Białoński: 36 lat temu Boniek podbił Europę. W Polsce nikt tego nie oglądał

Piłka nożna
Białoński: 36 lat temu Boniek podbił Europę. W Polsce nikt tego nie oglądał
Fot. PAP
Zbigniew Boniek w innym historycznym meczu z Liverpolem. To też rok 1985. Finał Pucharu Europy na stadionie Heysel. Przed meczem doszło do zamieszek kibiców, zginęło 39 osób. Spotkanie jednak rozegrano. Juventus znów wygrał - 1:0 po golu Platiniego.

Gdyby dziś doszło do takiego meczu, pokazałyby go w Polsce dwa kanały, a wszystkie portale i gazety uczyniłyby z niego wydarzenie dnia. 16 stycznia 1985 r. o wyczynie Zbigniewa Bońka w meczu o Superpuchar Europy przeciętny Polak dowiedział się dopiero nazajutrz, z Dziennika Telewizyjnego. W tamtym okresie "Zibim" interesował się Real Madryt – wspomina szef Sportu w Interii Michał Białoński.

W meczu o Superpuchar Juventus pokonał Liverpool 2-0, po golach Zibiego. Mimo przenikliwego zimna na Stadio Comunale w Turynie zasiadło ponad 55 tys. ludzi. Przez opady śniegu istniało ryzyko, iż mecz nie zostanie rozegrany. Niemiecki sędzia Dieter Pauly odgwizdał jednak początek spotkania.

 

W mroźnej aurze Boniek czuł się jak ryba w wodzie. Pierwszego gola strzelił po podaniu Massimo Briaschiego, do którego dalekie, prostopadłe zagranie posłał Michel Platini. Kontra miała tempo, pomysł, czyli wszystko, co jest konieczne, aby ugodzić rywala. "Zibi" trafił lewą nogą z 15 m w prawy róg, precyzyjnie do bólu. Strzegący bramki „The Reds” Bruce Grobbelaar z Zimbabwe był bez szans. Alan Kennedy próbował ratować  Liverpool wślizgiem, ale był spóźniony. Polak pędził jak wiatr.

 

Co ciekawe, Kennedy był jednym z trzech Anglików w składzie „The Reds”, który zdominowała czwórka Szkotów (Steve Nicol, Alan Hansen, Kevin MacDonald, John Wark).

 

W tamtym okresie piłkarze od reszty świata nie byli odgrodzeni barierkami i armią ochroniarzy. Oto do cieszącego się z gola za bramką Bońka podszedł fotoreporter i z uznaniem poklepał go po plecach. Dziś taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia.

 

Drugi gol to zasługa dośrodkowania z lewego skrzydła Briaschiego i precyzyjne dołożenie lewej nogi Bońka, któremu nie przeszkodził fakt, że znajdował się w pełnym biegu. Zatem to nie współpraca z przyjacielem Platinim, ale właśnie z wychowankiem Vicenzy – Briaschim zaowocowała obiema bramkami.

 

W Polsce wiadomość o wyczynach Zibiego przebiła się dopiero nazajutrz. Tak zwana szersza publiczność usłyszała o nich z Dziennika Telewizyjnego, o godzinie 19:30.

 

- "Nawet największe dzienniki światowe uległy magii futbolu i maestrii naszego piłkarza. Ogromne tytuły. „La Repubblica”: ‘Gole Bońka rzuciły na kolana sławny Liverpool’ – czytał lektor.

 

ZOBACZ TAKŻE: Juventus pokonany we włoskim klasyku

 

TVP zaprezentowała też rozmowę telefoniczną z Bońkiem, w której na plan pierwszy przebijała się oferta Realu Madryt, który chciał pozyskać asa Juventusu i reprezentacji Polski.

 

"Jeśli chodzi o ewentualne odejście do Realu Madryt, to rzeczywiście kontrakt kończy się 30 czerwca. Drużyn na Zachodzie jest bardzo dużo. Propozycji mi nie brakuje, ale za wcześnie o nich mówić. Na razie interesuje mnie tylko odrobienie z Juventusem straconych punktów do lidera i trzeba pomyśleć o zdobyciu Pucharu Europy Mistrzów Krajowych" – opowiadał niespełna 29-letni Zbigniew Boniek.

 

Pomimo upływu 36 lat bohater nocy ze Stadio Comunale wszystko doskonale pamięta. Opady śniegu spowodowały spore problemy.

 

- Rano w dniu meczu, po sprawdzeniu stanu murawy zrobiłem wszystko, żeby odpowiednio przygotować buty. Wkręciłem w nie specjalne, dłuższe korki, by mieć lepszą przyczepność. W lankach nigdy nie grałem – wspomina specjalnie dla nas Zbigniew Boniek.

 

Uważa, że Superpuchar Europy ma same zalety.

 

- To fajny mecz. Interesuje głównie uczestniczące w nim drużyny. Każda z nich wzbogaca gablotę o jakieś trofeum. Natomiast pozostałe zespoły z krajów niezainteresowanych nie za bardzo wiedzą, że taki się mecz odbywa. Pamiętam, że we Włoszech się o tych rozgrywkach zupełnie nie mówiło, o ile do Superpucharu nie trafił któryś z włoskich zespołów – opowiada.

 

"Zibi" pamięta także każdy detal po powrocie do domu, z meczu, po którym był noszony na rękach i okrzyknięty największą gwiazdą wieczoru.

 

- Pod szatnią wszyscy na mnie czekali, emocje były niesamowite. Wracam do domu, żona otwiera mi drzwi, zmęczona, zaledwie tydzień po porodzie i pyta: „Jaki był wynik?” „Dwa zero”. Słysząc odpowiedź, poszła spać, nie wiedząc nawet, kto strzelił dwie bramki – uśmiecha się dziś Zbigniew Boniek.

 

16 stycznia 1985 r., Superpuchar Europy

Juventus Turyn – Liverpool FC 2-0 (1-0)

Bramki: Zbigniew Boniek (39. Min z podania Briaschiego), 2-0 Zbigniew Boniek (79. Z podania Briaschego).

Juventus: Luciano Bodini – Luciano Favero, Sergio Brio, Antonio Cabrini – Massimo Briaschi, Massimo Bonini, Gaetano Scirea, Michele Platini, Marco Tardelli – Zbigniew Boniek, Paolo Rossi.

Trener: Giovanni Trapattoni

Liverpool: Bruce Grobbelaar – Phil Neal, Mark Lawrenson (46. Gary Gillespie), Alan Hansen, Alan Kennedy – Steve Nicol, Kevin MacDonald, John Wark, Ronnie Whealan – Paul Walsh, Ian Rush.

Trener: Joe Fagan

Michał Białoński, Interia

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze