Kowalski: W rozgrywce Milika reprezentacja spadła na dalszy plan

Piłka nożna
Kowalski: W rozgrywce Milika reprezentacja spadła na dalszy plan
Fot. Cyfrasport
Arkadiusz Milik ostatni klubowy mecz rozegrał pół roku temu

Arkadiusz Milik nie gra już pół roku w Napoli. Ostatni mecz z Barceloną w Lidze Mistrzów, w którym uczestniczył, odbył się 8 sierpnia. Później jeszcze skorzystał z koła ratunkowego, jakie rzucił mu w reprezentacji Jerzy Brzęczek i... koniec. To brutalna prawda, a rzeczywistym powodem tak długiego rozbratu z profesjonalną piłką jednego z naszych najlepszych napastników jest chciwość.

Latem Polak nie zgodził się na przedłużenie kontraktu i podwyżkę, dzięki czemu klub zapewniłby sobie zarobek przy spodziewanym transferze swojego gracza. Jak poinformowała „La Gazzetta dello Sport”, Milik miał ofertę 4 mln euro netto, zamiast dotychczasowych 2,5 mln euro. Nie zgodził się jednak, żądając przynajmniej o milion euro więcej i charyzmatyczny właściciel klubu Aurelio de Laurentiis uznał, że w takim razie jego gracz spędzi czas do końca kontraktu (czerwiec tego roku) na trybunach. Jak twierdzą Włosi, postanowił nie ulec szantażowi, nawet stracić (nie pozwolić na transfer do Marsylii czy Atletico Madryt zimą), ale pokazać, że nie pieniądze są najważniejsze i wysłać czytelny sygnał do całego środowiska w stylu: „ze mną nikt nie będzie sobie pogrywać”.

 

Można się na włoskiego potentata zżymać, uważać go za furiata, ale nie sposób uznać jego argumentów za całkowicie chybione. Warto pamiętać, że to właśnie Napoli wciągnęło Arkadiusza na naprawdę szerokie wody, płacąc za transfer ogromne pieniądze i zapewniając mu przez lata godną pensję. A w momencie kryzysu, kiedy dwukrotnie zerwał więzadła krzyżowe w dwóch nogach, wykazywało się cierpliwością (napastnik był wyłączony z gry przez kilkanaście miesięcy), wsparciem i przede wszystkim gwarancją płynności finansowej, czyli normalnych wypłat.

 

ZOBACZ TAKŻE: Bayern przegrał z drugoligowcem i odpadł z Pucharu Niemiec

 

De Laurentiis oczekuje po prostu jakiejś formy rekompensaty, nie mówiąc już o czymś tak staroświeckim, jak przywiązanie do barw klubowych" czy szacunku do kibica. Oferta podwyżki nie była też z jego strony z pewnością jałmużną, ale sytuowałaby wychowanka Rozwoju Katowice, jako jednego z czterech najlepiej zarabiających graczy Napoli.

 

Jasne, że piłkarz i jego menedżer (Dawid Pańtak), mają prawo mieć swoje zdanie, swoją strategię i prowadzić karierę Milika wedle własnego uznania. Tak jak, każdy z nas ma prawo to oceniać. Zwłaszcza przez pryzmat interesu reprezentacji Polski, której Milik jest od lat istotną częścią. A każdy zawodowy piłkarz zdaje sobie sprawę, że pół roku bez gry oznacza, że po powrocie potrzebuje kolejnych sześciu miesięcy, aby wrócić na poprzedni pułap. Gdyby przerwa miała się przedłużyć do lata, byłaby to po prostu katastrofa i tak naprawdę koniec marzeń o tym, że Arek mógłby realnie pomóc kadrze podczas mistrzostw Europy.

 

To też zaprzeczenie logiki, którą kieruje się wielu piłkarzy w kłopotach klubowych przed wielkim turniejem. Z reguły robią oni wszystko (zmieniają kluby nawet na słabsze, idą na wypożyczenia, obniżają swoje wymagania finansowe), aby tylko nie wypaść z obiegu i być w rytmie meczowym przed wysyłanymi powołaniami.

 

Sądząc po manewrach naszego asa i jego otoczenia: albo w całej rozgrywce reprezentacja Polski jest na dalszej pozycji i niespecjalnie się w tym liczy (w końcu to nie w niej zarabia się pieniądze), albo istnieje jakieś przekonanie, że nawet w takiej sytuacji zawodnik powołanie otrzyma. Na jakiej podstawie? To już temat do innej dyskusji.

Cezary Kowalski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze