Wszędzie dziwnie, ale w Portugalii najdziwniej. Sporting idzie na mistrza?!

Piłka nożna
Wszędzie dziwnie, ale w Portugalii najdziwniej. Sporting idzie na mistrza?!
fot. PAP
Piłkarze Sportingu są na dobrej drodze do zdobycia mistrzostwa Portugalii.

W covidowej rzeczywistości futbol stoi na głowie. Real i Barcelona nie mają już praktycznie szans na mistrzostwo. Juventus ogląda plecy duetu z Mediolanu. PSG nie potrafi oderwać się od ligowej stawki. Premier League ma szóstego lidera w tym sezonie. Ale chyba najbardziej niesamowita historia dzieje się w Portugalii.

Ta historia przypomina filmowy scenariusz. Mamy głównego bohatera, który na niwie zawodowej rywalizuje z dwoma nieco bogatszymi sąsiadami. Po latach mniej lub bardziej dotkliwych porażek postanawia zainwestować odważniej. Jak się szybko okazuje: zbyt odważnie.


Bogatsi sąsiedzi


Pojawiają się problemy finansowe, którym towarzyszą te w życiu prywatnym. W końcu nieszczęsny bohater zmuszony jest wyprzedawać wszystkie najcenniejsze dobra, a braki uzupełniać na wyprzedażach. Jakby upokorzeń było mało, jeden z sąsiadów, ten bardziej nielubiany zaczyna prowadzić życie wyjątkowo wystawne.


I kiedy logicznym następstwem wszystkich dotychczasowych wypadków wydaje się absolutny upadek głównego bohatera, następuje hollywoodzki zwrot akcji. Nasz bohater podejmuje ostatnią próbę wydostania się z tarapatów; próbę desperacką, która wydaje się skazana na niepowodzenie. A jednak…


Droga w przepaść


W tej historii głównym bohaterem jest oczywiście Sporting. Lokalnymi rywalami, którym powodzi się dużo lepiej: FC Porto i Benfica (to ten sąsiad, który wydaje bez opamiętania). Sporting od 19 lat czeka na mistrzostwo, którym dzielą się dwaj wielcy przeciwnicy. To porażki zawodowe.

ZOBACZ TAKŻE: Wymarzony debiut Marcina Bułki w nowym klubie


A prywatne? Przede wszystkim haniebny atak kibiców na ośrodek w Alcochete w maju 2018 roku. Od tego momentu Sporting wyraźnie już wjeżdża na drogę, która prowadzi wprost do przepaści. Sprzedaje najlepszych piłkarzy, by łatać budżetowe dziury, zmienia trenerów jak rękawiczki.


Rok temu Sporting opuszcza najlepszy piłkarz klubu w ostatnich latach - Bruno Fernandes. Po kolejnych kilku miesiącach kibice Lwów mają prawo czuć się jeszcze gorzej. Zwłaszcza, kiedy zerkają, co tam u sąsiada za miedzą.


Skromne zakupy


Latem w Benfice trwa zakupowy szał. Na Estadio da Luz meldują się Otamendi, Verthonghen, Waldschmidt, Everton. W tym samym czasie ze stadionem Jose Alvalade żegnają się Wendel, Vietto i Acuna. Benfica walczy o Cavaniego, a kiedy się nie udaje, wydaje rekordowe w historii ligi portugalskiej 25 milionów euro na Darwina Nuneza.


Sporting w letnim okienku też przeprowadza transfery ale bez porównania mniej spektakularne. Z Famalicao przychodzi Pedro Goncalves, z Rio Ave Nuno Santos, a z Betisu Sewilla - Zou Feddal. W ostatniej chwili dołącza jeszcze Tabata z Portimonense. Cała czwórka w sumie kosztuje połowę tego, co jeden Darwin Nunez. Około 13 milionów euro.

 


Równie oszczędni jak działacze Sportingu są włodarze FC Porto, ale punkt wyjścia jest jednak zupełnie inny. Porto po drugim w ciągu trzech lat mistrzostwie szykuje się do gry w fazie grupowej Lidze Mistrzów. Sporting, czwarty zespół sezonu 2019/20, czeka walka w eliminacjach Ligi Europy.


Już nawet poza trójką


No właśnie - czwarty zespół sezonu. Sporting nie tylko ustąpił dwóm wielkim rywalom ale na finiszu poprzednich rozgrywek stracił miejsce na podium na rzecz Bragi. Lwy z Lizbony prowadził już wtedy - uwzględniając szkoleniowców tymczasowych - ósmy trener w ciągu trzech sezonów! A skoro przy trenerze jesteśmy...


To jest właśnie ten moment, który w filmowym scenariuszu, byłby ostatnim, najbardziej widowiskowym ale i zarazem mało wiarygodnym zwrotem akcji.


Nie stać na piłkarzy? To kupmy trenera!


Jeszcze poprzedniej zimy działacze Sportingu po sprawdzeniu wszystkich kont, opróżnieniu wszystkich skarbonek stwierdzają, że na kolejne transfery piłkarzy, którzy może się sprawdzą, a może nie, już ich nie stać. W związku z czym wydają okrągłe dziesięć milionów euro na… trenera.


Wykupiony z Bragi Ruben Amorim staje się tym samym jednym z najdroższych trenerów świata, a przecież mowa o szkoleniowcu, który samodzielnie pracował raptem kilka miesięcy. Przed sensacyjnym transferem do Sportingu Amorim poprowadził Bragę w dziewięciu (!) meczach ligowych. Innymi słowy zapłacono za niego więcej milionów euro niż miał ligowych meczów w trenerskim CV.


Kolejne rekordy


Ruch podszyty desperacją i skazany na klęskę? W teorii tak. W praktyce okazuje się jednak, że to być może najlepiej wydane pieniądze w najnowszej historii klubu.


Po poniedziałkowej wygranej 1:0 w derbach z Benficą Lwy umocniły się na pierwszym miejscu w tabeli, pozostają w tym sezonie niepokonane, a przy okazji ustanawiają kilka rekordów (jeśli chodzi o bilans po 16 kolejkach).


- najwięcej punktów od 72 lat

- największa przewaga nad Benficą od 70 lat

- najlepszy bilans bramkowy w XXI wieku

 

A zaczęło się od klęski

 

I to wszystko w sezonie, przed którym trzecie miejsce i prawo gry w eliminacjach LM było szczytem marzeń; czwarte - całkiem optymistyczną prognozą, piąte-szóste - realną oceną możliwości. W sezonie, który rozpoczął się od klęski w eliminacjach Ligi Europy (1:4 z LASK Linz).


Ale potem było już tylko lepiej, a praca Rubena Amorima zaczęła przynosić błyskawiczne efekty. Szkoleniowiec zatrudniony po to, by w perspektywie dwóch-trzech sezonów spokojnie przebudować zespół, ni stąd ni zowąd ruszył do wyścigu o tytuł.

 

Portugalski Nagelsmann

 

Łatwiej zrozumieć, dlaczego kilka tygodni temu Amorim znalazł się na liście siedmiu najzdolniejszych trenerów świata przygotowanej przez dziennikarzy ESPN. W tym zestawieniu był obok Juliana Nagelsmanna najmłodszym.


Sam szkoleniowiec odżegnuje się od stawiania jego podopiecznych w roli kandydatów do tytułu. Podkreśla brak doświadczenia wielu swoich piłkarzy.


Rzeczywiście wprowadza do zespołu całą falę młodych piłkarzy. Już za chwilę na kilku z nich (Nuno Mendes, Matheus Nunes, Pedro Goncalves, Tiago Tomas) Sporting pewnie zarobi fortunę.

 

ZOBACZ TAKŻE: Gwiazda Atletico Madryt zakażona koronawirusem


Wcześniej jednak te młode Lwiątka wsparte grupą piłkarzy nieco starszych ale wciąż bez sukcesów (Joao Palhinha, Nuno Santos) i takich całkiem dojrzałych, za to po przejściach (Joao Mario, Luis Neto, Adan) mogą osiągnąć coś, czego nie udało się zdobyć przez blisko dwie dekady zdecydowanie bardziej doinwestowanym składom Sportingu.


A upragnione mistrzostwo może dać Sportingowi trener, który w roku ostatniego mistrzostwa Lwów był jeszcze niepełnoletni.

 


Sezon inny niż wszystkie


Z lig europejskiej "wielkiej piątki" właściwie tylko Bundesliga wygląda tak jak zawsze. Pandemia, nie pandemia - dominacji Bayernu nikt nie zagraża. Ale już w Hiszpanii Real i Barcelona stratę do Atletico mają ogromną.

 

Juventus zamiast pewnie zmierzać po dziesiąte z kolei scudetto potyka się co drugi krok. PSG zdążyło już zmienić trenera, ale zapewnić sobie bezpiecznej przewagi nad resztą stawki - jeszcze nie. W Anglii na fotelu lidera przycupnęły już choć na chwilę Leicester, Tottenham, dwa kluby z Liverpoolu i dwa z Manchesteru.


To wszystko czyni sezon 2020/21 zupełnie wyjątkowym w skali całej Europy. Ale historia najbardziej niezwykła może wydarzyć się na samym krańcu kontynentu.

Szymon Rojek, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze