Polska wygrała z Ukrainą w towarzyskim spotkaniu. Debiutancki gol Modera

Piłka nożna
Polska wygrała z Ukrainą w towarzyskim spotkaniu. Debiutancki gol Modera
fot. PAP
Jakub Moder z debiutanckim golem w reprezentacji Polski.

Reprezentacja Polski pokonała Ukrainę 2:0 w meczu towarzyskim przed decydującymi spotkaniami Ligi Narodów. Bramki dla Biało-Czerwonych zdobyli Krzysztof Piątek i Jakub Moder. Rzutu karnego dla gości nie wykorzystał Andrij Jarmołenko.

W pierwszym meczu listopadowej przerwy reprezentacyjnej Polska mierzyła się z Ukrainą w towarzyskim spotkaniu. Selekcjoner Jerzy Brzęczek postawił na dość eksperymentalny skład z dwójką debiutantów. Szkoleniowiec desygnował do gry Roberta Gumnego oraz Przemysława Płachetę. W pierwszej jedenastce znaleźli się także m.in. Łukasz Skorupski, Paweł Bochniewicz oraz Sebastian Walukiewicz. Na murawie zabrakło za to Roberta Lewandowskiego, a za ofensywne akcje naszej reprezentacji odpowiadali Krzysztof Piątek i Arkadiusz Milik, który wystąpił w roli kapitana.

 

Ukraińscy piłkarze od początku postawili Polakom twarde warunki i wysoki pressing. Polacy próbowali konstruować akcje, ale przeciwnicy starannie unikali błędów. Od pierwszej minuty aktywny był Arkadiusz Milik, który czekał na podania swoich kolegów w środkowej strefie boiska oraz schodząc na skrzydła. Pierwsza udana okazja należała jednak do Ukrainy. Z dystansu huknął Ołeksandr Zinczenko, ale odbitą przez Skorupskiego piłką szybko zajęli się polscy obrońcy.

 

Taktyka Ukrainy przynosiła rezultaty. W 10. minucie ruszyli z szybką kontrą, a do spóźnionej interwencji w polu karnym zmuszony był Paweł Bochniewicz. Młody obrońca faulował biegnącego z piłką Jarmołenkę, a sędzia wskazał na „wapno”. Do wykonania karnego przystąpił sam faulowany, ale na szczęście płasko trafił w prawy słupek. Wciąż było 0:0.

 

Kilka chwil później kolejną próbę strzału z dystansu podjął Zinczenko, ale znów górą był Skorupski. Pierwszy kwadrans spotkania należał do Ukraińców, którzy przeważali w posiadaniu piłki i sprawnie konstruowali akcje w środkowej części boiska.

 

Nadzieję na bramkę dał Jacek Góralski. Pomocnik dopadł do rozgrywającego pod własną bramką ukraińskiego obrońcy i pozbawił go piłki sprawnym wślizgiem. Tą przejął Krzysztof Piątek, którego płaskie podanie na przedpole bramki nie odnalazło adresata.

 

Z dobrej strony zaprezentował się w 24. minucie debiutujący w kadrze Przemysław Płacheta. Pomocnik chciał zaskoczyć bramkarza gości soczystym strzałem z narożnika pola karnego, ale na posterunku stał Andrij Łunin.

 

Ukraina korzystała z prostych, ale niezwykle skutecznych środków. Podopieczni legendarnego Andrija Szewczenki cierpliwe czekali na swoje okazje z kontry i tylko kilka podań wystarczało, aby znaleźć się pod bramką Polaków. Tam jednak wciąż nie znalazł się nikt kto pokonałby Skorupskiego, choć okazje strzeleckie przychodziły Ukraińcom z wielką łatwością.

 

Wśród Polaków imponował za to Jacek Góralski, który notował przechwyty praktycznie w każdej strefie boiska. Pomocnik miał kilka dobrych odbiorów w pierwszej połowie, ale wciąż brakowało rozegrania w naszych akcjach.

 

Kuriozalna sytuacja, a zarazem pierwszy gol tego spotkania miały miejsce w 40. minucie. Do wysokiej piłki posłanej na czterdziesty metr pomknął Łunin. Bramkarz Realu Madryt chciał wybić piłkę kierowaną do Piotra Zielińskiego, ale niefortunnie podbił ją nad siebie. Futbolówkę szybko przejął Zieliński i podał ją do Piątka. Ten ładną podcinką skierował ją do bramki, a Polacy objęli prowadzenie 1:0 w towarzyskim meczu z Ukrainą. Niedługo potem sędzia zakończył pierwszą połowę, z której z lepszym rezultatem schodzili Polacy, choć statystyki nie wskazywały na przewagę Biało-Czerwonych.

 

Drugą połowę dobrze otworzyli Ukraińcy. Strzał z dystansu odnotował Zinczenko, który po raz kolejny sprawdził formę Skorupskiego.

 

Ukraińcy raz po raz korzystali z dziur pozostawionych przez polskich obrońców. Po strzałach z dystansu do niebezpiecznej sytuacji doszedł Wiktor Tsygankov, a uderzoną pod poprzeczkę piłkę musiał ratować Skorupski. To była kolejna dobra interwencja bramkarza Biało-Czerwonych.

 

Prawdziwe „wejście smoka” zaliczył Jakub Moder. Piłkarz Lecha Poznań zmienił Arkadiusza Milika w 62. minucie spotkania, a już minutę później wykorzystał zamieszanie w polu karnym i z bliska skierował piłkę do siatki. Polacy prowadzili już 2:0.

 

 

Ukraina próbowała nawiązać kontakt z reprezentacją Polski. W 76. minucie podanie na skraj pola karnego dostał Tsygnakov. Snajper Dynama Kijów uderzył płasko w kierunku dalszego słupka, ale piłka nieznacznie minęła bramkę Skorupskiego.

 

Kilka chwil później na kolejne zmiany zdecydował się Jerzy Brzęczek. Po Góralskim (zastąpionym wcześniej przez Karola Linettego) i Miliku boisko opuścili Maciej Rybus (zmieniony przez Arkadiusza Recę) oraz Robert Gumny. Ten ostatni najprawdopodobniej doznał wcześniej urazu mięśnia dwugłowego. Młodego obrońcę zmienił Bartosz Bereszyński.

 

To nie był koniec roszad w wykonaniu Brzęczka. Dobrze spisujący się Przemysław Płacheta zszedł z boiska, a jego miejsce w 83. minucie zajął Sebastian Szymański.

 

Reprezentacja Ukrainy nie ustawała w wysiłkach. Podopieczni Andrija Szewczenki wchodzili w pole karne Polaków, ale Biało-Czerwoni byli dobrze ustawieni i nie pozwalali swoim przeciwnikom dojść do sytuacji bramkowej.

 

Było już jednak za późno, aby wyrównać rezultat tego spotkania. Sędzia doliczył do drugiej połowy dodatkowe trzy minuty, w których to Polacy mieli wszystko pod kontrolą. W końcu austriacki arbiter odgwizdał koniec meczu, a Biało-Czerwoni mogli w dobrych humorach szykować się do najważniejszych spotkań tegorocznej Ligi Narodów.

 

 

Polska - Ukraina 2:0 (1:0)

Bramki: Krzysztof Piątek (42), Jakub Moder (63).

 

Sędzia: Manuel Schuettengruber (Austria).

PI, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze