Kowalski: Bayern nie ma z kim przegrać Ligi Mistrzów?

Piłka nożna
Kowalski: Bayern nie ma z kim przegrać Ligi Mistrzów?
Fot. PAP
Kowalski: 17-letni Jamal Musiała (pierwszy z prawej), który wystąpił obok Roberta Lewandowskiego i strzelił swojego pierwszego gola to był prawdziwy hit.

Bayern Monachium ograł Lazio Rzym w pierwszym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów, ale nie tylko na tej podstawie widać wyraźnie, że ekipa Hansiego Flicka, nie bardzo będzie miała w tym sezonie z kim przegrać. Co prawda teoretyczną szansę na sukces ma jeszcze w tym momencie 16 zespołów, ale patrząc na to, jak najpotężniejsze kluby świata radzą sobie w nietypowej pandemicznej sytuacji, obrońcy tytułu najpoważniejszych rywali powinni upatrywać w Manchesterze City i PSG.

Kilka innych czołowych od lat zespołów, jak Liverpool, Barcelona, Real, Atletico czy Juventus borykają się raczej z większymi niż mniejszymi problemami. Wynikają one właśnie przede wszystkim z trudnego czasu. Ciężko im utrzymać tradycyjny pułap, brakuje stabilizacji i powtarzalności, ubytki w składzie, które teraz pojawiają się systematycznie częściej niż dawniej, bywają nie do wypełnienia.

 

Na tym tle Bayern jawi się jak lider w czasach kryzysu. Bawarczycy idealnie potrafią się odnaleźć w tym okresie, a trener Flick zarządzać swoimi bogatymi zasobami. Mowa tu oczywiście przede wszystkim o grze w Lidze Mistrzów, bo w Bundeslidze też Bayernowi wpadki się przecież zdarzają (ostatnio porażka z Eintrachtem czy remis z Arminią Bielefeld).

 

Owszem, Lazio to na tym etapie rozgrywek była już niespodzianka i generalnie Włosi to ekipa z nieco innej półki, ale… to przecież oni byli na fali. To drużyna z Rzymu była niesiona entuzjazmem i miała być jakąś pozytywną nowością. Miała spróbować wykorzystać chwilę słabości giganta. A nie była w stanie nawet miauknąć. Po 45 minutach było już po balu i nawet biorąc pod uwagę rewanż, Bayern może szykować się na swój kolejny ćwierćfinał.

 

Mało tego, to właśnie trener najbardziej ukształtowanej obecnie europejskiej drużyny wprowadził powiew świeżości. 17-letni Jamal Musiała, który wystąpił obok Roberta Lewandowskiego i strzelił swojego pierwszego gola to był prawdziwy hit. I kolejny triumf Niemców, którzy rywalizowali z Anglikami o to, w której reprezentacji ma grać (teraz jest już pewne, że wybrał kraj, w którym się urodził). Czyli Bayern pokazał jakość, do której przyzwyczaił, ale także dodał bonus, coś dzięki czemu wciąż się rozwija, a nie drepce w miejscu.

 

ZOBACZ TAKŻE: Bayern obiecał, że nie będzie już robić świnstw Dortmundowi?

 

Hiszpańscy dziennikarze z pewnym smutkiem odnotowali, że Lewandowski zepchnął z trzeciego miejsca najlepszych strzelców Ligi Mistrzów w historii ich uwielbianego legendarnego Raula. Polak ma już 72 gole, w tych rozgrywkach, a Hiszpan 71. Podkreślają jednak, że Cristiano Ronaldo (134 gole) i Leo Messiego (119) już raczej nie dogoni. I to ma być właśnie ta bariera rozgraniczająca graczy nieziemskich o tych, którzy są piłkarskimi śmiertelnikami.

 

Nawet jeśli mają rację, to… co nas to obchodzi?! Fakt, że Polak wbił się do pierwszej trójki w ciągu niespełna 10 lat (swojego pierwszego gola strzelił 19 października 2011 roku) i nie zatrzymuje się, sprawia, że z Ligi Mistrzów i my mamy trochę pociechy, bo nie łudźmy się -  ekscytowanie się polskim zespołem w elicie jest coraz bardziej poza zasięgiem.

 

Marzeniem Roberta jest ponowne wzniesienie Pucharu Europy, tym razem po finale, w którym sam strzeli gola. Na dziś wydaje się to bardziej realne niż podobna sytuacja w wykonaniu tych, którzy go w tabeli wszech czasów wyprzedzają (Barcelona Messiego przegrała z PSG 1:4, a Juventus CR7 z Porto 1:2).

 

A może najlepsze klubowe rozgrywki świata znowu nas zaskoczą?

Cezary Kowalski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze