Przemysław Krok: Chcemy doprowadzić Michała Cieślaka do walki o mistrzostwo świata i kilku obron

Sporty walki
Przemysław Krok: Chcemy doprowadzić Michała Cieślaka do walki o mistrzostwo świata i kilku obron
fot. Cyfrasport
Przemysław Krok podpisał kontrakt z 31-letnim Cieślakiem i zamierza doprowadzić czołowego polskiego pięściarza w kategorii junior ciężkiej do powtórnej walki o tytuł MŚ.

- W momencie, gdy podpisałem kontrakt z Michałem Cieślakiem, zaczęliśmy szukać pomysłu, gdzie i w jaki sposób możemy go wyeksponować, aby jak najszybciej doprowadzić go do kolejnej walki o tytuł mistrza świata. Z pomocą przyszedł dyrektor sportu w Polsacie Marian Kmita, który wyraził chęć współpracy i obrania podobnej drogi, dzięki której wróci do czołówki i walki o pas - powiedział współwłaściciel Babilon Promotion i Babilon MMA Przemysław Krok.

Przemysław Krok podpisał kontrakt z 31-letnim Cieślakiem i zamierza doprowadzić czołowego polskiego pięściarza w kategorii junior ciężkiej do powtórnej walki o tytuł MŚ. Wkrótce Polak będzie bohaterem gali PBN, która odbędzie się już 5 grudnia. W walce wieczoru skrzyżuje rękawice z Taylorem Mabiką.

 

Artur Gac: W tej chwili to pan jest tą osobą, która stoi za zbliżającą się edycją gali Polsat Boxing Night?

 

Przemysław Krok: Zasadniczo można to tak nazwać. Oczywiście razem ze swoim wspólnikiem Tomkiem Babilońskim.

 

Już na wstępnie trzeba sobie szczerze powiedzieć, że chyba jeszcze kilka miesięcy temu niewiele wskazywało, by gala pod tym szyldem miała się odbyć, a tym bardziej już 5 grudnia.

 

No nie, rzeczywiście były pewne zawahania i przestoje. Ostatnia gala była zorganizowana przez Mateusza Borka, gdy jeszcze był pracownikiem stacji. Po tym pomysł na gale tego cyklu nieco "umarł". Do tego doszła sytuacja z pandemią koronawirusa, która nie sprzyjała żadnym dużym projektom. Poza tym ma miejsce trudna sytuacja na rynku pięściarskim. Tak naprawdę w tej chwili ciężko było szukać perspektywicznych pięściarzy do projektu, bo ile razy można odgrzewać "kotlety"?

 

ZOBACZ TAKŻE: Roy Jones: Mogę umrzeć walcząc z Tysonem. Umarłbym jako szczęśliwy człowiek

 

A gdyby mógł pan odsłonić trochę kuchni rozmów nad PBN, gdy pomysł zaczynał kiełkować. Kto okazał się być motorem napędowym?

 

Bardziej wszystko wyniknęło z tego, że udało mi się podpisać kontrakt z Michałem Cieślakiem. W tym momencie zaczęliśmy szukać pomysłu na to, gdzie i w jaki sposób możemy Michała wyeksponować, aby jak najszybciej doprowadzić go do kolejnej walki o tytuł mistrza świata. Tutaj z pomocą przyszedł pan dyrektor sportu w Polsacie Marian Kmita, który wyraził chęć współpracy i obrania podobnej drogi dla Michała, jaką nasza trójka zasadniczo sobie wymarzyła, a więc powrót do czołówki i walka o pas. Stąd narodził się pomysł, że w tym momencie tylko produkt Polsat Boxing Night może pozwolić Michałowi Cieślakowi oraz innym pięściarzom piąć się w górę.

 

Można powiedzieć, że pojawił się pan w trudnym czasie i parafował kontrakt z Cieślakiem, gdy relacje pięściarza z Tomaszem Babilońskim nie były najlepsze. Stał się pan niejako spoiwem między sportowcem i promotorem.

 

Myślę, że z biegiem czasu ich relacje znów będą się zacieśniać, aczkolwiek faktycznie panowie trochę się poróżnili. Nie mnie oceniać, gdzie leży prawda lub co było powodem tych zgrzytów. Ani mnie, ani pana nie było w Kongu, więc naprawdę trudno o jednoznaczną opinię. Ja zawsze każdemu powtarzam, że bardzo łatwo jest oceniać wszystko stojąc z boku. W tej konkretnej sprawie staram się pozostać bezstronny i lojalny wobec obu panów.

 

Tym bardziej, że w relacjach wszystkich stron, przedstawianych po powrocie z Konga, nie było do końca spójnego przekazu. Tym trudniej o arbitralne osądy.

 

Nie wiem, czy pan wie, ale właśnie teraz propozycję walki w Kongu otrzymał jeden z czołowych pięściarzy kategorii cruiser, pomińmy jego nazwisko. On również mógł zmierzyć się z Makabu, ale odmówił. Jeżeli pięściarz z tego samego kontynentu odmawia walki w Kongu, to chyba coś to znaczy. Dodajmy, że to nie tyle była odmowa walki, co jej lokalizacji.

 

Jest to dosyć symptomatyczne.

 

Jeśli mam być szczery, to na pierwsze pytanie, które na tamten czas zadali mi Tomek Babiloński i Zbyszek Ratyński, od razu im odpowiedziałem, że ja tam nie lecę. Po prostu zajmując się zawodowo sprawami związanymi z bezpieczeństwem wiedziałem, że nie do końca może być tam wesoło. Tym bardziej doceniam, że byli na tyle odważni, by tam pojechać. Natomiast jako że mnie tam nie było, to nie mi oceniać, co dokładnie się stało. Jednak, jak pan zauważył, pewnie dobrze, że międzyczasie się pojawiłem i udało nam się dojść do porozumienia. Bo nie oszukujmy się - było wielu chętnych, którzy chcieli z Michałem Cieślakiem podpisać kontrakt. I proszę mi uwierzyć, że proponowali teoretycznie dużo lepsze warunki.

 

Wobec tego czym udało się panu przekonać Michała do siebie?

 

Stabilnością. Może też moje słowo jest dużo warte? Może po prostu pieniądze to nie wszystko? Michał to charakterny chłopak, więc myślę, że tutaj naprawdę wiele czynników okazało się decydujących. Przecieraliśmy się przez kilka miesięcy, żeby ten kontrakt wypracować. W tym całym sporcie moim najmocniejszym atutem jest strona biznesowa, więc ja upierałem się przy swoim, ale postaraliśmy się, żeby ten kontrakt był dla każdej ze stron stabilny i satysfakcjonujący. I to finalnie nam się udało.

 

Rozumiem, że parafowaliście wieloletni kontrakt?

 

Potwierdzam. W najbardziej optymistycznej wersji chcemy doprowadzić Michała do tytułu mistrza świata i przejść razem z nim jeszcze przez kilka obron.

 

Jak pan odbiera Cieślaka na początku waszej współpracy?

 

Odpowiem tak: ja jestem z Radomia, a Michał spod Radomia, więc nasze ścieżki przez długie lata jakoś się przecinały. Abstrahując od tego, czy ze sobą sympatyzowaliśmy, to zawsze postrzegałem go, jako bardzo dobrego zawodnika. Ja w swoich poczynaniach jestem raczej ostrożny i każdemu powtarzam, że nie lubię wydawać pieniędzy, ale w Michała postanowiłem zainwestować. Wierzę, że spełnimy te cele, które sobie założyliśmy i będziemy go prowadzili dotąd, aż to wszystko uda się zrealizować. Zasadniczo to jest odpowiedź na pytanie, co myślę na temat Michała. Po prostu gdybym w niego nie wierzył, to teraz nie rozmawialibyśmy na jego temat.

 

Więcej zobacz na INTERIA.pl.

 

Artur Gac, Interia

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze