Czy wszyscy wielcy już przestali grać?

Piłka nożna
Czy wszyscy wielcy już przestali grać?
fot. PAP
FC Barcelona przegrała kolejny mecz ligowy.

Sytuacja Barcelony, która w tabeli ligi hiszpańskiej tuła się trzy punkty nad strefą spadkową i powoli żegna się z tytułem w kraju, jest kolejnym dowodem na to, co pandemia koronawirusa robi z futbolem. Niespodziewanych rozstrzygnięć jest coraz więcej, napięty kalendarz niesie żniwo urazów, a kryzys finansowy nie pozwala tuzom na powiększanie kadr bez opamiętania.

Po dziesięciu meczach ligowych Barcelona jest wprawdzie na siódmym miejscu, ale z zaledwie trzypunktową przewagą nad strefą spadkową i aż 12-punktową stratą do prowadzącego Atletico Madryt. Odkąd w 1995 roku wprowadzono trzy punkty za zwycięstwo, Katalończycy nie rozpoczęli sezonu tak źle. By znaleźć równie gorszą serię, należy cofnąć się o 33 lata, kiedy po dziesięciu spotkaniach Barca odnotowała bilans 4-1-5. Kolejne niepowodzenia przyniosły wtedy zwolnienie trenera (Terry’ego Venablesa), sezon ratował Luis Aragones, ale i tak skończyło się zaledwie szóstym miejscem.

 

Katalończycy mówią o poczuciu wstydu, rozpadzie elementarnych wartości, jakie cechowały klub czyniąc go przez wiele lat niemal nietykalnym. A już na pewno nie przez zespoły, które niegdyś przed meczem z duopolem Barcelona – Real Madryt prosiły o najniższy wymiar kary. Dziś bezczelność mniejszych nie zna granic, np. Cadiz, który wrócił do elity po półtorej dekady, nic nie robi sobie ani z jednych, ani z drugich, konsekwentnie wygrał oba spotkania z tuzami. Barcelona choć w sobotni wieczór próbowała, została z niczym. Skończyło się wygraną Cadiz 2:1. Katami Barcelony są więc w tym sezonie nie tylko aspirujący do czołowych miejsc Real czy Atletico, ale także Getafe i Cadiz. To chyba największy policzek dla klubu z Nou Camp, zwłaszcza że sobotnia porażka miała miejsce właśnie na tym stadionie.

 

Zobacz także: La Liga: Porażka Barcelony w Kadyksie, Atletico liderem

 

Jak widać nie przynosi rezultatów ani rewolucyjny plan trenera Ronalda Koemana sprzed sezonu i pozbycie się kilku niepasujących jego zdaniem elementów (vide Luis Suarez), ani próby oszczędzania kluczowych graczy w szaleńczym trybie gry co trzy dni. Zdarzyło się bowiem po raz pierwszy od ponad dekady, by Leo Messi nie zagrał w dwóch kolejnych meczach Ligi Mistrzów z powodów innych niż kontuzja. Holenderski trener dał odpocząć swojej największej gwieździe w meczach przeciwko Dynamo Kijów i Ferencvarosovi, ale nie przyniosło to większego skutku, jeśli idzie o postawę drużyny w LaLiga. Barcelona komplikuje sobie sytuację w rozgrywkach krajowych, sam Messi nie daje rady, nie ma nawet znaczenia to, że sobotni rywal miał piłkę przy nodze tylko przez 18 proc. czasu, kiedy znów dają znać o sobie indywidualne błędy, tym razem padło nawet na Marca-Andre ter Stegena. Biorą się one z przemęczenia, kontuzji, generalnie napiętego do granic kalendarza. Największy problem Koeman ma z obrońcami, w sobotę musiał radzić sobie bez Samuela Umtitiego, Gerarda Pique i Sergi Roberto. Dość powiedzieć, że w dziesięciu spotkaniach ligowych, z których cztery zakończyły się porażką, Barca straciła dziesięć goli, co jest historią dawno niespotykaną. Co więcej, nie ma optymistycznych prognoz na przyszłość, tym bardziej że forma wielu szwankuje, a na pierwszy plan zaczynają wysuwać się nawet ci, którzy jeszcze niedawno byli pierwszymi do skreślenia po sezonie, np. w Lidze Mistrzów Martin Braithwaite (trzy gole w trzech).

 

Nie tylko Barcelona ma kłopoty. Zespoły, które łączą występy ligowe z Ligą Mistrzów, mając aspiracje sięgnięcie po najcenniejsze trofeum, co chwila wpadają w dołki. Nawet obrońca tytułu Bayern Monachium, który w sobotę dwukrotnie doprowadzał do remisu w starciu z RB Lipsk. Skończyło się 3:3, ale w wielu opiniach po tym meczu, gdyby goście wygrali, nie można by mówić o niesprawiedliwym rozstrzygnięciu. Męczył się w weekend również PSG, który wygrał z Montpellier 3:1, ale dwie bramki zdobył dopiero w ostatnim kwadransie. I tak klub po klubie, liga po lidze możemy wyłuszczać problemy największych. Jak to się skończy?

 

Sezon znów jest przedziwny, całkiem uprawniona jest teoria, że w Europie zwycięży ten, kto po drodze poniesie najmniej strat. A kadr nawet największych tuzów nie da się powiększać bez opamiętania, także ze względu na oszczędności, jakie trzeba wprowadzać w związku z kryzysem. Jeśli szukać odpowiedzi na pytanie, jak może wyglądać piłka w i po czasach pandemii, wystarczy spojrzeć na Barcelonę…

Przemysław Iwańczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze