Gorzkowska: Śmierć Hiszpana na K2 mocno nami wstrząsnęła. Widziałam ten upadek i miałam go w głowie

Zimowe
Gorzkowska: Śmierć Hiszpana na K2 mocno nami wstrząsnęła. Widziałam ten upadek i miałam go w głowie
Fot. PAP
K2 to ostatni z 14 ośmiotysięczników, który został zdobyty zimą.

- Cieszyliśmy się z sukcesu Nepalczyków na K2, ale nie mogę powiedzieć, że panowała tylko i wyłącznie radość, bo w tym samym dniu na naszych oczach zginął hiszpański himalaista Sergi Mingote, co mocno nami wstrząsnęło. Widziałam cały upadek. Było już za późno na reanimację, bo Sergi zsuwał się po lodzie 760 metrów i był zupełnie roztrzaskany. Kiedy chodziłam po terenie, w którym upadł, ciągle miałam ten wypadek w głowie – mówi Magdalena Gorzkowska w pierwszej części rozmowy z Polsatem Sport.

W styczniu dziesięciu Nepalczyków dokonało pierwszego w historii zimowego wejścia na szczyt legendarnej góry K2. Jeden z nich, Nirmal Purja, zdobył wierzchołek bez wspomagania się tlenem z butli. Niestety, w ciągu trzech tygodni na zboczach K2 zginęło pięciu himalaistów. O kulisach tych wydarzeń z Polsatem Sport opowiedziała polska himalaistka Magdalena Gorzkowska, która minione tygodnie spędziła na wyprawie na K2 wraz z towarzyszącym jej reporterem Oswaldem Rodrigo Pereirą.

 

Michał Bugno: Atak szczytowy Nepalczyków na K2 był zaskoczeniem dla himalaistów, znajdujących się w tym czasie na górze i w bazie?

 

Magdalena Gorzkowska: Był zaskoczeniem, ponieważ prognozy nie były jednoznaczne i wskazywały na dwa dni dobrej pogody, załamanie pogodowe w czwartek i kolejne dwa dni sprzyjającej pogody. Nie było jednoznacznej informacji, że Nepalczycy wyruszą na górę i będą próbowali zdobyć szczyt. Pewne decyzje były dla nas zaskakujące. Oni dali do zrozumienia, że zgubili cały sprzęt z obozu drugiego i nie są w stanie iść w górę. A jednak tej samej nocy wyszli. Pojawił się element pewnego zaskoczenia.

 

 

Swoje plany trzymali w tajemnicy?

 

Nie chcieli się dzielić tymi informacjami. Powiedzieli też, że jeżeli ktokolwiek pójdzie za nimi, to… odetną liny. Chcieli mieć ten szczyt dla siebie. K2 miało być dla Nepalczyków. Wszystko było zaplanowane. Oni nie chcieli, żeby inni ludzie poszli razem z nimi. Muszę jednak przyznać, że w tym czasie nie bylibyśmy w stanie za nimi podążać. Ryzyko, jakie na siebie wzięli, było ogromne. Ryzykowali przebywaniem bardzo wysoko w bardzo trudnych warunkach i w wichurze. My takiego ryzyka nie chcieliśmy podejmować.

 

Obserwowałaś z bazy Szerpów, którzy zdobywali szczyt K2?

 

Obserwowałam ich przez bardzo duży obiektyw. Widzieliśmy ich na Czarnej Piramidzie (wielka skalna formacja między obozem drugim a trzecim - przyp. red.). Przyglądanie się, z jakimi trudnościami się mierzą, było niesamowite i bardzo ciekawe. Mogliśmy przeżywać to razem z nimi.

 

ZOBACZ TAKŻE: Piękne słowa na temat wyczynu Nepalczyków na K2. "Zakończyli wielkie marzenie Andrzeja Zawady"

 

A jak himalaiści z wypraw obecnych pod K2 przyjęli informację o zdobyciu szczytu? Wyobrażam sobie, że wielu z nich marzyło, że to oni jako pierwsi staną na wierzchołku K2 zimą.

 

Na pewno część osób marzyła, żeby być pierwszym człowiekiem na szczycie, ale generalnie na wyprawie panowała atmosfera bardzo dużego wsparcia. Zero rywalizacji. Nikt nie stracił motywacji do zdobywania szczytu tylko dlatego, że ktoś zdobył go jako pierwszy. Nie tu lokowaliśmy swoją motywację.  Po prostu chcieliśmy wszyscy wejść na K2 zimą, ale nie uczestniczyć w żadnym wyścigu. Chyba wszyscy mieli takie nastawienie. Raczej cieszyliśmy się z sukcesu Nepalczyków, ale nie mogę powiedzieć, że panowała tylko i wyłącznie radość, bo w tym samym momencie zginął na naszych oczach hiszpański himalaista Sergi Mingote, co mocno nami wstrząsnęło. Tak więc czystej radości w bazie nie było, kiedy Nepalczycy wrócili ze szczytu, bo jednak wszyscy znaleźliśmy się w tym momencie blisko śmierci.

 

Byłaś naocznym świadkiem tego wypadku?

 

Tak. Widziałam cały upadek. Sergi zsuwał się po lodzie przez 760 metrów w dół. Byliśmy przy nim jeszcze, kiedy żył, ale i w momencie, kiedy miał miejsce jego ostatni oddech.

 

Próbowaliście go ratować?

 

Było już za późno na reanimację, bo Sergi był zupełnie roztrzaskany. Dosłownie w kawałkach. Jego stan nie pozwalał na reanimację. Osłoniliśmy go śpiworami, zasłaniając przed wiatrem. Mieliśmy wielką nadzieję, że z tego wyjdzie, ale kiedy przyszedł lekarz z bazy i zobaczył, że jego głowa jest zupełnie rozbita, wiedział, że nastąpiła śmierć i nic nie możemy już zrobić.

 

Jak to na ciebie wpłynęło?

 

Pierwszy raz byłam świadkiem takiej sytuacji. Starałam się wyciągnąć wnioski z tego wypadku dla samej siebie. Wiedzieliśmy, że na 99 procent wypadek był spowodowany błędem Sergiego, bo liny po upadku były w dobrym stanie. Zwracałam więc większą uwagę na to, jak się przepinam, żeby nigdy, nawet na sekundę, nie zostawić siebie bez asekuracji. Mimo, że na pewne rzeczy musiałam poświęcić więcej czasu, to bezpieczeństwo stało się dla mnie jeszcze ważniejsze. Kiedy chodziłam po terenie, w którym upadł, ciągle miałam ten wypadek w głowie. Byłam tam jeszcze bardziej czujna i uważna.

 

Pierwsza część rozmowy w całości w załączonym materiale wideo.

 

ZOBACZ TAKŻE: Druga część rozmowy z Magdaleną Gorzkowską: "Problemy zdrowotne na K2 uratowały mi życie. Dalsza wspinaczka byłaby głupotą"

Michał Bugno, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze

Przeczytaj koniecznie