Białoński: Ekstraklasa odporna na mróz

Piłka nożna
Białoński: Ekstraklasa odporna na mróz
Fot. Cyfrasport
Piłkarze Podbeskidzia byli sprawcami największej sensacji pierwszej, styczniowej kolejki PKO Ekstraklasy.

PKO Ekstraklasa po raz pierwszy w historii wznowiła rozgrywki w styczniu, który to miesiąc do tej pory zarezerwowany był na przygotowania i sparingi. Okazało się, że nasze zespoły ligowe mogą stworzyć pełne dramaturgii spektakle, w których nie brakuje zwrotów akcji, sensacji i … koszmarnych pomyłek sędziowskich – pisze szef Sportu w Interii Michał Białoński.

Kibiców najbardziej zszokowała porażka Legii z autsajderem Podbeskidziem. Okazało się, że mistrzowie Polski zanotowali twarde lądowanie po powrocie ze zgrupowania w Dubaju. Cieplarniane warunki, jakie tam mieli, zbytnio kontrastowały z tym, co zastali pod Klimczokiem. „Górale” nie okazali respektu i przy mądrej, a także szczęśliwej obronie potrafili sprawić sensację. Owa sensacja pociąga za sobą w skutki. Oto dzięki niej mamy zmianę lidera na korzyść Pogoni i coraz ciekawszą walkę o utrzymanie.

 

Jeszcze z końcem ubiegłego roku wydawało się, że Podbeskidzie jest murowanym kandydatem do opuszczenia krajowej elity. Tymczasem jedno zwycięstwo, przy wpadce Wisły Kraków, spowodowało, że „Górale” do bezpiecznego miejsca tracić będą najwyżej dwa punkty (nawet przy założeniu, że przedostatnia Stal Mielec ogra w poniedziałek Śląsk).

 

Sensacją numer „dwa” nie jest wynik żadnego z meczów, tylko desperacja Michała Probierza. Charyzmatyczny szkoleniowiec Cracovii podał się do dymisji, po pierwszej w nowym roku porażce z Wartą Poznań. Co ciekawe, w Grodzisku Wielkopolskim (tam podejmuje rywali Warta) doszło do starcia dwóch koncepcji budowy klubów. W oparciu o 21 obcokrajowców („Pasy”) i w oparciu o rodzimych graczy: dysponująca skromnym budżetem Warta ma w całej kadrze ledwie trzech piłkarzy zagranicznych, a korzysta tylko z jednego. Oby ten pomysł w Warcie nie uległ zmianie po zastrzyku gotówki z praw telewizyjnych.

 

ZOBACZ TAKŻE: Kontrole policji po meczu Podbeskidzie - Legia 

 

Probierz w Cracovii pracuje od 3,5 roku w podwójnej roli – trenera i wiceprezesa. Ma mocną pozycję u właściciela klubu Janusza Filipiaka. Poczuł się jednak zmęczony 15 latami trenerki bez wytchnienia i zrezygnował. Dymisja ta najpewniej nie zostanie przyjęta i lubiany w wielu kręgach szkoleniowiec nadal będzie realizował swą misję, która już przecież Cracovii przyniosła historyczny Puchar Polski.

 

Trudno się dziwić, że Cracovia nie chce stracić lidera, jakim jest trener, po tym jak wypuściła z rąk innych boiskowych przywódców: Miroslava Czovilę, Javiego Hernandeza, Janusza Gola i Mateusza Wdowiaka.

 

Nowym liderem ligi jest Pogoń Szczecin, która do Bełchatowa, na starcie z rewelacją sezonu – Rakowem wcale nie jechała w roli faworyta. Kosta Runjaić przechytrzył jednak Marka Papszuna taktyką na przeczekanie ataków gospodarzy w I połowie, by zadać cios po przerwie. Zarządzani mądrze przez Jarosława Mroczka „Portowcy” dzielnie sobie radzą po ozdrowieniu z COVID-19. Okrzepli jeszcze wcześniej, gdy stracili największego sponsora. Efektowny stadion jest już gotowy w trzech czwartych, pozostało zbudowanie ostatniej, północnej trybuny. Kibicom ze Szczecina marzy się fetowanie mistrzostwa na tym obiekcie, ale droga jeszcze daleka. Legia z Rakowem nie powiedziały ostatniego słowa.

 

Bezsprzecznie największą dramaturgię miało starcie Wisły Kraków z Piastem, które miałem okazję obserwować ze stadionu przy Reymonta. Żałowałem, że nie ma kibiców, bo żaden z nich nie zmarzłby – takie to było widowisko!

Bezkompromisowa „Biała Gwiazda” po 20 minutach prowadziła 3-0, grając agresywnie, z polotem i był to najniższy wymiar kary dla „Piastunek”. Wysoki pressing, jakiego wyznawcą jest jej trener Peter Hyballa to jednak broń obosieczna: krakowianie szybko odzyskiwali piłkę, ale jeszcze szybciej tracili siły, których zabrakło w końcówce. Ekipa Waldemara Fornalika podniosła się niczym Feniks z popiołów, dowiodła, że w sporcie należy walczyć do końca. W ostatnich minutach zapewniła sobie zwycięstwo. Królem polowania przy Reymonta był Jakub Świerczok. Zdobył dwie bramki. Brakowało mu tylko odwagi cywilnej, by przyznać się, że to on faulował Piotra Starzyńskiego, a nie na odwrót.

 

Wspomniana sytuacja dowiodła, że nawet VAR nie wyeliminuje wszystkich błędów sędziego. Arbiter Krzysztof Jakubik dostał sygnał od sędziego VAR Daniela Stefańskiego, że o faulu nie mogło być mowy, bo to wiślak został kopnięty przez Świerczoka, a nie na odwrót. Po obejrzeniu zapisu wideo pan Jakubik i utrzymał decyzję o rzucie karnym.

 

Wysoce rażące pogwałcenie zasad fair play zaobserwowaliśmy w wykonaniu członka sztabu trenerskiego Zagłębia Lubin. W 85. min namawiał Dżordże Crnomarkovicia do celowego złapania żółtej kartki, bo i tak w starciu z Lechem – na mocy porozumienia między klubami – nie może zagrać. Crnomarković posłuchał i po chwili … złamał nogę Piotrowi Pyrdołowi z Wisły Płock. Nie tędy droga w sporcie zawodowym!

 

Falstart w 2021 r. zaliczył Lech Poznań, bo za taki należy uznać remis z Górnikiem w Zabrzu. Jesienią śledziliśmy go z uwagą i chwaliliśmy za styl gry w Lidze Europy. Powrót do rzeczywistości ligowej bywa brutalny. „Kolejorz” w tym sezonie wygrał tylko cztery mecze. Lokalny rywal – Warta ma pięć wygranych. Już tylko zdobycie Pucharu Polski może sprawić, że podopiecznych Dariusza Żurawia zobaczymy w europejskich pucharach w sezonie 2021/2022.

 

Ogólnie styczniowe mecze pokazały, że już na stałe do kalendarza rozgrywek możemy wprowadzić ten miesiąc, by chociaż w ten sposób upodobnić się do ligi niemieckiej, holenderskiej, włoskiej, hiszpańskiej, czy angielskiej.

Michał Białoński, Interia

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze