Boks na polu minowym. Oscar Valdez brutalnie znokautował Miguela Berchelta!

Sporty walki
Boks na polu minowym. Oscar Valdez brutalnie znokautował Miguela Berchelta!
fot. Polsat Sport
Nowy mistrz globu wagi super piórkowej Oscar Valdez.

"Speed Kills", czyli szybkość zabija - to stare jak świat pięściarskie powiedzenie sprawdziło się w stu procentach, kiedy na ring MGM Grand Convention Center wyszło dwóch wielkich meksykańskich mistrzów - już były mistrz świata WBC Miguel Berchelt (37-2, 34 KO) i ten nowy mistrz globu wagi super piórkowej Oscar Valdez (29-0, 23 KO).

Po zapierającym dech w piersiach pokazie perfekcyjnego boksu Valdeza i nieprawdopodobnego charakteru trafionego ponad stoma (!) silnymi ciosami, ale walczącego do końca Berchelta, w dziesiątej rundzie walka zakończyła się brutalnym nokautem na obrońcy mistrzowskiego pasa. To był boks!

 

W zapowiedzi walki pisałem, że według wielu znawców, w tym Andre Warda, komentatora ESPN, byłego mistrza świata w dwóch kategoriach wagowych, przechodzący z niższej kategorii wagowej Valdez musi walczyć prawie perfekcyjnie by mieć szansę pokonania bardziej doświadczonego w kategorii super piórkowej, znacznie mocniej bijącego Berchelta. Valdez zrobił więcej bo w sobotnią noc w Las Vegas nie był tylko "prawie" perfekcyjny - był perfekcyjny. Kiedy Top Rank podało, iż obrońca tytułu wyjdzie na ring o ponad osiem kilogramów cięższy niż był na ważeniu, taktyka mistrza z Cancun była jasna - każde moje trafienie może zakończyć walkę. Wiedział to także Valdez, ale wspólnie z trenerem, stojącym także w narożniku Canelo Alvareza, Eddy Reynoso jr wiedzieli jak sobie z tym poradzić.

 

To było jak boks na polu minowym, ale Valdez musiał bić więcej, musiał bić szybciej, a przede wszystkim musiał wyprzedzać Berchelta we wszystkim, co mistrz robił na ringu - bój na granicy ryzyka, bo jak się dużo bije, to łatwiej zostać trafionym. To była perfekcja. Do tej pory nie wiem, jak  Berchelt przeżył czwartą rundę, pewnie on też nie. Przez prawie dwie minuty Valdez bił wszystkim co potrafił, Berchelt chwiał się na nogach, zataczał, ale był tylko teraz liczony, choć sędzia ostrzegał, że może przerwać walkę, jeśli nie będzie oddawał ciosów.

 

ZOBACZ TAKŻE: Garcia - Pacquiao? Tylko na... Instagramie

 

Przez następne dwie rundy, jakimś sposobem, "Skorpion" miał jeszcze tyle siły by przejąć inicjatywę, parę razy mocno zaatakować zmęczonego ciągłą zmianą pozycji i agresją Valdeza, ale kolejny znakomity lewy sierpowy i były kolejne rundy i minuty wygrywane przez Valdeza. - Jesteśmy bliscy przerwania walki. Berchelt to wojownik, ale już nie odpoczywa w narożnikach, daje się trafiać wszystkim co bije Valdez. Jak ten jeszcze raz trafi tym piekielnym lewym sierpem, będzie po walce - mówił komentujący dla ESPN Tim Bradley jr. I Valdez trafił, w dziesiątej rundzie. Zaległa cisza, przez kilka minut Berchelt nieruchomo leżał na macie ringu, a służby medyczne informowały pobliski szpital o przygotowaniu się na przyjazd ambulansu. Kiedy Berchelt zaczął się komunikować z lekarzami, wszyscy odetchnęli z ulgą. 

 

Nikt w niego nie wierzył. Przed walką Valdez musiał słuchać, jak nie daje mu większych szans prezydent Meksyku, dziennikarze, a nawet jego idol, wielki mistrz meksykańskiego boksu, Julio Cesar Chavez Sr. - Nie ma niczego piękniejszego, jak udowodnić ludziom, że się mylili. Mam całą listę takich, nawet moich idoli, bo według nich Berchelt miał mnie znokautować. Ma dla wszystkich wiadomość: Nigdy nie mów innym co mogą, a czego nie mogą zrobić - powiedział uszczęśliwiony nowy mistrz świata.

 

 

Także na gali w MGM Grand Convention Center:

 

Xander Zayas/Portoryko (7-0, 5 KO) - James Martin/USA (6-1, 1 KO): Zayas na punkty

 

Xander Zayas podpisał kontrakt z Top Rank mając zaledwie 16 lat czyli tylko dwa lata temu, ale od początku jest uważany za przyszłego mistrza  świata. Pięć lat starszy Martin, pięściarz z Filadelfii miał być testem dla osiemnastolatka z San Juan i tak było w ‘bańce” Las Vegas. Martin od początku walki postanowił trafić Zayas mocnym ciosem i prowadzić walkę na swoich zasadach. Pewnie udałoby się przeciwko rywalowi z mniejszymi umiejętnościami, ale kibice boksu mogli zobaczyć, dlaczego tak wielu specjalistów w USA pokłada wielkie nadzieje w Portorykańczyku. Zayas nie tylko potrafił unikać ciosów Martina, ale za każdym razem odpowiadał mocnymi uderzeniami na korpus, od trzeciej rundy przejmując kontrolę nad walką i wygrywając jednogłośnie na punkty.

 

Elvis Rodriguez/Dominikana (11-0, 10 KO) - Luis Veron/Argentyna (18-3, 9 KO): Rodriguez na pkt

 

Podobnie jak walczącego przed nim Zayasa, trenowanego przez legendarnego Freddie Roacha Elvisa Rodrigueza zawsze się dobrze ogląda. Nie inaczej było tym razem, choć dla Elvisa była to pierwsza walka w karierze nie wygrana przed czasem. - Może to dobrze. Sporo się nauczyłem, pierwszy raz w życiu miałem walkę trwająca osiem rund - powiedział po walce pięściarz z Dominikany. Rodriguez bił znacznie mocniej niż jego rywal z Argentyny, który przez ostatnie trzy rundy przyjmował mocne ciosy, ale dotrwał do końca wygranego bez problemu przez Rodrigueza pojedynku.

 

Esquiva Falcao/Brazylia (28-0, 22 KO) - Artur Akawow/Rosja (20-4, 9 KO): Falcao przez TKO, 4 runda

 

Falcao, srebrny medalista olimpijski z Londynu ciągle pozostaje niepokonany na zawodowych ringach, nie miał zbyt wymagających rywali, a walka z Akawowem miała pokazać jakie zrobił postępy. Nie pokazała - w walce z Rosjaninem od początku było widać kto bije częściej, a przede wszystkim, kto bije mocniej. Falcao spokojnie ustawiał sobie doświadczonego, dwukrotnie bijącego się o pas mistrza świata (przegrane walki z Demetriusem Andrade i BJ Saundersem) Rosjanina na linach, trafiając go serią kombinacji. Było tak źle, że po czwartej rundzie narożnik Akowowa zgłosił, że ich pięściarz nie widzi na lewe oko, ma prawdopodobnie pęknięty nos... i walka się zakończyła.

Przemek Garczarczyk z USA, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze