Cezary Kowalski: Legia czeka na "Black Friday"

Piłka nożna
Cezary Kowalski: Legia czeka na "Black Friday"
fot. Cyfrasport
Cezary Kowalski: Legia czeka na "Black Friday"

Mistrzowie Polski wrócili ze zgrupowania w Dubaju. Rozegrali tam dwa wartościowe sparingi z Dinamem Kijów (2:0) i Krasnodarem (0:0). W obu meczach z mocnymi drużynami reprezentującymi Ukrainę i Rosję na arenie międzynarodowej piłkarze Czesława Michniewicza zaprezentowali się bardzo przyzwoicie, zwłaszcza w grze defensywnej. Z Łazienkowskiej, a właściwie z Legia Trening Center, gdzie mieści się teraz baza drużyny, nie słychać entuzjazmu. Wszystko z powodu coraz bardziej kurczącej się kadry.

Kibice spodziewali się przynajmniej kilku transferów, które są konieczne nie tylko w kontekście walki o obroną tytułu, ale przede wszystkim godnego zaprezentowania się na arenie międzynarodowej. Na logikę, można się było spodziewać jakichś zakupów, skoro do klubowej kasy wpadło kilka milionów euro za transfer Karbownika do Brighton. Okazuje się, że to nie była w żadnym razie jakaś nadwyżka, ale po prostu kwota, która pozwalała załatać budżetową dziurę. I tak naprawdę należałoby sprzedać jeszcze ze dwóch graczy za dobre pieniądze, aby klub zyskał trochę oddechu.

 

Sęk w tym, że już nie ma za bardzo kogo sprzedać. Z zawodników wobec których są takie nadzieje w kadrze zespołu są jeszcze bramkarz Cezary Miszta i Bartosz Slisz (może za jakiś czas także Bartosz Kapustka). Z drugiej strony, potrzebni są w drużynie zawodnicy, którzy spełniają kryteria obowiązkowego młodzieżowca. Nowy sztab trenerski liczył, że w związku z uszczupleniem kadry, czy jak ktoś woli: wyczyszczeniem składu, z tych, którzy niespecjalnie się przydawali, a bardzo mocno obciążali budżet będzie jakiś margines na dopływ świeżej krwi. Najlepszym przykładem jest odejście Domagoja Antolica.

 

Na marginesie: o jego związku emocjonalnym z drużyną świadczył choćby fakt, że nie zdecydował się na pożegnanie z kolegami. Na razie jednak w temacie transferów ani widu, ani słychu, bo między bajki należy włożyć zainteresowanie wypożyczeniem Kamila Grosickiego. Takiego tematu nawet nie było. A kołdra robi się krótka do tego stopnia, że Michniewicz z konieczności w Dubaju wystawiał Pawła Wszołka na boku obrony.

Zobacz także: Remis Legii Warszawa z byłą drużyną Artura Jędrzejczyka na koniec zgrupowania w Dubaju

 

Kilku zawodników odeszło, kilku zostało wypożyczonych, ale problemem są także ci, którzy pozostają, ale latem kończą im się kontrakty. To oczywiste, że zbyt duża liczba tego typu graczy w kadrze może być zabójcza, w kontekście końcowych rozstrzygnięć w lidze. Bo zawsze pojawi się pytanie, czy rozglądający się za nową pracą będą dawać z siebie wszystko dla klubu, z którym się żegnają i nie będą się przypadkiem oszczędzać.

 

Nie jest jednak tak, że nadzieja na nowe twarze już definitywnie umarła. Jak usłyszeliśmy, prezes Dariusz Mioduski liczy na okazje. Mają się one zacząć pojawiać, kiedy okienko transferowe w najważniejszych i najbogatszych ligach zostanie z końcem stycznia zamknięte (w Polsce trawa ono do końca lutego). Czyli na piłkarski „Black Friday”, kiedy ceny spadną, a ciekawi gracze będą do wzięcia za znacznie mniejsze pieniądze niż obecnie.

 

I prawdę mówiąc, od tych manewrów w najbliższym miesiącu będzie na długo zależała przyszłość Legii. Pozostanie z obecną grupą zawodników, patrząc jak wzmacniają się rywale, może oznaczać, że wielkim kłopotem będzie dla Legii obrona tytułu, nie wspominając o europejskich pucharach.

Cezary Kowalski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze