut Munguii... ale łatwo nie było

Sporty walki
Cios rozcina wargę na dwie części, 29 nokaut Munguii... ale łatwo nie było
Fot. Polsat Sport
Jamie Munguia odniósł 36 zwycięstwo na zawodowym ringu. Po raz 29 wygrał przed czasem. Stawką walki był pas interkontynentalny WBO w kategorii średniej

Główna walka gali Golden Boy Promotions pomiędzy wschodząca gwiazdą wagi średniej Meksykaninem Jaime Munguią (36-0, 29 KO) i doświadczonym Tureano Johnsonem (22-3, 15 KO) była taka, jaki powinien być main event - pełna akcji i mocnych ciosów. Ten ostatni dosłownie rozciął na dwie części górną wargę bardzo dobrze walczącemu Johnsonowi, kończąc starcie w szóstej rundzie. Zapraszam na przegląd najważniejszych pojedynków gali w kalifornijskim Indio. 

Jaime Munguia (36-0, 29 KO) - Tureano Johnson (21-3, 15 KO)

 

"Nie było żadnej dyskusji na temat przyjęcia walki z Johnsonem. Szczerze mówiąc, przyjęlibyśmy każdą propozycje" - mówił Jaime Munguia przed walką z Tureano Johnsonem.. "Na tym etapie, na którym jesteśmy, każda walka jest być albo nie być. Mam obowiązek wygrywać - aż do pojedynku o mistrzostwo świata".

 

Munguia jest teraz trenowany przez legendę meksykańskiego boksu, mistrza świata w czterech kategoriach wagowych Erika Moralesa, a w narożniku Johnsona stał Andre Rozier. Ten sam trener, który prowadził dwóch pięściarzy z którymi Tureano... przegrał: Curtisa Stevensa i Siergieja Derewianczenko.

 

Johnson, który wyglądał jak pięściarz z wyższej kategorii wagowej, zaczął pojedynek od natychmiastowego zepchnięcia Meksykanina do walki na linach  - tak wyglądała cała pierwsza i druga runda. Taktyka była prosta - im bliżej Munguii, tym będziesz mógł  zadawać więcej ciosów; pozwól 24-latkowi na walkę z dystansu, jego dynamika cię zgubi.

 

W połowie szóstej  rundy, Sergio Mora, były znakomity pięściarz, a dziś komentator TV zaczął mówić, że to "walka na wyniszczenie, którą wygra ten, który dotrzyma dwunastej rundy", ale wtedy potwornie mocny podbródkowy Meksykanina z Tijuany rozbił górną wargę Johnsona na dwie części i lekarz - słusznie - zatrzymał walkę.

 

ZOBACZ TAKŻE: Kolejna walka Polsat Boxing Night 9 ogłoszona 

 

Przepisy są jasne - jeśli kontuzja następuje po ciosie i walka nie może być kontynuowana, kontuzjowany przegrywa przez KO. Szkoda, bo 36-letni Johnson na pewno wygrał przynajmniej trzy rundy z pierwszych sześciu, walcząc znacznie lepiej niż się można było spodziewać, końcówka walki zapowiadała się znakomicie. A Munguia? "Chcę walczyć z mistrzami świata wagi średniej, Wszystko jedno z kim" - powiedział 24-latek.

 

Rashidi Ellis (23-0, 18 KO) - Alexis Rocha (16-1, 10 KO)

 

Walka dwóch pięściarzy, którzy zaczynali pojedynek bez porażki, wiedząc, że wygraną mocno przybliżą się do grona pretendentów, jeśli nie marzących o walce o pas mistrza świata, to na pewno zbliżających się do najlepszych w rankingach wagi półśredniej. Po pojedynku wiele sobie obiecywano, miał być starciem pełnym napięcia... ale na zapowiedziach się skończyło. Żaden zbyt nie ryzykował: Rocha lepszy w początkowych rundach, trafiający częściej i wywierający presję na Ellisie, ale końcowe dwie rundy to już doświadczenie Ellisa. 27-latek wygrał jednogłośnie i zasłużenie na punkty, ale do pierwszej dziesiątki kategorii wagowej, w której biją się między innymi Keith Thurman, Terence Crawford, Manny Pacquiao czy Errol Spence Jr ma bardzo daleko. 

 

Elwin Soto (18-1, 12 KO) - Carlos Buitrago (32-6, 18 KO), mistrzostwo świata WBO

Jak się czuje pięściarz, który sześć razy bił się o tytuł mistrza świata i sześć razy schodził z ringu pokonany? Można o to spytać Carlosa Buitrago, który dokładnie takiego losu doświadczył, przegrywając walkę z obrońcą tytułu. I tym razem niewytłumaczalnie sędziowie widzieli walkę, w której dominował tylko Soto (nawet 119-109!), ale rzeczywistość była znacznie bliższa werdyktu 115-113. A Buitrago pewnie się zastanawia, czy nie mógł zrobić więcej...

 

Zanim na ring w kalifornijskim Fantasy Springs Resort Casino w Indio wkroczyli panowie, kibice mogli zobaczyć naprawdę jedną z lepszych w ostatnich miesiącach walk w  wykonaniu pań.  Marlen Esparza (8-1), brązowa medalistka Igrzysk Olimpijskich w Londynie, bardzo pewnie wyszła na ring przeciwko niepokonanej Sulem Urbonie (12-1), ale pierwsza część pojedynku była lepsza dla agresywnej od pierwszego gongu faworytki. Im bliżej końca, tym techniczne umiejętności Esparzy wyglądało znacznie lepiej niż próby silnych ciosów rywali. Walka była wyrównana do ostatnich dwóch rund wygranych przez Esparzę, ale dwójka sędziów - Lou Moret i Rudy Barragan - zdawała się widzieć inny pojedynek niż wszyscy, punktując aż 80-72. Całe szczęście, że przynajmniej widzieli w roli wygranej tą, która naprawdę była lepsza.

 

Przemysław Garczarczyk z USA, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze