Rządzą światowym boksem, zarabiają miliony. A jak zaczynali?

Sporty walki
Rządzą światowym boksem, zarabiają miliony. A jak zaczynali?
Fot. PAP
Eddie Hearn (pierwszy z prawe) promuje m.in Anthony'ego Joshuę. Biznes przejął po ojcu - Barrym (drugi od lewej)

Bob Arum, Eddie Hearn, Alan Haymon - ta trójka rządzi dziś światowym boksem, choć żaden z nich w początkach kariery szermierką na pięści się nie interesował. Prawnik amerykańskiego Departamentu Sprawiedliwości, syn milionera od pokazywania snookera i darts czy wreszcie biznesmen robiący koncerty Whitney Houston - jak trafili do boksu?

Bob Arum/USA/Top Rank Boxing, 89 lat. Telewizja: ESPN

 

Przykład  Boba Aruma (i nie tylko jego), urodzonego w Crown Heights, ortodoksyjnej części nowojorskiego Brooklynu pokazuje, że droga do wielkiego promotorskiego boksu może zaczynać się na ulicach, w więzieniu, ale też w Harvardzie i na ważnych rządowych stanowiskach prawnych Stanów Zjednoczonych. Arum, który zanim rozpoczął studia na Harvardzie (które skończył z dyplomem prawnika i wyróżnieniem) zupełnie nie interesował się boksem ani żadnym innym sportem -  z wyjątkiem futbolu amerykańskiego. Interesował się natomiast prawem, zaczynając zaraz po studiach, za czasów prezydentury Johna F. Kennedy'ego Juniora pracę w amerykańskim Departamencie Sprawiedliwości.

 

Droga do bycia jednym najważniejszych promotorów pięściarskich w historii boksu wydawała się w 1960 roku dla Aruma bardzo daleka, a o wszystkim zadecydował przypadek. Jako pracownik Departamentu Sprawiedliwości przypadła mu rola obliczenia wszystkich wpływów z legendarnej walki Sonny Listona z Floydem Pattersonem, w 1962 roku na stadionie baseballowym Chicago White Sox.

 

Zadaniem Aruma i pracowników urzędu podatkowego było przechwycenie wszystkich rachunków i naliczenia odpowiednich podatków. Nie było to łatwe, bo większość transakcji (nie mówiąc już o zakładach) przeprowadzana była nielegalnie. Podczas wizyty w Chicago, Arum poznał - jeszcze jako prawnik "strony wrogiej" - wszystkich największych ludzi boksu.

 

Najważniejszym był Lester Malitz, wiceprezydent wpływowej firmy reklamowej "Leo Burnett", pionier zamkniętych transmisji TV w barach czy salach kinowych, późniejszy promotor gali Ernie Terrell - George Chuvalo. Legendarny futbolista Cleveland Browns Jim Brown, przyjaciel Aruma i Muhammada Ali przekonywał, że tamta walka w Kanadzie w 1965 roku, była przełomowa dla decyzji Aruma zostania promotorem bokserskim. Sam Arum twierdzi, że było to rok później, kiedy nie pracował już w Departamencie Sprawiedliwości, ale na Wall Street. "Pierwsza walka jaką w życiu widziałem była razem z Alim - jego pojedynek w Toronto, w 1966 roku z Chuvalo" - mówi legendarny promotor, który był  wtedy wiceprezydentem firmy promocyjnej Muhammada - "Main Bout". Reszta...to już historia.

 

Eddie Hearn/Anglia/Matchroom Boxing, 41 lat. Telewizja: DAZN/SKY 

 

Matchroom Sport, założony przez ojca Eddie Hearna, Barry’ego powstał w 1982 roku, więc Eddie przyznaje, że od urodzenia był w uprzywilejowanej sytuacji wychowywania się w domu ojca-milionera, ze znakomitym kontaktami w świecie sportu i mediów. Firma znana wtedy była ze sportowej popularyzacji snookera, bilarda, pokera czy dartsa zdecydowanie bardziej niż z zainteresowania zawodowym boksem. Nawet kiedy Eddie Hearn zakończył naukę (nie bez trudności) zajmował się u ojca nie boksem, ale reprezentowaniem interesów golfistów, później promowaniem internetowego pokera, w ramach pokazywanych nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale na świecie programów firmowanych przez Matchroom Sports.

 

"Jako  nastolatek, może przez rok czy dwa, miałem obsesję na temat boksu, ale później to minęło, bo ojciec nie robił prawie żadnych gal. Było chyba osiem w roku, bardziej dla starych znajomych ojca, żeby dać im zarobić. Wynajmowaliśmy pięściarzy miejscowych promotorów, traciliśmy na gali 40-50 tysięcy funtów, ale uważaliśmy, że to nasz obowiązek".

 

Tutaj też o wszystkim rządził przypadek - podczas wieczoru pokerowego Hearn spotkał Audleya Harrisona, podejmując się jako promotor odbudowania jego kariery i zapraszając go do udziału w firmowanym przez "Matchroom", ale ciągle mało popularnym turnieju "Prizefighter". I tak to się zaczęło, choć po doprowadzeniu do fatalnej - dla niego - walki Harrison kontra David Haye, przegranej w koszmarnym stylu przez Harrisona, wtedy trzydziestoletni Eddie zarzekał się, że w już "nigdy, nigdy w życiu" nie zrobi żadnej walki pięściarskiej…

 

Alan Haymon/USA/Premier Boxing Champions, 65 lat. Telewizja: FOX/Showtime

 

Al Haymon ma jedna cechę wspólną z promotorem, który kilkadziesiąt lat przed nim zrewolucjonizował boks - chodził do tego samego liceum w Cleveland co legendarny Don King.  Ma jeszcze jeden związek z boksem - jego brat Bobby Haymon był pięściarskim "journeymanem" w latach 1969-1978, ale styczność brata z wielkim boksem zaczęła się i skończyła, kiedy znokautował go Sugar Ray Leonarda. Podobno Alanowi, który podobnie jak Arum, ukończył prestiżowy Harvard, bardzo nie podobał się w sposób w jaki managerowie traktowali jego brata, ale wtedy jeszcze wyrabiał sobie nazwisko w świecie wielkiej muzyki, a nie boksu.

 

Promowanie wielkich gwiazd jak Eddie Murphy, Whitney Houston czy Janet Jackson, tworzenie firm kontrolujących każdą część show biznesu spowodowało, że Haymon szybko stał się głównym partnerem wielu stacji telewizyjnych - przede wszystkim dla będącego wtedy potentatem pięściarskim HBO.

 

Znajomości Haymon zaczął wykorzystywać dla boksu dopiero w 1999 roku, kiedy sprzedał firmy kontrolujące muzyczne koncerty w USA. Pierwszym pięściarzem, z którym  pracował był Vernon Forrest, a kooperacja z HBO rozwinęła się bardzo szybko, jego pięściarze traktowani byli zawsze bardzo dobrze. Przez następne lata zdanie Haymona znaczyło w HBO bardzo wiele, a  kiedy zaczął współpracować z Floyd’em Mayweatherem Juniorem, syn pastora z Cleveland stał się najważniejszym człowiekiem w świecie amerykańskiego boksu. 

Przemysław Garczarczyk z Chicago, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze