Zmarzlik: Miło było przybić piątkę z Lewandowskim, a piąte miejsce, to nie koniec świata

Żużel
Zmarzlik: Miło było przybić piątkę z Lewandowskim, a piąte miejsce, to nie koniec świata
Fot. Polsat Sport
Rok temu Bartosz Zmarzlik stał na najwyższym stopniu podium plebiscytu. W tym roku był piąty, ale nie robi z tego żadnego problemu

Bartosz Zmarzlik w wywiadzie dla Polsat Sport mówi o piątym miejscu w plebiscycie, spotkaniu z Robertem Lewandowskim, marzeniu, by zagrać w reklamie i pojechać w Rajdzie Dakar. – Na razie jednak skupiam się na żużlu, bo to mnie kręci. Będę jeździł tak długo, jak długo będę czuł, że stać mnie na dobre wyniki. W tym roku chciałbym zdobyć trzeci tytuł mistrza świata. Wcześniej zostanę ojcem, liczę że to da mi dodatkowego powera – mówi Zmarzlik.

Dariusz Ostafiński, Polsat Sport: Rok temu żużel wiele zyskał, kiedy na końcu ogłoszenia wyników plebiscytu stanął pan obok Roberta Lewandowskiego. Teraz takiego obrazka w tym razem nie dostaliśmy, a czy pan zamienił słowo ze zwycięzcą?

 

Bartosz Zmarzlik, żużlowy mistrz świata: Tak. To było krótkie, ale fajne spotkanie. Pan Robert zaczepił mnie, kiedy wchodziliśmy, spytał co słychać. Miło, że taki człowiek poznaje, że przybije piątkę.

 

Rok temu mówił pan Lewandowskiemu: Widziałem kilka pana meczów. Jak to wygląda teraz?

 

Tak samo. Jak coś mam oglądać, to tylko sport. Nie całe mecze, ale zerkam. Tak było z finałem Ligi Mistrzów, który wygrał Bayern.

 

I nie przeszło panu przez głowę: szkoda, że nie zostałem piłkarzem? Lewandowski zarabia rocznie więcej niż cała żużlowa PGE Ekstraliga.

 

Z moim talentem do piłki, to by się nie udało. Szybko by ludzie powiedzieli, że ten Zmarzlik to się rozminął z rzeczywistością. Ja od małego lubiłem motosporty. Silniki, koła dwa albo cztery, to mnie kręciło. Zaczęło się to wszystko jako dobra zabawa, fajny sposób na spędzanie czasu i tak jest do dzisiaj. Żużel to jest moja pasja i może właśnie dlatego osiągam takie dobre wyniki. Robię to, co lubię, tak jest prościej. Do piłki to nawet warunków fizycznych nie mam.

 

A jak wyniki plebiscytu pan ocenia? Przyznam, że nie liczyłem, że pan wygra, ale myślałem, że nikt poza Lewandowskim i Świątek pleców panu nie pokaże.

 

A ja się nie zastanawiałem nad tym. Cieszyłem się z nominacji i z tego, że znowu jestem między wybitnymi osobowościami. Zresztą zrobiłem, co leżało w mojej gestii. Wygrałem sportowo, dostałem się, a to, że byłem piąty, jakoś mnie nie boli.

 

Dopiero piąty.

 

Nie rozpatruję tego w kategoriach, czy dopiero, czy aż. Ważne, że w dziesiątce, że całkiem wysoko. Z tego się cieszę. Tak jak i cieszę się z tego, że dostałem więcej głosów niż przed rokiem, kiedy wygrałem. Za to dziękuję kibicom, to jest dla mnie miłe i ważne. Fajnie, że doceniają moją pracę.

 

Zdaniem wielu zrobił pan, co tylko było można. Do złota dołożył pan dużą aktywność medialną. Już jednak można usłyszeć opinie, że pewnych spraw pan nie przeskoczy. Problemem żużla jest brak stałej obecności w otwartej telewizji. To ma Kamil Stoch, który przeskoczył pana dwa dni po sukcesie w Turnieju Czterech Skoczni.

 

Na pewno szkoda, że nie jesteśmy w otwartej telewizji, ale to jest coś, na co nie mam wpływu. Mogłem zdobyć tytuł mistrza i zrobiłem to, dając z siebie sto procent.

 

Żeby seryjnie wygrywać plebiscyty, trzeba być popularnym. Żużlowy menedżer Jacek Frątczak mówi, że miarą popularności jest udział w reklamach, że domy mediowe wiedzą, kto da im najlepszą reklamę. Lewandowskiego w tych reklamach widzimy, skoczków narciarskich też, a czy pan miał jakąś propozycję?

 

Na razie nie, ale każdy dzień to nowe możliwości. Nie wiem, może coś się wkrótce zmieni. Na pewno fajnie by było, ale muszę być cierpliwy, muszę jeszcze trochę poczekać. Skupiam się na sporcie, dbam o stronę medialną, a czas pokaże, czy to się przełoży na jakiś telewizyjny kontrakt. Żeby jednak było jasne, to nie mam jakiegoś ciśnienia na to. Nie zabiegam. Pracuję na wynik, a ta reklama przyjdzie bądź nie.

 

Moim zdaniem nie przyjdzie. Do skoczków przyszła, bo jeden turniej potrafi obejrzeć 11 milionów, Żużel w porywach ogląda 250 tysięcy. To nie ta skala popularności.

 

Ja byłem w otwartych kanałach kilka razy i robiłem, co mogłem, żeby mój ukochany sport zareklamować, żeby pokazać ludziom, jakie to jest fajne. Cóż więcej mogę powiedzieć. Pan podał fakty, one się zgadzają i pokazują, jak wiele pracy przede mną i całą dyscypliną. Jak mówiłem, przydałby się też jakiś otwarty kanał.

 

To jeszcze pomęczę o plebiscyt. Drapał się pan głowie, pytając, a kto to jest, kiedy okazało się, na czwartym mamy Kajetana Kajetanowicza.

 

Akurat nie, bo wcześniej miałem z nimi kontakt. Byliśmy obaj na turnieju charytatywnym u Kuby Błaszczykowskiego. Znamy się i doskonale wiem, kim jest Kajetanowicz. On na ten dobry wynik zasługiwał, ciężko na to czwarte miejsce zapracował.

 

Zapracował całą karierą, ale w 2020 roku akurat niczego spektakularnego nie osiągnął. Zresztą tak jak i Stoch. A tymczasem obaj byli przed panem. Chcę powiedzieć, że z tą popularnością żużla, to chyba coś nie tak. Za rok może pan zostać trzeci raz z rzędu mistrzem świata, a wynik może być jeszcze gorszy, bo w stawce będą medaliści olimpijscy.

 

Taki jest urok plebiscytów. Być może odzwierciedlają one popularność samej dyscypliny, ale ja nie mam sobie nic do zarzucenia w kwestii pracy na rzecz popularyzacji żużla. Robię, co mogę. Są jednak rzeczy niezależne ode mnie. Trzeba też jednak pamiętać, że w tych plebiscytach są nazwiska, z którymi nie mogę się równać. Inne sporty też mają kibiców, w wielu przypadkach jest to grupa zdecydowanie większa niż w żużlu. Poza tym, jak ja lubię te wasze dziennikarskie analizy. Zmarzlik zajął piąte miejsce i od razu problem. Dajcie się człowiekowi pocieszyć. Doceńmy też tych, co byli lepsi.

 

Dobrze, kończymy ten temat, zapewniając, że doceniamy. Porozmawiajmy natomiast o Dakarze.

 

Tak daleko w przyszłość nie chciałbym wybiegać. Teraz skupiam się na żużlu. Będę chciał jeździć, dopóki będę czuł, że jestem w stanie rywalizować na wysokim poziomie. To jest moja ukochana dyscyplina. Innych planów nie mam, bo to mnie wystarczająco kręci.

 

Jednak kilka dni temu mówił pan, że myśli o starcie w Dakarze.

 

Tak, ale bez konkretów, bo to na razie bardzo odległa sprawa. Rajdem zainteresowałem się, bo mam kolegów w Orlen Teamie, którzy biorą w tym udział. Kibicowałem Maćkowi Giemzie. Szkoda, że miał wypadek i musiał się wycofać. Byłem z nim w Dubaju, trenowaliśmy na crossie, dobrze się poznaliśmy, więc trzymałem kciuki za jego dobry wynik. Nie wyszło, ale może następnym razem będzie lepiej. Niemniej Maciej jest tą osobą, która mocno mnie w temat Dakaru wprowadziła, o wielu rzeczach mi opowiedziała.

 

I nie bałby się pan tam startować. Wiem, że na żużlu ludzie umierają, ale w Dakarze też. Ten rajd wydaje mi się o wiele bardziej ekstremalny niż jazda bez hamulców.

 

Wiem, że to duży hardcore. Wiele etapów, wiele kilometrów w naprawdę trudnych warunkach. Nie patrzmy jednak na negatywy. W sportach ekstremalnych tak się nie da. Zresztą ja zawsze patrzę w jasną stronę. Jestem życiowym optymistą. Biorę, co życie daje, cieszę się z tego, a nie dzielę włosa na czworo.

 

I rozumiem, że w ramach szukania jasnej strony pojechał pan w kolarskim wyścigu przełajowym. Z jakim skutkiem?

 

Jechałem tam jako gość. Akurat dostałem z salonu Szczepan Bike złoty rower zrobiony specjalnie dla mnie. Szybko nadarzyła się okazja, żeby go wypróbować, więc to zrobiłem. Jak na kolarskiego amatora, to spisałem się całkiem przyzwoicie. Gdyby mnie klasyfikowali, to byłbym w środku stawki.

 

A w żużlowej Lidze Mistrzów chciałby pan pojechać? Jest taki pomysł. Władze polskiej ligi chcą w krótkim czasie ograniczyć starty zawodników do jednej ligi i zrobić międzynarodowe rozgrywki. Niektórzy już narzekają, że ogranicza im się starty, ale nam wydaje się to normalne. Nie widzieliśmy piłkarza, który grałby w dwóch klubach jednocześnie.

 

Rozumiem tych, którym te decyzje wydają się krzywdzące, wiem, o co im chodzi. O planach startu Ligi Mistrzów słyszałem, ale nie mam zdania. Życie pokaże, czy to dobry kierunek. Najważniejsze, żeby szukać rozwiązań, które mogą pchnąć żużel na nowe tory.

 

Jakie plany na ten rok? Ile tych złotych medali jeszcze chce pan zdobyć?

 

W tym roku znowu chcę powalczyć o tytuł. W ogóle mam jeszcze wiele marzeń i sportowych celów. Nie mogę natomiast powiedzieć, ile jest w tych marzeniach medali. To jest tylko w mojej głowie. Istotne jest natomiast to, że dalej jestem tym samym człowiekiem, którym byłem. I nie ma szans, żeby zakręciło mi się w głowie od sukcesów, bo mama jest obok i trzyma rękę na pulsie.

 

Wkrótce zostanie pan ojcem.

I uważam, ze to da mi dodatkowego "powera". Będzie kolejna osoba, do której będę chciał wracać, na pewno damy sobie z Sandrą radę. Pieluchy już nauczyłem się zmieniać, a w tej chwili jeszcze szukamy ostatnich rzeczy do pokoju dla dziecka. Na pewno nie czuję żadnego stresu, może przed samym porodem się pojawi.

Dariusz Ostafiński, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze