Iwanow: Na świadectwie Lecha za wielu dobrych ocen nie ma

Piłka nożna
Iwanow: Na świadectwie Lecha za wielu dobrych ocen nie ma
Fot. Cyfrasport
Iwanow: Europa szybko wystawia świadectwo, na którym za dużo dobrych ocen niestety, nie ma. Ta jesień dokładnie to pokazała. Poprawkę można zrobić już latem. Bo Conference League wcale nie musi wystąpić w roli mniej wymagającego nauczyciela.

Europejska przygoda Lecha Poznań dobiegła końca i nie ma się co zżymać, że stało się to już w fazie grupowej. Awans kosztem takich klubów jak Benfica Lizbona czy Glasgow Rangers byłby w naszej polskiej rzeczywistości olbrzymią sensacją. Ale też taką samą, jak wyeliminowanie przed blisko dziesięcioma laty także przez klub z Wielkopolski Juventusu Turyn.

Nawet gdy pojawiały się wówczas głosy, że „Stara Dama” miała inne sprawy na głowie i może nie do końca koncentrowała się na Lidze Europy, sukcesu „Kolejorza” umniejszać absolutnie nie można. Bo we włoskiej drużynie byli Del Pierro, Sissoko, młodzi jeszcze Chiellini czy Bonucci oraz Marchisio czy Iaquinta. A w grupie poza nią były przecież jeszcze ekipy Manchesteru City i Salzburga.

 

Skład Lecha też nie był wówczas na tyle szeroki, by zespół był w stanie rywalizować na dwóch frontach. Ale Jacek Zieliński, a potem Jose Maria Bakero, mimo kiepskiej sytuacji w Ekstraklasie, na Europę wystawiali wszystko to co najlepsze. Czym to skutkowało? Niezapomnianymi wieczorami, które wspomina się przy Bułgarskiej do dziś. Ale w lidze, wiosną po odpadnięciu w 1/16 finału z Bragą, do miejsca gwarantującego ponowną promocję do pucharów trochę zabrakło. Tylko trzech punktów ale jednak. Teraz, jak wiemy, myślenie w Poznaniu było inne. Dariusz Żuraw musiał kalkulować.

 

Historia w jakimś sensie znowu się powtarza. Lech, walcząc najpierw o Ligę Mistrzów, starał się o dobrze rokującego Artjomsa Rudnevsa. Negocjacje trwały długo, węgierski Zalaegerszegi nie puszczał go, aż kwota nie była odpowiednia. Champions League „Kolejorz” atakował parą Joel Tshibamba/Artur Wichniarek. To nie mogło się udać, mimo, że na drodze stała Sparta Praga.

 

Łotysz był gwiazdą fazy pucharowej, ale może gdyby dokonano tej transakcji wcześniej, byłaby to grupa LM, gdzie „kasa” jest nieporównywalnie wyższa. Zaoszczędzono żeby nie zyskać. „Zagrano” bezpiecznie, bez ryzyka. I teraz można odnieść wrażenie, że gdyby podjęto bardziej odważne (kosztowne) ruchy, część pieniędzy dzięki bonusom za punkty mogłyby to zrównoważyć a i w lidze sytuacja byłaby spokojniejsza.

 

Rudnevs oraz, co prawda nie tak wartościowy ale sprzedany do bogatszej Anglii Aleksandyr Tonev, byli ostatnimi z zagranicznych piłkarzy Lecha, za którego wzięto naprawdę dobre pieniądze. Hamburg w 2012 roku dał za Artjoma 3,5 mln euro, rok później Aston Villa wyłożyła za Bułgara 3,2 mln.

 

Dziś kwoty te może nie robią wielkiego wrażenia, ale żyjemy przecież w innych finansowych realiach. Łotysz zapisał ważną kartę w historii klubu, podobnie jak Manuel Arboleda czy Semir Stilić. Christian Gytkjaer? Żadnego trofeum do gabloty swoimi golami nie „wsadził”. Odszedł za darmo. Nie dziwię się, że dziś więcej mówi się o Mikaelu Ishaku, a jest tu dopiero od lata.

 

Kto, nie licząc jego, z pozyskanych ostatnio obcokrajowców, podniósł jakość zespołu? Ramireza nie liczę, bo on nie został „wyskautowany” przez Lecha, tylko wypromował się w ŁKS-ie. Śatka, Crnomarković, Sykora, Butko, Kravets, Awwad? To nie jest ten poziom piłkarzy, który potrzebny jest takiej firmie jak Lech Poznań.

 

ZOBACZ TAKŻE: Mistrzowie świata z 1982 nieśli trumnę swojego króla strzelców 

 

No właśnie. Firma. Klub jest przedsiębiorstwem. Słupki muszą się zgadzać. „Kolejorz” zarobił bardzo dobre pieniądze na sprzedaży Jóźwiaka, Gumnego i Modera. Dostał bonusy za awans i grę w Lidze Europy. Żałować można, że z powodu braku kibiców na trybunach nie było solidnego dopływu z dnia meczowego, ale z tego powodu cierpiała prawie cała Europa.

 

Pytanie czy dobrze wydawał? Ilość i jakość wydaje się jednak niewłaściwie dobrana. Na Stal Mielec i Podbeskidzie Bielsko-Biała jeszcze to wystarcza. Ale Europa szybko weryfikuje takie działania i błyskawicznie wystawia świadectwo, na którym za dużo dobrych ocen niestety, nie ma. Ta jesień dokładnie to pokazała. Poprawkę można zrobić już latem. Bo Conference League wcale nie musi wystąpić w roli mniej wymagającego nauczyciela.

Bożydar Iwanow, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze