Kogo wybierze Boniek? Wichniarek ma dwa nazwiska!

Piłka nożna
Kogo wybierze Boniek? Wichniarek ma dwa nazwiska!
Fot. Cyfrasport

Dwa nazwiska - jedno niemieckie, jedno włoskie dorzuca do giełdy potencjalnych selekcjonerów naszej kadry ekspert Polsatu Sport Artur Wichniarek. Nazwiska z najwyższej, światowej póki! Czy prezes Boniek myśli o którymś z nich?

Zwolnienie Jerzego Brzęczka to wielkie zaskoczenie. Moim zdaniem trzeba było tę decyzję podjąć pod koniec roku. Wtedy był dobry moment aby podziękować za wspólne 2.5 roku pracy, w której nie wszystko było złe. Awans z 1. miejsca w grupie na Euro oraz utrzymanie się w elicie Ligi Narodów to pozytyw pracy tego sztabu szkoleniowego. O minusach nie będę pisał, bo o nich mówiłem i pisałem bardzo często, a mam zasadę, że „leżącego się nie kopie”.

 

Teraz potrzebujemy selekcjonera, który swoim doświadczeniem, sukcesami i charyzmą doda te brakujące dziesięć procent, aby z bardzo ciekawej grupy piłkarzy z „Lewym”, jako liderem, zrobić zespół. Zespół, który będzie w stanie rywalizować z drużynami pokroju Anglii, Węgier, Hiszpanii czy Szwecji.

 

Czy Jerzy Brzęczek może czuć się oszukany przez prezesa Bońka, który w ciągu kilku tygodni zmienił zdanie o 180 stopni? Uważam, że z jednej strony nie, bo pracodawca ma prawo podejmować w każdej chwili trudne decyzje, a z drugiej strony to jednak lekko tak. Ale nie zwolnieniem tylko faktem, że 2.5 roku temu „Zibi” wmówił, że jest już na tyle dobrym trenerem, że może spróbować sił jako selekcjoner. Niestety, Jerzy Brzeczek uwierzył w to i przez to teraz może czuć się oszukany. Powinien wtedy grzecznie podziękować za szansę, za docenienie jego dotychczasowej pracy i za to, że znalazł się w gronie kandydatów.

 

Cenna jest wiara we własne możliwości, ale jeszcze cenniejsza jest umiejętność realnej oceny sytuacji. Pytanie gdzie było wtedy otoczenie trenera, które na pewno pomagało mu podjąć decyzję. Dlatego uważam, że nikt do końca nie oszukał samego Brzęczka. Tu nie ma jednego winnego.

 

Moim zdaniem w ogóle nie powinien być brany pod uwagę jako kandydat na trenera reprezentacji, bo jedyne kryterium, które wypełniał to polski paszport. Jego kandydatura była z kategorii niespodzianek. Można to porównać do sytuacji, w której powołujemy piłkarza z 5. ligi do kadry.

 

ZOBACZ TAKŻE: Kto za Brzęczka. Poznaj kandydatów

 

Ja grałem w 2.Bundeslidze i byłem dwa razy z rzędu królem strzelców tych rozgrywek, co zdarzyło się pierwszy raz w historii tej ligi, ale ówczesny trener kadry Jerzy Engel mówił, że II- ligowy piłkarz nie ma prawda grać w zespole narodowym, bo nie spełnia kryteriów. Podobnie jest z trenerami. 

 

Zła ocena własnych możliwości powodowała często brak realnej oceny sytuacji boiskowych i pozaboiskowych. Z trenera rokującego, któremu na początku kariery w Częstochowie, Gdańsku, w Katowicach nie do końca się powiodło, ale w Płocku budującego już coś fajnego, z piątym miejscem w ESA, mamy dziś trenera zagadkę. Trenera, który mam nadzieję doświadczenie zebrane przez ostatni okres będzie potrafił pozytywnie wykorzystać w swojej dalszej pracy.

 

Oczywiście i w świecie trenerskim zdarzają się wyjątki od reguły jak np. dziś 33-letni Nagelsamnn. Facet, który mimo bardzo młodego wieku, braku doświadczenia, objął funkcję trenera klubu 1. Bundesligi. Mając 28 lat prowadził już pierwszy zespół Hoffenheim, obejmując go bez doświadczenia, bo był wcześniej tylko trenerem grup młodzieżowych.

 

Wrzucony na głęboką wodę poradził sobie, a dziś z RB Lipsk jest pierwszym kandydatem do detronizacji Bayernu. W poprzednim sezonie, jako najmłodszy trener w historii doprowadził Byki z Lipska do półfinału Ligi Mistrzów. To jednak trener umiejący ocenić również własne możliwości. Kiedy zgłosił się po niego Real Madryt, grzecznie odmówił. Argumentował swoją decyzję tym, że aby prowadzić najlepszy klub na świecie trzeba być najlepszym trenerem na świecie, a on takim jeszcze długo nie będzie. 

 

Teraz trzeba się zastanowić kto powinien być następcą Brzęczka. Uważam, że na rodzimym podwórku takiego kandydata nie ma, bo nie przez przypadek nasze zespoły klubowe nie grają regularnie w europejskich pucharach. Dlatego trzeba szukać za granicą. Ja kierowałbym się w stronę naszych zachodnich sąsiadów, którzy w ostatnich latach produkują bardzo dobrych trenerów. Niemiecka myśl szkoleniowa jest ceniona również w innych ligach. Trzech trenerów wywodzącej się z niej było w półfinałach  ostatniej edycji Ligi Mistrzów.

 

Dajmy Robertowi Lewandowskiemu trenera z własnego, ligowego podwórka i nie mówię tu o Polsce tylko o Bundeslidze, bo po ponad 10 latach w Niemczech można chyba tak powiedzieć. Gdyby "Lewemu", który jest naszym najlepszym piłkarzem, dać trenera z Bundesligi, którego zna i szanuje, to Robert swoją charyzmą mógłby poprowadzić kolegów, przekonać, że ta osoba jest odpowiednia. Potrzebny jest nam trener, który ma doświadczenie i od wielu lat styczność z gwiazdami i potrafił je okiełznać. Z gwiazdami, które często sam tworzył.

 

Takim trenerem jest Ralf Rangnick. Ojciec sukcesów Hoffenheim oraz piłkarskiego imperium RedBulla z RB Lipsk, z półfinałem Ligi Mistrzów na koncie. Liczy się warsztat trenerski i umiejętności psychologiczne szkoleniowca. Jeżeli kierunek naszych zachodnich sąsiadów nie wszystkim odpowiada to szukajmy na południu Europy.

 

Dlatego kolejnym idealnym trenerem, który pracował z gwiazdami i odnosił sukcesy byłby Massimiliano Allegri (54 l.), ale zapewne jest szkoleniowcem drogim. Z drugiej strony PZPN jest bogaty, to czemu mu nie zapłacić ? Boniek preferuje włoski styl, Serie A i zapewne Allegri spełnia jego kryteria – jest młody, ale już bardzo doświadczony. Pięciokrotne mistrzostwo Włoch z Juventusem zapewniłoby mu na pewno wielki szacunek w szatni.

 

Artur Wichniarek, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze