Świetna postawa Rakowa na wagę mistrzostwa? "Nie będziemy oszukiwać, że walczymy o utrzymanie"

Piłka nożna
Świetna postawa Rakowa na wagę mistrzostwa? "Nie będziemy oszukiwać, że walczymy o utrzymanie"
fot. Cyfrasport
Andrzej Niewulis jest kapitanem Rakowa Częstochowa pod nieobecność Tomasa Petraska.

- Wiadomo, że skupiamy się na każdym najbliższym spotkaniu i nie ma co za bardzo wybiegać w przyszłość. Z drugiej strony nie ukrywajmy - jesteśmy liderem tabeli, więc nie będziemy oszukiwać, że walczymy o utrzymanie, bo cele są wyższe - przyznaje kapitan Rakowa Częstochowa, Andrzej Niewulis.

Krystian Natoński: Jak często Andrzej Niewulis spogląda sobie w tabelę PKO BP Ekstraklasy, aby zobaczyć swój zespół na pierwszym miejscu w tabeli?

Andrzej Niewulis:
 Przede wszystkim chciałem powiedzieć, że bardzo mi miło, że mogę być kapitanem zespołu, ale nie zapominajmy, że jest nim przede wszystkim Tomas Petrasek, który leczy kontuzję. Co do pytania, to myślę, że wielu zawodników tak ma, i ja też, że spoglądam w tabelę po meczu. Siadam sobie gdzieś spokojnie i patrzę, zwłaszcza po wygranym spotkaniu. W obecnej sytuacji jest to bardzo przyjemne i z uśmiechem się na nią patrzy.

Kibice Rakowa już się chyba przyzwyczaili, że raz gra pan, a innym razem Tomas Petrasek. Trochę takie szczęście w nieszczęściu.

Wierzę głęboko, że wreszcie będziemy grać razem i wówczas cała drużyna będzie jeszcze mocniejsza. To prawda, że przed moim urazem pauzował Tomek. Trochę się "wymieniamy". Był taki moment, że funkcjonowaliśmy razem i pokazaliśmy, że może to dobrze wyglądać. Mam nadzieję, że od wiosny już razem będziemy tworzyć obronę nie do przejścia.

W waszym przypadku chyba nie ma problemu z wymiennością pozycji? Kiedy obaj gracie, wówczas pan występuje na środku, a Tomas gra na pozycji skrajnego środkowego obrońcy.

Wcześniej było tak, że Tomek grał tego półbocznego stopera. Jak ja przychodziłem do Rakowa, to ja pełniłem te rolę. Trener Papszun obserwuje nas na bieżąco, patrzy jak to wygląda i z pewnością podejmie właściwe decyzje. My jesteśmy od tego, żeby być przygotowanym, grać i pomagać zespołowi.

Oczywiście muszę poruszyć temat ciężkiej kontuzji. Czytałem artykuł w Przeglądzie Sportowym na ten temat i dało się z niego wywnioskować, że absolutnie wierzył pan w powrót na boisko, a przecież wielu na pana miejscu mogłoby podłamać się.

To prawda. Mogę się pod tym podpisać, że walczyłem i nie poddawałem się. Wiele osób często to mówi, że "wrócisz silniejszym, nie poddawaj się", lecz to są tylko słowa. Nie jest to łatwo wdrożyć w życie, bo sam wiem po sobie, jak ciężką drogę przeszedłem. To są trudne momenty. Po kontuzjach odzywa się ból. Akurat w moim przypadku wyglądało to dobrze, chociaż nie obyło się bez trudnych momentów. Wierzę, że takie urazy już za mną, a wszystko przede mną.

A były momenty zwątpienia dotyczące tego, czy uda się wrócić?

Były chwile, że takie myśli przychodziły do głowy, ale starałem się je wymazać. Takie myśli to coś normalnego, ale na szczęście jest rodzina, która pomaga i wspiera. Musisz jednak samemu do tego dojść. Na szczęście poradziłem sobie.

Zobacz także: PKO BP Ekstraklasa: Derby w Krakowie. Lider we Wrocławiu

Gdy przychodził pan do Rakowa, spodziewał się pan, że to wszystko się tak potoczy? Awans do ekstraklasy, kapitan zespołu, który obecnie jest liderem rozgrywek.

Zaskoczę pana, spodziewałem się (śmiech). Takie miałem cele i wierzyłem w to mocno. Nie mogę powiedzieć, że wiedziałem, że tak to będzie, bo to nie była też łatwa droga. Przychodząc do Rakowa, byłem już dojrzałym zawodnikiem i taki miałem cel, który zrealizowałem.

Takie podejście też dobrze o panu świadczy.

Od wielu lat mam swoje cele i marzenia. Często powtarzałem, że moim marzeniem jest gra w reprezentacji, mimo że występowałem na niższym poziomie. Wielu się pukało w głowę, podobnie jak wtedy, kiedy wspominałem o grze w ekstraklasie. Wówczas spoglądali na mnie różnie. Jest jednak wiele przykładów, że ciężką pracą można dojść do celu. Wierzyłem w to i widziałem, że krok po kroku daje to efekty. Tak robię do dziś.

W ekstraklasie debiutował pan w barwach Jagiellonii Białystok. Miał pan sobie oraz innym coś do udowodnienia, że zbyt szybko zrezygnowano z pana?

Myślę, że wszystko rozgrywa się w głowie. Będąc w Jagiellonii, byłem tam z naprawdę dobrymi piłkarzami - Grosicki, Frankowski. Nie chcę, żeby to zabrzmiało nieskromnie, ale dawałem sobie radę na treningach. To nie było tak, że brali piłkę i objeżdżali mnie.  Trening jednak to coś innego niż mecz. To wszystko rozgrywa się w głowie. Teraz po latach można powiedzieć, że potrzebna była świadomość. Trzeba było to wszystko sobie ułożyć.

Często mówi się, że drugi sezon dla beniaminka po awansie jest najtrudniejszy. W waszym przypadku jest zupełnie inaczej. Widać, że wyciągnęliście sporo wniosków po poprzednim sezonie, w którym wielokrotnie płaciliście frycowe.

Kluczem jest jak się te wnioski wyciąga. Można robić błędy i je powielać. W pierwszym sezonie w pierwszej lidze też byliśmy blisko awansu, ale zabrakło nam wiele rzeczy. W kolejnym udało nam się bardzo szybko wyciągnąć wnioski. Teraz w ekstraklasie bardzo dużo chłopaków złapało tego ogrania, doświadczenia i widać tego efekty.

Raków w latach '90 grał w ekstraklasie, ale nigdy nie był tak wysoko w hierarchii polskiego futbolu. Czy w szatni często przewija się słowo "mistrzostwo" lub "puchary"?

Wiadomo, że skupiamy się na każdym najbliższym spotkaniu i nie ma co za bardzo wybiegać w przyszłość. Z drugiej strony nie ukrywajmy - jesteśmy liderem tabeli, więc nie będziemy oszukiwać, że walczymy o utrzymanie, bo cele są wyższe. Zobaczymy po pierwszej rundzie jak to będzie wyglądało. Będzie czas na spokojnie, żeby to przemyśleć. Grając już w półfinale Pucharu Polski byliśmy bardzo blisko awansu do finału. Wówczas niewiele brakowało. Już wtedy byliśmy świetnym zespołem, podobnie jest teraz. Nie ma co ukrywać, że piłka nożna jest sportem drużynowym. Indywidualności mają znaczenie, ale jak to wszystko się połączy, to wtedy ma to swój wymiar.

Ten kolektyw z pewnością jest bardzo ważny. Akurat Raków ma nosa do transferów, ponieważ nazwiska, które się zjawiły są wartością dodaną. Wiemy, że w ekstraklasie nie zawsze to się sprawdza, zwłaszcza w przypadku obcokrajowców.

W tym sezonie praktycznie wszystkie transfery wypaliły. Fakt, że w poprzednim sezonie było trochę inaczej, ale to jest normalne. Nie da się wszystkiego przewidzieć, bo w innym przypadku każdy by trafiał. Ci zawodnicy nie tylko wkomponowali się na boisku, ale też w szatni. Wiemy, że Raków lubi rotować zawodnikami. Ci, którzy nie dają rady są zmieniani na kolejnych, ta świeża krew jest potrzebna. Trzeba tylko potrafić to robić.

 


Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.

Krystian Natoński, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze