Artur Wichniarek: Paulo Sousa ma "papiery", by odnieść z naszą kadrą sukces

Piłka nożna
Artur Wichniarek: Paulo Sousa ma "papiery", by odnieść z naszą kadrą sukces
Fot. PAP
Zbigniew Boniek przyznał, że zanim podjął decyzję, kilka razy długo rozmawiałem z Paulo Sousą

Na dziś nawet Robert Lewandowski nie może pochwalić się takimi sukcesami jako zawodnik, jak nasz nowy trener reprezentacji. Paulo Sousa, wchodząc do szatni reprezentacji Polski będzie więc miał szacunek. Przynajmniej na początku, bo efekt "wow" dość szybko przechodzi. Portugalczyk ma jednak wiele cech i argumentów, by odnieść z tą kadrą sukces.

Mamy nowego selekcjonera. Myślę, że mało kto spodziewał się akurat Paulo Sousy, choć nasz redakcyjny kolega Marcin Lepa, jako jeden z nielicznych faktycznie już w środę wieczorem na kanale Prawda Futbolu, wspólnie z Romanem Kołtoniem obszernie tego trenera opisywał.

 

Jest to wybór nieoczywisty, ale dobrze wiemy, że prezes Zbigniew Boniek lubi zaskakiwać. Nominacje za jego kadencji zawsze były nieoczywiste, bo wybranie Nawałki, czy Brzęczka do takich należały. Pierwszy wybór udany, drugi zdecydowanie mniej. Teraz Paulo Sousa.

 

Uważam, że jak na możliwości PZPN i znaczenia reprezentacji Polski na arenie międzynarodowej, jest to wybór dający nadzieję. Podpisano kontrakt z trenerem, którego największym atutem jest bardzo bogata kariera piłkarska, zaznaczona ogromnymi sukcesami. Jak na razie to nawet Robert Lewandowski takimi sukcesami pochwalić się nie może, co jednak już niedługo może się zmienić (Bayern będzie za chwilę walczył o klubowe Mistrzostwo Świata).

 

Sousa dwukrotnie sięgał po puchar Ligi Mistrzów z dwoma różnymi klubami, sezon po sezonie, co do dzisiaj udało się tylko czterem piłkarzom - Eto’o, Desailly, Piqué i Sousa. Do tego dochodzi klubowe Mistrzostwo Świata z BVB.

 

Ten tytuł to w dużej mierze zasługa nowego trenera naszej reprezentacji. Po przylocie na finał do Tokio piłkarze byli zmęczeni sezonem, długim lotem i dla nich ten mecz i trofeum aż takiego znaczenia nie miały. Wtedy głos zabrali z reguły mało mówiący Sousa i Julio Cesar (wspaniały środkowy obrońca z Brazylii, który stanowił o sile defensywy). Ich krótka, ale niezwykle emocjonalna przemowa uświadomiła reszcie zespołu, że każdy mecz, bez znaczenia jakiej rangi jest tym najważniejszym, że nie ma miejsca na sentymenty i lamentowania. 

 

Opowiedział mi tę historię Stefan Reuter, który był również zawodnikiem Borusii w tamtym czasie, a u którego byłem w czwartek, kiedy ogłaszano nowego selekcjonera. Ta historia i klika innych pokazuję, że Sousa ma charakter zwycięzcy, jest człowiekiem o silnym „mentalu”, za wszelką cenę dążącym do sukcesu.

 

ZOBACZ TAKŻE: Iwanow - Brzęczek nie musi odczuwać cierpienia

 

Mam nadzieję, że te cechy będzie w stanie zaszczepić w naszych kadrowiczach. Dopełnienie bardzo dobrej kariery to tytuły mistrzowskie z Juventusem Turyn czy Dortmundem. Taki gość wchodzi do szatni i od razu szacunek piłkarzy jest gwarantowany. Przynajmniej na początku. Tego brakowało również poprzedniemu selekcjonerowi. Oczywiście efekt „wow” trwa krótko, dlatego szybko muszą przyjść wyniki i dobra gra zespołu. Myślę, że każdy z reprezentantów na wstępie będzie miał do Portugalczyka duży szacunek, bo nawet jeśli wcześniej kadrowicze go nie kojarzyli, to na pewno nadrobili zaległości.

 

Jako trener może niewątpliwie poszczycić się sporym doświadczeniem. Prowadził wiele klubów z różnych krajów, a nawet kontynentów. Mistrzostwo z FC Basel, z Maccabi Tel-Awiw, 5. miejsce z Fiorentiną i najdłuższy angaż, bo 2-letni właśnie w tym klubie. Portugalczyk prowadził wiele zespołów stykając się z wieloma różnymi charakterami i kulturami, co działa na jego korzyść, ale niestety, nigdzie nie zagrzał miejsca zbyt długo, bo dwa lata, jak we Fiorentinie, to niby dla trenera czas nawet długi, ale inne kluby to już mniej sukcesów.

 

Na szansę na pewno zasłużył i sądzę, że taką otrzyma także od piłkarzy reprezentacji. Ma w kadrze odpowiedni materiał ludzki, aby stworzyć zespół, z którego będziemy dumni. We Fiorentinie pracował z Kubą Błaszczykowskim, więc być może z tym zawodnikiem skontaktuje się w pierwszej kolejności, aby poznać jego opinię. Słyszałem, że obaj mieli różne relacje w klubie, ale nie sądzę, aby Portugalczyk był na tyle pamiętliwy, żeby teraz stawiać swoje prywatne sprawy na szali z interesem reprezentacji.

 

Pierwszym zadaniem Sousy powinna być podróż po Europie. Nie tylko do Monachium, choć spodziewam się, że pierwszy telefon wykona do naszego kapitana, co akurat dziwić nikogo nie powinno. Jednak wiemy o tym, że zespół tworzy wiele nazwisk, wiele różnych charakterów i Sousa nie może o tym zapominać. Pierwsze tygodnie zapewne będą dla niego bardzo intensywne, bo ma sporo kilometrów do pokonania i wiele rozmów do odbycia. 


Oglądałem w przeszłości jego spotkania w telewizji, kiedy wygrywał Ligę Mistrzów. Lars Ricken zdobywał wspaniałą bramkę w finale z Juventusem, a Portugalczyk był zawodnikiem, na którego grę patrzyło się z przyjemnością. W gabinecie dyrektora sportowego FC Augsburg Stefana Reutera dowiedziałem się jeszcze, że Sousa, już będąc piłkarzem, myślał jak trener. Na boisku i poza nim.

 

Był pierwszym zawodnikiem, który do Niemiec przywiózł swojego trenera od przygotowania fizycznego. Nie do końca podobało się to szkoleniowcowi dortmundczyków Otmarowi Hitzfeldowi i zespołowi, ale taki już był Portugalczyk, który wszystko podporządkowywał sukcesowi. Instruował kolegów z zespołu w czasie meczów, był zawodnikiem czytającym grę jak mało kto. Dzięki temu podpowiadał partnerom z zespołu, jak mają ustawiać się, przesuwać i atakować przeciwnika.

 

Znał swoje słabości. Nie był nigdy demonem szybkości, ale za to bardzo szybko myślał na boisku i uwielbiał grać na dwa kontakty, co pozwalało, mimo braku szybkości indywidualnej, przyspieszać grę. Może uda mu się na swój styl wychować naszych środkowych pomocników. Tak grających zawodników w drugiej linii reprezentacji potrzebujemy od zaraz.


Jeżeli Sousa jest osobą pewną siebie i niezależną, na co wpłynęła jego kariera piłkarska, to nie będzie się obrażał na media, jak zrobił to były już trener kadry. Jest to facet, który ma pod tym względem duże doświadczenie. Myślę, że takie rzeczy, jak krytyka Artura Wichniarka nie będą na nim robić wrażenia. Mam nadzieję, że będzie bardziej otwarty na wszelkie dyskusje i merytoryczne rozmowy.

 

ZOBACZ TAKŻE: To on pierwszy z polskich dziennikarzy "wymyślił" Sousę

 

Patrząc na jego profil jako trenera, widać, że lubi grę systemem 1-3-4-2-1 lub 1-3-5-2 (dwójka napastników, bo Arek Milik wreszcie znalazł w Marsylii nowej klub), który w przypadku naszej reprezentacji może być skuteczny. Stoperzy są naszą mocną stroną, bo jest doświadczony Kamil Glik, Sebastian Walukiewicz i Jan Bednarek, a z konieczności może w tym systemie zagrać Krystian Bielik.

 

W ostatnim czasie wielokrotnie mówiłem, że granie z trójką z tyłu byłoby dla naszej kadry bardzo korzystne też ze względu na brak klasowych lewych obrońców. Mamy na lewej stronie Macieja Rybusa, który jako wahadłowy mógłby funkcjonować lepiej. Jest też przeze mnie bardzo często krytykowany za braki w obronie Arkadiusz Reca, który jednak jako wahadłowy może się okazać skuteczniejszy.

 

Po drugiej stronie Jóźwiak, Płacheta, Bereszyński czy Kędziora też w tym systemie sprawdzić się powinni. Takie ustawienie daje szansę na stworzenie kreatywnego środka pola, w którym możemy się pochwalić kłopotem bogactwa. Jeżeli ta formacja będzie grała jak Sousa w Juve, BVB czy Interze to o bramki Lewego i innych napastników martwić się nie powinniśmy. Być może te detale taktyczne także wpłynęły na decyzję prezesa Bońka?

Artur Wichniarek, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze