Ekstraliga rugby. Wiosna będzie mordercza. Jak nigdy wcześniej!

Inne
Ekstraliga rugby. Wiosna będzie mordercza. Jak nigdy wcześniej!
Fot. Krzysztof Lewandowski
Jesienne mecze Ekstraligi Rugby odbywały się bez udziału publiczności. Na zdjęciu ostatnie spotkanie rundy: Orkan Sochaczew - Awenta Pogoń Siedlce

Cztery miesiące grania bez jednego tygodnia przerwy. Tak może wyglądać runda wiosenna w wykonaniu najlepszych zawodników Ekstraligi Rugby. Rozgrywki mają wrócić w ostatni weekend lutego i potrwać – niemal bez żadnej przerwy – do połowy czerwca, a potem jeszcze przez dwa tygodnie będzie grać reprezentacja olimpijska.

Oznacza to szesnaście, a dla niektórych zawodników osiemnaście weekendów z rzędu z rugby. W tej dyscyplinie – dodajmy w Polsce wciąż amatorskiej – to dawka mordercza. Wprawdzie tej próbie zostaną poddani tylko najlepsi z najlepszych – najcięższy scenariusz - gry bez chwili wytchnienia czeka zawodników, którzy będą godzić grę w Ekstralidze, reprezentacji Polski w rugby XV oraz w odmianie olimpijskiej, ale pozostali nie będą mieli dużo lżej. Wielkiej presji poddani zostaną również zawodnicy z kadry do lat 20, którzy jednocześnie grają w Ekstralidze, a jest ich wielu. Oni też będą mieli podobny kalendarz.

 

Koronwirus namieszał

 

Skąd takie niesamowite natężenie gier, niespotykane do tej pory w polskim rugby? Oczywiście z powodu jesiennej, drugiej fali pandemii. W październiku COVID’19 dopadł bowiem również polskie jajo. Nie odbyły się niemal w całości dwie kolejki Ekstraligi rugby, nie odbył się również mecz reprezentacji Polski z Ukrainą. Teraz te trzy mecze trzeba wcisnąć do wiosennego kalendarza.

 

W piątek ma na ten temat debatować zarząd Polskiego Związku Rugby. Szef wyszkolenia związku Jacek Zalejarz chce poddać pod głosowanie terminarz, wedle którego rugbiści wróciliby na boisko w ostatni weekend lutego, a sezon ligowy skończyłby się 12-13 czerwca.

 

W tym czasie trzeba zmieścić dziewięć kolejek rundy wiosennej, dwie zaległe rundy jesiennej, trzy mecze reprezentacji Polski w rugby XV, jeden turniej rugby siedem, na który ma wyjechać kadra, na pewno również turnieje mistrzostw Polski rugby 7. Po ostatnim, czerwcowym meczu Ekstraligi reprezentantów Polski w odmianie olimpijskiej, czyli „siódemkach”, czekać będą jeszcze dwa tygodnie walki w turniejach mistrzostw Europy. Dla tych graczy będzie oznaczać to, że gdy zaczną w ostatni weekend lutego, skończą na początku lipca.

 

Końska dawka dla kadrowiczów

 

Wielu „siódemkowiczów” gra również w kadrze rugby XV. Jeśli wezmą udział we wszystkich akcjach obu reprezentacji i zagrają wszystkie mecze Ekstraligi, włączając w to finał, daje to 18 tygodni nieprzerwanego grania. Czy ktoś jest w stanie to wytrzymać?

 

- Kalendarz gier reprezentacji, zaległe mecze Ekstraligi, plus kadra „siódemek” nie daje nam żadnego pola manewru. I tak jest dobrze, że turniej finałowy mistrzostw Europy do lat 20 będzie rozegrany w czerwcu lub lipcu, a wcześniej ta kadra będzie miała do rozegrania tylko dwa mecze eliminacyjne – mówi Jacek Zalejarz. – Zdaję sobie sprawę, jak mordercza to będzie dawka, zwłaszcza dla reprezentantów Polski. Może w łonie klubów Ekstraligi trzeba będzie się zastanowić nad przedłużeniem kalendarza do połowy lipca. Wtedy byłby czas na przerwy i regenerację, ale to z kolei oznaczałoby krótką wakacyjną przerwę i granie jesienią do końca listopada – mówi Zalejarz.

 

Ekstraliga już się szykuje

 

Tymczasem niemal wszystkie zespoły Ekstraligi rugby wróciły już do treningów po krótkiej, jesiennej przerwie. Licząca 10 drużyn liga zmagania powinna zakończyć 25 października. I tak się stało. Wcześniej nie udało się jednak rozegrać, w zależności od klubu, od jednej do dwóch kolejek. Po osiem z dziewięciu meczów mają „zaliczone” tylko dwa kluby – sąsiadujące ze sobą w tabeli Lechia Gdańsk – czwarte miejsce 20 punktów oraz Orkan Sochaczew – piąta lokata, 19 punktów.

 

ZOBACZ TAKŻE: Szlachetna akcja polskich rugbistów 

 

Lider tabeli – sopockie Ogniwo, tak jak wszystkie pozostałe ekipy, rozegrał tylko siedem meczów. Mistrz Polski z 2019 roku jako jedyna drużyna w Ekstralidze jest niepokonany. Ma aż 11 punktów przewagi (33) nad drugim w tabeli zespołem Master Pharm Rugby Łódź, co oznacza niemal pewność rozegrania czerwcowego finału na własnym stadionie. Regulamin Ekstraligi jest tak skonstruowany, że w meczu o złoto najlepsza drużyna sezonu zasadniczego podejmuje na własnym stadionie drugi zespół rozgrywek.

 

Na dalszych miejscach ścisk, jakiego nie było od lat. Siódma w tabeli warszawska Skra (17 pkt) wciąż ma realne szanse gry nawet w wielkim finale. Do pierwszej czwórki kandyduje nawet przedostatnia w tabeli Juvenia Kraków. Tylko beniaminek z Jarocina – Sparta szans już nie ma żadnych, ale wciąż może walczyć, wzmacniać zespół i szykować się do walki w meczu barażowym. Ostatnia ekipa tabeli zagra bowiem w czerwcu ze zwycięzcą I ligi o grę w kolejnym sezonie na najwyższym poziomie rozgrywkowym polskiego rugby.

Robert Małolepszy, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze