Z narożnika PG: Mistrzowie i samozwańcy

Sporty walki
Z narożnika PG: Mistrzowie i samozwańcy
Fot. PAP
Broner znów nie zrobił "wagi". W ringu - delikatnie mówiąc - nie zachwycił. A mimo to zgarnął kolejne miliony

Są wielcy mistrzowie - jak Oscar Valdez i Miguel Berchelt, którzy przyciągają uwagę fanów wielkimi wyczynami na ringu. Są też tacy, którzy tylko odcinają kupony dawnej sławy, robią skandale i prowokują w mediach społecznościowych i to - jak w przypadku Adriena Bronera - wystarczy by występować w głównych walkach wieczoru i zarabiać miliony. O tym dziś w kolejnym "Z narożnika PG". Zapraszam!

Jeszcze o wielkim triumfie Valdeza… i o tym, co dalej?

 

Nie ustają w Stanach Zjednoczonych komentarze po wielkim - i zaskakująco łatwym - zwycięstwie Oscara Valdeza (29-0, 23 KO) nad już byłym mistrzem świata World Boxing Council Miguelem Bercheltem (37-2, 33 KO). O tym, dlaczego trudno było stawiać na Valdeza przeciwko "Skorpionowi", mówił między innymi, już po walce szef magazynu "The Ring". Doug Fischer: "Wszyscy wiedzieliśmy, że Valdez ma charakter wojownika, jest jednym z najtwardszych w ringu. Ale jego chęć walki cios za cios była dla mnie ostrzeżeniem, że Oscar takim stylem boksowania szybko się wypali. Po wyniszczającej walce z Quiggiem, było dwanaście takich samych, bardzo ciężkich rund z Miguelem Marriagą i Genesisem Servanią. Ale oddanie bez walki pasa IBF w niższej kategorii wagowej, przejście do teamu Canelo Alvareza i treningi z Eddy Reynoso Jr uratowało jego karierę.

 

Jeszcze 5-6 lat temu, sfrustrowany trener Reynoso mówił, że jest szkoleniowcem niedocenianym, że nikt nie zwraca na niego uwagi i nikt nigdy nie wybierze go Trenerem Roku. Te czasy już się skończyły.  Z drugiej strony - nie można było nie wątpić w szanse Valdeza przeciwko Bercheltowi, skoro miał takie problemy z Marriagą i Quiggiem, był na deskach w walkach z Servanią i Adamem Lopezem. Na nieszczęście dla Berchelta, ta nowa wersja Valdeza, którą zobaczył w sobotę na ringu w Las Vegas z tą starą niczego wspólnego nie miała".

 

Co dalej z karierą Valdeza, która nabrała innego wymiaru po efektownym nokaucie na Berchelcie? Logicznie biorąc najlepszą byłaby walka unifikacyjna z mistrzem WBA Gervontą "Tankiem" Davisem, ale na to nie ma co liczyć, bo obaj panowie biją się dla innych stacji telewizyjnych, a  Bob Arum promujący karierę Valdeza wcale nie musi sięgać gdzie indziej, żeby zrobić dla niego znakomitą walkę. Na współpracującej z "Top Rank" telewizji ESPN będzie walka o pas WBO pomiędzy Jamelem Herringiem i Carlem Framptonem, dla Boba walczy świetny Shakur Stevenson, który bardzo chętnie sprawdziłby nowego championa WBC. A rewanż? Na razie nie było nim  zainteresowania i to żadnej ze stron.

 

Cyrk Bronera

 

Czasami musimy oglądać w głównych walkach wieczoru, na wielkich galach, pięściarzy, którzy na to zupełnie nie zasługują. Zarabiają miliony bo kiedyś byli dobrzy - albo jak w przypadku Bronera bardzo dobrzy - a dziś budzą zainteresowanie tylko w mediach społecznościowych. I to z tych najgorszych powodów, jak sprawy kryminalne, czy jazda po pijanemu.

 

ZOBACZ TAKŻE: Queensberry Polska "Bitwa o Gniew II". Karta walk

 

Kiedy Adrien Broner, były champion w czterech kategoriach wagowych wychodził na ring bić się z zupełnie nieznanym Portorykańczykiem Jovanie Santiago, ostatnie zwycięstwo miał zapisane cztery lata temu, ale pewności siebie mu nie brakowało. "Wracam bo chcę zabrać tytuły w wadze 63 kilogramów, wszystkie" - zapowiadał "Problem" Broner, po czym wagi... nie zrobił i trzeba było zmieniać kategorię na 24 godziny przed wyjściem na ringu.

 

Tam też nic dobrego dla byłego championa się nie działo: ciągle nie zadawał ciosów, statystycznie Portorykańczyk bił celniej i mocniej (doszło 207 ciosów Santiago, tylko 98 Bronera; mocnych - 124 do 49 dla Santiago), ale to zupełnie nie przeszkodziło sędziom wytypować jego jednogłośnego, a według jednego z sędziów nawet zdecydowanego zwycięstwa.

 

Po walce Broner był znowu w swojej skandalicznej społecznościowej "formie". Najpierw obraził znakomitego dziennikarza Steve’a Farhooda, członka dziennikarskiej Galerii Sław, który ośmielił się wytypować zwycięstwo jego rywala, a później rzucił uwagę do szefa Showtime Stephena Espinozy i managera Al’a Haymona by "lepiej trzymali mnie na ringu (i płacili), bo jak nie, to znowu będę miał parę spraw sądowych".

 

I tak to się wszystko kręci...

Przemysław Garczarczyk z USA, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze