Tomasz Frankowski: Przebudowa reprezentacji trwa zdecydowanie za długo

Piłka nożna
Tomasz Frankowski: Przebudowa reprezentacji trwa zdecydowanie za długo
fot. PAP
Kibice są podzieleni w ocenie efektów pracy trenera Jerzego Brzęczka

- Zwolnienie selekcjonera wiązałoby się w tym momencie z przyznaniem się prezesa PZPN do błędu - do tego, że postawił na niewłaściwego konia. I chyba dlatego chce brnąć w to do końca. Za udane mistrzostwa Europy zbierze oklaski. Wtedy wyjdzie na to, że nie tylko Jerzy Brzęczek wytrzymał na stanowisku potężną krytykę, ale i Zbigniew Boniek również podołał presji - mówi w rozmowie z Interią Tomasz Frankowski, były reprezentant Polski oraz członek sztabu szkoleniowego kadry w latach 2010-12.

Rok 2020 w wykonaniu drużyny narodowej to już zamknięty rozdział. W dodatku mocno skurczony, bo mogliśmy się nim pasjonować ledwie od września do listopada. Bilans gier - 4 zwycięstwa, remis i 3 porażki. Bramki: 13-7. Te liczby kryją w sobie udaną batalię o zachowanie miejsca w elicie Ligi Narodów. Co ponadto? W tej kwestii zdania są mocno podzielone...


Łukasz Żurek, Interia: W którym obozie okopał się pan w ostatnich miesiącach - niewzruszonych obserwatorów, agresorów czy obrońców selekcjonera Jerzego Brzęczka?

 

Tomasz Frankowski: W tym pierwszym. Pozostałem niewzruszonym obserwatorem. Wydawało się, że powoli zaczynamy wychodzić na prostą. Dwa razy pokonaliśmy przecież Bośnię, która napsuła krwi Włochom i Holendrom. Do tego pięć bramek i efektowne zwycięstwo nad Finlandią. Na koniec przyszły jednak dwa spotkania w Lidze Narodów z silnymi rywalami, które mocno podważyły wizję udanego startu w finałach Euro.

 

ZOBACZ TAKŻE: Robert Lewandowski i reszta. A może tu jest pies pogrzebany?

 

Krytyka pod adresem selekcjonera przybierała momentami impet atomowy. Łatwo sobie wyobrazić, że ktoś o słabszej konstrukcji emocjonalnej nie wyszedłby z tego o własnych siłach...

 

- Myślę, że prywatnie jest mu trudno wysłuchiwać tych wszystkich epitetów. Tym bardziej, że Internet jest bezkarny i ścigać się z nim nie za bardzo można. Odporność? Trener kadry musi ją mieć. Miał ją jako piłkarz i przez lata pewnie do krytyki przywykł. Tyle że w nowej roli ona uderza w niego z podwójną siłą. Myślę, że selekcjoner żywi takie wewnętrzne przekonanie, że w końca ta drużyna będzie grała to, co on chciałby widzieć. Pytanie brzmi: kiedy to nastąpi?

 

Więcej zobacz na INRERIA.pl

Łukasz Żurek, Interia

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze