Iwanow: ŁKS na dobrej drodze. Czy Michniewicz ma czego zazdrościć Stawowemu?

Piłka nożna
Iwanow: ŁKS na dobrej drodze. Czy Michniewicz ma czego zazdrościć Stawowemu?
Fot. Cyfrasport
Czasem nie trzeba spoglądać daleko, na „Bayerny”, „Manchestery” czy te bliższe „Slavie” by zobaczyć, jak powinno wyglądać zarządzanie - pisze Bożydar Iwanow w kontekście tego co dzieje się w ŁKS

Piłkarze Łódzkiego Klubu Sportowego co prawda pożegnali się już z Fortuna Pucharem Polski ale zrobili to z godnością. Grając przeciw Legii Warszawa, nawet u siebie i nawet jeżeli rywal nie wystawił wszystkich najlepszych piłkarzy, zawsze trzeba było liczyć się z tym, że renomowany przeciwnik w kluczowych momentach jest w stanie okazać się lepszy.

Co prawda, także pierwszoligowej, Puszczy Niepołomice we wtorek to nie przeszkadzało i Lechia Gdańsk została odprawiona z kwitkiem, a dwa lata temu Legię za burtę PP wyrzucał występujący wówczas jeszcze na zapleczu Raków, ale wiadomo, że puchar nie „zawsze toczy się własnymi prawami”.  We wtorek zadecydowały indywidualne umiejętności i jakość rozpoczynających to spotkanie na ławce Luquinhasa i Tomasa Pekharta. Jak mówi często nasz ekspert i – nomen omen – były piłkarz także ŁKS-u Tomasz Hajto – „to są te detale”. Wczoraj miały one duże znaczenie.

 

Ale jest jeden dość ważny element, którego trener mistrzów Polski może zazdrościć opiekunowi łodzian. Wojciech Stawowy wie, że jego celem jest powrót „Rycerzy Wiosny” do elity, więc klub, dzięki prezesowi Tomaszowi Salskiemu i dyrektorowi sportowemu Krzysztofowi Przytule, robi wszystko, by mu w tym pomóc. Transfery ogranego w Ekstraklasie Brazylijczyka Ricardinho (we wtorek jeszcze nie zagrał), Duńczyka Mikkela Rygaarda, który do Polski trafił z duńskiej ekstraklasy czy dwukrotnego reprezentanta kraju Adama Marciniaka robiłyby wrażenie także na polskim najwyższym szczeblu, a dokonał ich klub pierwszoligowy i to w zimie.

 

Do tego nie dopuścił by Aleję Unii Lubelskiej opuścił najlepszy strzelec zespołu i jeden z jego reżyserów Hiszpan Pirulo, na którego chętnych nie brakowało. Pamiętamy, że przed rokiem nie udało się zatrzymać Daniego Ramireza i choć nie ma gwarancji, że z nim ŁKS by się utrzymał, to jednak wnioski zostały wyciągnięte bardzo szybko. Dziś trener dostał od klubu wszystkie narzędzia, które mają stworzyć maszynę, która nie dość, że wróci do Ekstraklasy, to jeszcze będzie w stanie spokojnie się w niej utrzymać. Przypomnę, że tylko w tych obecnych przejściowych rozgrywkach degradacja spotka zaledwie jedną ekipę.

 

ZOBACZ TAKŻE: Wiemy, jakie noty dostali Moder i Karbownik za debiut w Brighton 

 

Za Czesławem Michniewiczem już trzy spotkania w 2021 roku, a jego utyskiwania na wąską kadrę są jak „głos wołającego na puszczy” i wcale nie tej niepołomickiej. Już zespół z poziomu niżej był w stanie pokazać wszystkim, że Kacprowi Skibickiemu czasem wyjdzie strzał życia, jak przeciw Lechowi, ale do dużej piłki trzeba regularności, stabilizacji, a nie momentów, które przynoszą tylko krótkotrwałą chwałę.

 

Mateusz Hołownia nie jest z pewnością kandydatem do tytułu obrońcy sezonu, a Mateusz Cholewiak i Rafael Lopes mogą być cenni, ale meczu z ŁKS-em nie byli w stanie wygrać. Legioniści potrzebowali pomocy Pekharta i Luquinhasa, by nie przeżyć niezbyt ciekawej perspektywy dogrywki przy temperaturze minus 10.

 

Współpraca dyrektor sportowy – trener to musi być nić, która tworzy gruby sznur, a ten ma być ciągnięty przez wszystkich w jedną stronę. Przytuła był odsądzany od czci i wiary, że wziął do klubu swojego przyjaciela, do tego będącego kilka lat poza seniorską piłką. Dziś widząc jak prezentuje się ŁKS, nikt już nie szydzi ze Stawowego i nie doszukuje się żadnych powiązań i sensacji.

 

Zatrudnić  tak „poważnego” piłkarza, jakim jest Ryggard, czy pozyskać Ricardinho to dwa wielkie plusy dla dyrektora a także tych (czytaj Salskiego), którzy są w stanie sfinansować spore z pewnością wymagania tych zawodników. Niby powinna to być normalność w każdym profesjonalnym klubie, ale zawsze przyjemnie popatrzeć, jak w Łodzi przygotowano wszystko, by w połowie czerwca – a może trochę szybciej – na coraz piękniejszym stadionie odbyło się wielkie święto.

 

Czasem nie trzeba spoglądać daleko, na „Bayerny”, „Manchestery” czy te bliższe „Slavie” by zobaczyć, jak powinno wyglądać zarządzanie. Wyniku sportowego nigdy to nie zagwarantuje, bo to futbol, ale pewne jest jedno. Jeżeli chce się go osiągnąć, trzeba zrobić wszystko, by nie mieć potem do siebie pretensji, że „tego czegoś przez coś zabrakło”.

Bożydar Iwanow, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze