Gołowkin - Szeremeta: Charaktery na remis. Boksersko przepaść

Sporty walki
Gołowkin - Szeremeta: Charaktery na remis. Boksersko przepaść
fot. PAP
Na ringu w Hollywood na Florydzie Kamil Szeremeta (21-1, 5 KO) przegrał przed czasem z Giennadijem Gołowkinem (41-1-1, 36 KO) walkę o mistrzostwo świata organizacji IBF.

Na ringu w Hollywood na Florydzie, w pojedynku pomiędzy mistrzem świata wagi średniej IBF Giennadijem Gołowkinem (41-1-1, 36 KO) i pretendentem do tytułu Kamilem Szeremetą (21-1, 5 KO) był remis na charaktery, ale przepaść w umiejętnościach pięściarskich. Szeremeta był cztery razy na deskach, Gołowkin od początku był we wszystkim lepszy, więc sędzia słusznie zakończył nierówną rywalizację po siódmej rundzie. Polak mógł przegrać nie tylko walkę, ale i zdrowie.

Wszystko wokół GGG

 

Promotor Eddie Hearn podróżował odrzutowcem pomiędzy San Antonio w Teksasie (gdzie będzie walka Canelo Alvarez - Callum Smith), a Hollywood na Florydzie, gdzie Kamil Szeremeta miał się bić się z legendarnym Kazachem Giennadijem Gołowkinem. Dla Anglika ważniejsza była druga walka, bo Smith to jego zawodnik, ale Kamil Szeremeta i bez tego wiedział, że nie będzie w piątkowy wieczór najważniejszy. “Wiem... i mi to nie przeszkadza. Przyjechałem tutaj walczyć o pas z legendą i zostać pierwszym polskim mistrzem świata w wadze średniej. I zrobić historię nie tylko polskiego boksu, ale polskiego sportu” - mówił niepokonany Polak. “Nie mam nic do stracenia, już wygrałem, ze tu jestem. Teraz czas wygrać”.

 

Fiodor Łapin, trener Szeremety też postawił wszystko na jedną kartę. Naprawdę ciężko przeszedł COVID-19, a do Hollywood wyleciał dosłownie kilka godzin po tym, jak przeszedł negatywny test w Polsce. “Zdrowy w pełni nie jestem, czuje się fatalnie, ale nie zostawię mojego chłopaka w takiej walce. Nie ma nawet takiej opcji” - mówił Fiodor, kiedy czekał na wyniki już kolejnych testów - tym razem już na Florydzie.

 

Zobacz także: Anthony Joshua znokautował Kubrata Pulewa i zachował trzy mistrzowskie pasy

 

Podobnie jak jego pięściarz, trener Polaka też doskonale rozumiał dlaczego całe zainteresowanie, cała promocja gali toczy się wokół Gołowkina. “GGG to jeden z największych pięściarzy tego sportu - w historii wagi średniej. Traktuje boks jak religię, to dla niego wszystko, więc nie ma możliwości by nas zlekceważył. Zupełnie nie bierzemy tego pod uwagę, wiemy jak trudne czeka nas zadanie. Gołowkin ma 38 lat, ale przygotowany jest na pewno na 100 procent, wie, że walczy o rekord (21 obron pasa wagi średniej - przyp. PG). Jedno wiemy na pewno - nie można się cofać walcząc z Kazachem. On tylko na to czeka, wtedy jest najgroźniejszy. Kamil musi zmieniać pozycję na ringu, być agresywnym. To ryzykowne, ale nie ma innej drogi by walczyć z pięściarzem tej klasy, co Gołowkin” - mówił Fiodor Łapin.

 

Dziennikarze, kibice czy bukmacherzy w USA, nie dawali Szeremecie żadnych szans. Większość opinii była takich, że Polak nie będzie w ringu dłużej niż pięć rund, praktycznie w typowaniach dziennikarskich nie było opcji innej niż wygrana GGG. I to nie punktowa - tylko przez nokaut. “Jeśli Szeremeta wypadnie znakomicie, to ma szansę na trzecią walkę z Canelo Alvarezem. Musi potwierdzić w ringu, że piękny wygląd na ważeniu przełoży się na mistrzowską formę” - takie były opinie.

 

Charakter na remis, ale umiejętności? Przepaść

 

Nie wiem czy się dokładnie przełożyło, ale różnica między Kazachem a Polakiem była olbrzymia. Nie w charakterze, bo ten miał Kamil Szeremeta do ostatniej siódmej rundy, kiedy sędzia Telis Assimenios zdecydował się zatrzymać walkę. Sportowo to była przepaść. Krytyka ze strony dziennikarzy w USA nie była jednak skierowana po zakończeniu walki w stronę Polaka, ale organizacji rankingowej IBF, która wyznaczyła Szeremetę do pojedynku o tytuł. Bo przecież Gołowkin tylko zrobił to, co od niego wymagano.

 

“Czułem swoją siłę, to, że trafiałem tak celnie nie było dla mnie żadnym zaskoczeniem - miałem wiele czasu na przygotowania. Mówiłem, że wrócę (do dawnej formy) po walkach z Canelo. Szanuję trenera Kamila, szanuję Kamila narożnik, ale sędzia podjął słuszną decyzję. Kamil już był skończony” - mówił po walce Giennadij Gołowkin. I miał rację, bo już w pierwszej rundzie pojedynek zamienił się w jednostronny popis Kazacha, a liczby były przytłaczające - trafionych ciosów: 228 Gołowkin, 59 Szeremeta; lewych prostych: 94 Gołowkin, 10 Szeremeta i wreszcie liczba trafionych mocnych ciosów; Gołowkin 134 i aż 57 procent wszystkich wyprowadzonych, a Szeremeta zaledwie 49. Ale czy ktokolwiek mógł przed walką o pas z GGG myśleć, że walka może być inna? Tutaj cudu być nie mogło.

Przemysław Garczarczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze