Iwanow: Komu bije dzwon na półmetku fazy grupowej Ligi Mistrzów?

Piłka nożna
Iwanow: Komu bije dzwon na półmetku fazy grupowej Ligi Mistrzów?
Fot. PAP
może się poszczycić kompletem zwycięstw, w tym w Turynie nad Juve, ale pamiętajmy, że Ferencvaros i Dynamo Kijów to dobry zestaw by, nawet w nie najwyższej formie, nie martwić się o zajęcie pierwszego miejsca.

Zaledwie 16 dni dzieliło pierwsze spotkania fazy grupowej Ligi Mistrzów od środowych meczów trzeciej kolejki. W ciągu nieco ponad dwóch tygodni najlepsze kluby Europy rozegrały połowę gier pierwszej części sezonu, a nie zapominajmy, że toczyły się jeszcze rozgrywki krajowe. Nie dość, że był to maraton, to przebiegnięty w szalonym tempie. Część klubów sobie poradziła inni złapali zadyszkę. Muszą sobie poradzić. Na przełomie listopada i grudnia czeka ich druga taka tura grania.

UEFA od lat stara się gościć w Champions League tylko najbogatszych, dlatego spoza drużyn najwyższego krajowego rankingu przez eliminacje dostaje się do niej już tylko sześć drużyn „drugiego sortu”, w tym sezonie takich jak Ferencvaros Budapeszt, Dynamo Kijów czy Midtyjlland.

 

Spotkania z ich udziałem nie generują tak wielkiego zainteresowania, a tym samym wpływów. Tak naprawdę nikt za bardzo ich nie chce, więc choć nie udaje się ciągle stworzyć Superligi i tak rozgrywki ze słynnym hymnem poza drobnymi wyjątkami i tak są zarezerwowane de facto tylko dla najlepszych. Romantyczna historia Ajaksu Amsterdam sprzed dwóch lat, czy piękna droga Atalanty w ubiegłym sezonie były przyjemną odmianą, ale ciągle jednak mówimy o legendzie – w przypadku Holendrów – i klubie z Serie A.

 

Czesi, Serbowie, Rumunii, Grecy, a nawet Portugalczycy często żegnają się z LM już po fazie grupowej. Na coś więcej mogąc liczyć w Lidze Europy. Ale i tu ostatnio przewaga mocarzy wydaje się coraz bardziej wyraźna i finałów z udziałem Sportingu Braga czy Dnipro Dniepropietrowsk piłkarski kibic za szybko się nie doczeka.

 

W ubiegłym roku do fazy pucharowej Ligi Mistrzów weszli jedynie przedstawiciele pięciu najmocniejszych lig i teraz grupowy układ drużyn też miał zachować status quo. W grupie pograjcie, bo musicie, ale dalej drzwi miały być zamknięte. W tym roku może być jednak inaczej. Nie dość, że nadzieje na grę w 1/8 finału mają ekipy Szachtara, Porto, Brugi i Olympiakosu, to o awans drżeć muszą Real Madryt, Inter Mediolan i Paris Saint Germain. Pandemiczny czas daje się we znaki także gigantom?

 

Chyba nie tylko. „Królewscy” i „Nerra-azzuri” mieli ten niefart, że trafili na Borussię Moenchengladbach i nieprzewidywalny Szachtar, który  w ciągu dwóch tygodni potrafił wygrać w Madrycie, by chwilę po tym zostać rozgromiony przez przez piątą aktualnie ekipę z Bundesligi. Ta ma w listopadzie spotkanie u siebie z drużyną z Doniecka. Jeśli wygra, mieć będzie już 8 punktów, a Inter zagra z Realem u siebie, więc przegrywający w tym starciu może mieć poważny kłopot by awansować.

 

Paryżanie trafili za to do drugiej najtrudniejszej grupy z Manchesterem United i RB Lipsk. Ich „szczęściem” jest przegrana „Czerwonych Diabłów” w Stambule, której mało kto się spodziewał. Już dziś wiemy jednak, że kogoś z wielkich w najlepszej szesnastce nie zobaczymy. Paryża? United? Realu? Interu? Tego ostatniego trudny los nie omija drugi sezon z rzędu. Przecież przed rokiem znaleźli się w grupie wraz z Barceloną i Dortmundem. I tak w sumie mieli wszystko w swoich rękach, ale na San Siro w ostatniej kolejce pokonała ich grająca w rezerwowym składzie „Barca”.

 

ZOBACZ TAKŻE: Wyniki i skróty środowych meczów Ligi Mistrzów 

 

I właśnie krytykowana zewsząd „Duma Katalonii” po trzech seriach może się poszczycić kompletem zwycięstw, w tym w Turynie nad Juve, ale pamiętajmy, że Ferencvaros i Dynamo Kijów to dobry zestaw by, nawet w nie najwyższej formie, nie martwić się o zajęcie pierwszego miejsca. To samo ma już prawie w kieszeni Bayern Monachium, Liverpool i Manchester City, które również wygrały wszystkie spotkania.

 

Reszta wielkich musi się bić o drugie lokaty, a wiemy, co to oznacza. Nie tylko rewanż na obiekcie rywala ale i średnia przyjemność już w tej fazie zmierzenia się z obrońcami tytułu, „The Reds", czy drużyną, którą prowadzi Pep Guardiola. Choć chyba w tym momencie i tak nikt jeszcze się nad tym nie zastanawia. Naszym życiem, a zatem też i futbolem rządzi na razie pandemia. Módlmy się, aby wiosną można było nie tylko grać ale i swobodnie podróżować. To w tej chwili dla wszystkich najbardziej istotna sprawa.

Bożydar Iwanow, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze