Natalia Maliszewska: Musiałam coś zrobić, bo inaczej nie byłoby szans na awans

Zimowe
Natalia Maliszewska: Musiałam coś zrobić, bo inaczej nie byłoby szans na awans
Fot. PAP
Natalia Maliszewska

Za nami niedzielne zmagania mistrzostw Europy w short tracku rozgrywanych w Gdańsku. Swoimi wrażeniami w rozmowie z Marcinem Lepą podzieliła się czołowa polska zawodniczka oraz wicemistrzyni Europy na 500 metrów - Natalia Maliszewska.

Marcin Lepa: Podsumujmy ostatni dzień mistrzostw Europy. Zaczniemy od ćwierćfinału na 1000 metrów. Dwa przewinienia na Pani, żółta kartka. Były kontrowersje, bo na tych przewinieniach skorzystały rywalki - Węgierka i Włoszka.


Natalia Maliszewska: Chciałam wejść do tego półfinału, więc wykonałam te dwa posunięcia. Nie były one najlepsze, ale uważam, że jeśli bym tego nie zrobiła to prawdopodobnie nie byłoby możliwości wejścia dalej. Ja próbowałam i naprawdę szkoda, bo czułam się w dobrej dyspozycji. To jest short track i wiele może się zdarzyć. Mam niedosyt, bo nie mogłam się sprawdzić, ale mimo wszystko to był dobry dzień i mogę być z siebie zadowolona.

 

ZOBACZ TAKŻE: Piotr Michalski tuż za podium w Heerenveen


Rozumiem, że to było kalkulowane ryzyko, które w tym przypadku się nie opłaciło?


Nie opłaciło się, ale gdybym nie zrobiła nic, to nie wiadomo co by się wydarzyło. Bieg był w miarę szybki, więc decyzje trzeba było podejmować równie szybko. To nie był mój najlepszy bieg, ale myślę, że bardzo dużo mogę z niego wynieść. Następnym razem po prostu pojadę po dużym.


Porozmawiajmy o superfinale, który mało kto lubi, bo to dystans długi i rzadko jeżdżony. Pani cały czas była czwarta, piąta, skończyła jako czwarta. Jak tu była taktyka, bo tutaj rozstrzygała się klasyfikacja wieloboju mistrzostw Europy?


3000 metrów to aż 27 okrążeń. Moim najdłuższym dystansem jest 1000 metrów, czyli 9 okrążeń, czyli tam było dużo za dużo. Taktyką było zostać z całą ekipą i nie uderzać po premiowe punkty po każdym 1000 metrów tylko zostać z nimi i walczyć o finisz. Opłaciła się w takim stopniu, że wykonałam strategię w 95 procentach, bo gdyby nie jedno potknięcie na wirażu nie wiem jak by się to skończyło. Byłam zszokowana, że byłam w stanie jeszcze dojechać. Skończyłam na szóstej pozycji i dwie dyskwalifikacje dały mi czwartą pozycję. Szkoda, bo to "drewniane" czwarte miejsce w ogólnej klasyfikacji to już moja druga taka przygoda. Jest niedosyt i szkoda tych punktów, ale do "pudła" jest blisko.

 

ZOBACZ TAKŻE: Natalia Maliszewska bez medalu na 1000 metrów


Jak ważna jest klasyfikacja wieloboju mistrzostw Europy? To ważny ranking dla pani czy jednak indywidualne dystanse są bardziej istotne?


Mówiąc o wieloboju jako sprinter nie mam zbyt wielu szans. Musiałabym jechać bardzo mocne trzy dystanse, moim najlepszym jest 500 metrów, tam walczę ile mogę. Na 1000 metrów także, ale 3000 metrów jest dystansem jak dla maratończyka. Moje nogi i moja siła fizyczna nie jest na tyle mocna, aby jechać tyle okrążeń. Uważam, że to nie jest do końca fair, bo sprinterzy nie mogą się wykazać w wieloboju, bo superfinałem jest 3000 metrów. Gdybyśmy zakończyli mistrzostwa Europy przed superfinałem, to zakończyłabym je na trzecim miejscu. To byłoby piękne zakończenie tych mistrzostw.

Marcin Lepa, PI, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze