Iga Świątek: Nie sądzę, że będę grać w tenisa w wieku 39 lat. Ale perspektywa może się zmienić

Tenis
Iga Świątek: Nie sądzę, że będę grać w tenisa w wieku 39 lat. Ale perspektywa może się zmienić
fot. PAP/EPA
Iga Świątek to już rozpoznawalna gwiazda polskiego sportu

Lubi oglądać męską koszykówkę, uwielbia literaturę. Jest ciekawa świata, więc lubi często się przemieszczać. A ponadto, co niezmiernie istotne z profesjonalnego punktu widzenia, bardzo dobrze gra w tenisa. O kim mowa? O Idze Świątek, która osiągnęła IV rundę singla Australian Open, a aktualnie rywalizuje w turnieju Adelaide International.

31 maja 2021 roku Iga będzie obchodzić dwudzieste urodziny. To pierwsza polska triumfatorka turnieju Wielkiego Szlema w singlu i najmłodsza mistrzyni Roland Garros od czasów legendarnej Moniki Seles. Polka nie straciła seta w drodze po triumf w Paryżu jako pierwsza tenisistka od czasów królowej jednoręcznego bekhendu: Justine Henin. Trener Igi, Piotr Sierzputowski otrzymał prestiżowe wyróżnienie: WTA Coach of the year za sukcesy odniesione w 2020 roku.

 

Iga komplementowala Tennis Australia za stworzenie warunków do treningów podczas kwarantanny, którą musieli przejść wszyscy uczestnicy wielkoszlemowego turnieju Australian Open. Cierpliwie i z gracją odpowiadała na pytania zagranicznych reporterów zarówno w przededniu rozpoczęcia Aussie Open jak i w trakcie jego trwania, co podkreśla wysoką kulturę osobistą Polki. Jeżeli zdarzyło się Idze minimalnie spóźnić na przedturniejową konferencję prasową w Melbourne Park, wówczas zanim zasiadła na krzesełku i zaczęła wsłuchiwać się w pytania miejscowych dziennikarzy oraz reporterów pracujących w trybie online, uprzejmie wypowiadała słowa: „sorry if I’m late”. Elegancja. Obecnie Iga Świątek przebywa w południowej Australii, gdzie rywalizuje w turnieju Adelaide International. W napiętym grafiku zajęć, Iga znalazła chwilkę czasu, aby odbyć konwersację.

 

- Iga, przed rokiem zagrałaś na John Cain Arena w meczu IV rundy AO z Estonką Anett Kontaveit. Czy rzeczywiście jest duża różnica jeśli chodzi o prędkość nawierzchni jeżeli możesz odnieść się do tego wątku? Druga kwestia: tradycją stało się, że w drugim tygodniu AO na obiekcie John Cain Arena odbywa się ligowy mecz w koszykówce mężczyzn. Czy jeżeli czas pozwoliłby, to wybrałabyś się na mecz męskiego basketu?

 

- Bardzo chciałabym pójśc na mecz koszykówki. Szczerze mówiąc byłam raz na meczu koszykówki na żywo w Miami i z pewnością powtórzyłabym to doświadczenie, więc jak najbardziej wybrałabym się na mecz basketu. Nie wiem tylko czy grając singla i miksta dotrwam do drugiego tygodnia Szlema, więc zobaczymy czy to się uda. A jeśli chodzi o szybkość nawierzchni, to przyznam, że grałam z Camilą Giorgi, która grała bardzo szybko i wyjątkowo pod tym względem, że ciężko byłoby to porównać. Wydaje mi się, że na stadionach na pewno jest wolniejsza nawierzchnia niż na bocznych kortach, ale tak jest właściwie zazwyczaj. Na US Open w zeszłym roku też tak było. „Trzynastka”, na której grałam przeciwko Jekaterinie Aleksandrowej… Pamiętam, że ten kort był o wiele bardziej starty niż główne obiekty w Melbourne. A jeśli miałabym porównać ten kort do tego z zeszłego roku, to trudno by mi było to określić, bo grałam z taką przeciwniczką z Włoch, że ciężko by mi było to precyzyjnie wyrazić.

 

- Gdy grasz ostatni mecz sesji wieczornej na Margaret Court Arena, to radykalnie modyfikujesz plan dnia, dłużej się wysypiasz, zmieniasz pory posiłków etc. I druga kwestia: Nick Kyrgios – Dominic Thiem w III rundzie AO był najchętniej oglądanym meczem turnieju panów. Czy ty też karmisz się energią tłumu tak jak czyni to Australijczyk i czy uważasz Nicka za tenisowego geniusza?

 

- Przede wszystkim uważam, że Nick ma ogromny talent. Oglądanie jego meczów, gdy faktycznie jest skoncentrowany na grze i daje z siebie wszystko, sprawia mi ogromną przyjemność i to jest naprawdę świetne. Ja też czerpię dużo od kibiców i dlatego tak bardzo mi ich brakowało podczas całej pandemii. Niestety, w Melbourne też wprowadzono lockdown w trakcie Australian Open, więc musiałam czerpać energię bazując wyłącznie na swojej motywacji. 

 

- Hiszpan Ildefonso Falcones („Katedra w Barcelonie”) to autor powieści, którego wciąż podziwiasz i kochasz jego styl pisania czy znalazłaś już innego mistrza literatury i zaczytujesz się czymś innym teraz kiedy masz chwilkę wolnego czasu po Australian Open?

 

- Aktualnie czytam coś innego niż Falcones, ale skąd pytanie o literaturę, jeśli można wiedzieć?

 

- Pytam dlatego, bo zastanawia mnie co porabia profesjonalna tenisistka kiedy ma chwilę oddechu pomiędzy Wielkim Szlemem a turniejem WTA w Adelajdzie?

 

- Generalnie z tym oddechem to nie jest tak, że mam go bardzo dużo. Wciąż trenuję. Miałam kilka dni w Melbourne, podczas których odpoczęłam, ale teraz znów pracuję, a w wolnym czasie dużo czytam w internecie różnych rzeczy. Staram się nadrobić zaległości. Chcę poszerzać wiedzę o świecie, od którego się odcięłam, gdy grałam w Wielkim Szlemie. Ponadto tak jak zawsze czytam książki, ale nic szczególnego, więc tym razem nie opowiem nic ciekawego.

 

- Novak Djoković, dziewięciokrotny zwycięzca Australian Open w singlu, rzucił ciekawy i całkiem racjonalny pomysł pod rozwagę. Jego zdaniem wzorem NBA, warto byłoby rozegrać turnieje w jednej lokalizacji na różnych nawierzchniach, po to, aby zminimalizować ryzyko zakażeń koronawirusem. Zawodnicy mogliby zabierać rodziny w trasę. Odpada stres z protokołami, restrykcjami związanymi z pandemią. Może byłoby wówczas o wiele bezpieczniej, bo zarówno tenisistki jak i tenisiści nie musieliby się tak często przemieszczać. Czy twoim zdaniem to sensowny pomysł Serba?

 

- Szczerze mówiąc nie zastanawiałam się nad tym. Pierwszy raz o tym słyszę, więc nie mam na ten temat wyrobionej opinii. Myślę, że ze względu na to, że zawsze turnieje WTA i ATP odbywały się w innych miejscach, ciężko byłoby zrealizować taki pomysł. Na pewno gdyby była taka sytuacja, to ja bym się dostosowała i potrafiłabym się w niej odnaleźć. Generalnie przemieszczanie się z miejsca na miejsca, zwłaszcza, że teraz turnieje będą trwały jeden tydzień, nie jest dla mnie problematyczne, bo ja lubię często zmieniać otoczenie. Właściwie to nie wiem jakie są teraz pomysły na świeczniku i nad czym zastanawiają się ludzie, którzy faktycznie mają wpływ na kształt touru, więc czekam. Dostosuję się do sytuacji, gdyż mogę grać właściwie w każdych warunkach.

 

- Iga, jesteś już znaną tenisistką. Wkraczasz na coraz wyższy poziom rywalizacji i rozpoznawalności. Masz w kolekcji tytuł wielkoszlemowy wywalczony w Paryżu. Czy jednym z twoich marzeń jest pojedynek na poważnym turnieju z legendą i ikoną tenisa – Sereną Williams?

 

- Tak. To jest zawodniczka, która historycznie rzecz ujmując jest jedną z najlepszych, a właściwie najlepszą biorąc pod uwagę Open Era, więc bardzo chciałabym z nią zagrać niezależnie od tego jakim wynikiem zakończyłby się taki mecz.

 

- A czy to jest przerażające, że Serena ma 39 lat i wciąż znajduje się w genialnej formie i ciągle potrafi daleko zawędrować na Wielkim Szlemie czy może jednak inspirujące dla tak młodej tenisistki jak ty? Widzisz siebie oczyma wyobraźni, że będziesz grać na takim poziomie w wieku 39 lat?

 

- Myślę, że to co robi Serena jest bardzo inspirujące i pokazuje jak wiele człowiek może osiągnąć jeżeli jest otoczony dobrą opieką. Wówczas kariera prowadzona jest w mądry sposób. Ja generalnie nie widzę siebie jak gram zawodowo w wieku 39 lat, bo mimo wszystko chciałabym trochę wcześniej skończyć karierę jeśli mogłabym to nazwać planowaniem. Po prostu moja wizja jest taka, że gdy uznam, że szczyt moich możliwości już minął, to zajmę się czymś innym, ale wiem, że ta perspektywa może się zmienić… Faktycznie nigdy się nad tym nie zastanawiałam, więc trudno mi przewidzieć co zrobię ze swoim życiem za dwadzieścia lat.

 

- Podejrzewam, że oglądałaś w akcji dziewczynę z Ołomuńca – Karolinę Muchovą, bo na Twitterze pytałaś ją co oznacza ten afrykański symbol, który Czeszka rysowała na obiektywie kamery po wygranych meczach w Melbourne (drzewo wawa podkreślające twardy charakter). Jak postrzegasz tenis Muchovej, która już od dłuższego czasu gra w tourze, a teraz osiągnęła życiowy sukces awansując do półfinału Australian Open. Czy techniczny tenis jaki pokazuje Karolina czy Ash Barty to styl, który może odnosić sukcesy na Wielkim Szlemie?

 

- Oczywiście, że tak. Generalnie uważam, że od pierwszego meczu, który zagrałam z Karoliną Muchovą w Pradze w 2019 roku (Polka przegrała wtedy z Czeszką w trzech setach),  bardzo mi się podoba jej gra i wiem, że Karolina jest w stanie grać świetny tenis. Dowodem na to jest półfinał Australian Open. Karolina zagrała bardzo wyrównany mecz z Jennifer Brady. Uważam, że techniczny tenis ma przyszłość. Na tourze pojawia się dużo zawodniczek, które właśnie grają taki tenis, a niekoniecznie siłowy i nie grają bardzo szybko. Ja sama jestem taką zawodniczką, która raczej stara się prezentować techniczny styl, więc uważam, że techniczny tenis ma przyszłość.

 

- Pytanie dotyczące liderki światowego rankingu – Australijki Ash Barty. Grała pod ogromną presją w Melbourne i odpadła w ćwierćfinale ulegając Karolinie Muchovej. Czy slajs z bekhendu, który Australijka dopieściła do granic szaleństwa to esencja technicznej gry i czy to jest tenis, który ty lubisz zarówno oglądać jak i wprowadzać do swojego arsenału?

 

- Bekhend slajs to jest coś pod czym właściwie tylko Ash może się podpisać i tylko ona może grać tego slajsa tak efektywnie. Nie widziałam innej zawodniczki, która by tak często używała tego narzędzia. Świetnie się to ogląda. Na pewno jest to coś nowego i wprowadza to dużą różnorodność do damskiego tenisa. Przyznam, że z Ash Barty tylko trenowałam przez godzinę i ciężko mi ocenić jak odbiera się takie piłki. Może będę miała okazję zagrać z Australijką w Adelajdzie, wówczas będę mogła się bardziej rozwinąć w tym temacie. (Barty uległa Danielle Collins, więc nici z meczu z Ash…)

 

- Jaki środek lokomocji wybrałaś wraz z teamem przenosząc się z Melbourne do Adelajdy? Wygrał statek, auto, pociąg czy jednak zdecydowaliście się na podróż lotniczą?

 

- Dbamy o to, aby moje ciało było zregenerowane, bo jednak każda podróż męczy. I generalnie patrząc na to ile jest zachorowań na COVID-19 w Australii, uznaliśmy, że przelot samolotem rejsowym nie jest zbyt ryzykowny. Oczywiście na każdym etapie podróży bardzo pilnowaliśmy dezynfekcji rąk i tego, aby nosić maseczki.

 

- Czyli w tej chwili samolot jest w miarę bezpiecznym środkiem lokomocji w Australii?

 

- Tak się wydaje. Oczywiście nigdy nie wiadomo czy to do końca bezpieczne, prawda? Podjęliśmy to ryzyko. Cały czas jesteśmy tutaj testowani, więc jakby coś się wydarzyło, to od razu będziemy poinformowani i na pewno nie będziemy stwarzać zagrożenia dla innych.

 

- W Polsce stajesz się coraz lepiej rozpoznawalną gwiazdą sportu. Gdybyś miała przekazać wskazówkę dla młodych ludzi, dla dziewczynek, które dopiero rozpoczynają przygodę z tenisową rakietą, to na co mają uważać i co mają w sobie pielęgnować, aby w przyszłości zostać gwiazdą światowego formatu?

 

- Powiedziałabym, żeby młode dziewczynki uważały na to, aby nie nakładać na siebie zbyt dużej presji. Ważne, żeby na początku swojej przygody z tenisem nie stawiać wszystkiego na jedną kartę, bo takie nastawienie właśnie buduje tą presję. Istotne, żeby przede wszystkim cieszyły się z tego, że mogą grać i nie koncentrowały się za bardzo na samym wygrywaniu, tylko na całym procesie dojrzewania. Powinny cieszyć się, że przebywają na korcie. I taka rada, o której już dosyć często mówiłam poruszając ten temat w różnych wypowiedziach: ważne jest to, aby otaczać się odpowiednimi ludźmi, którzy faktycznie będą wspierać zawodniczkę.

 

- W półfinale gry podwójnej Roland Garros’2020, grałaś przeciwko dziewczynie polskiego pochodzenia, leworęcznej Amerykance Desirae Krawczyk. Jak z punktu widzenia profesjonalistki oceniłabyś taki aspekt: czy leworęczna deblistka jest tak samo groźna jak leworęczna singlistka?

 

- To zależy od zawodniczki. Właściwie ja nigdy nie miałam problemów z grą przeciwko leworęcznym tenisistkom. Praktycznie jeżeli chodzi o debla, to nie jestem na tyle doświadczona, żeby ocenić czy gra przeciwko leworęcznej deblistce jest bardziej wymagająca niż w singlu. Na pewno jeżeli obie tenisistki mają bekhend po zewnętrznej stronie kortu, to w deblu ciężko jest je minąć na korcie, bo jak się zagra do środka, to obie mają solidne forhendy i zazwyczaj czują się pewnie grając forhendowego woleja. W deblu istnieje sporo aspektów, bo trzeba praktycznie co gema zmieniać perspektywę i dostosowywać się, bo raz serwuje na mnie osoba, która jest praworęczna, a raz leworęczna. A to z pewnością jest wymagające. Z drugiej strony, tak samo trzeba dostosowywać się w singlu. Co prawda w singlu jest tak, że te warunki nie zmieniają się przez cały mecz, a w deblu zawodniczki serwują na zmianę. Ciężko mi ocenić jakie wyzwania niesie ze sobą debel z leworęczną zawodniczką, bo grałam zaledwie kilka razy przeciwko leworęcznej deblistce i nie mam wielkiego doświadczenia.

 

- W drugiej rundzie Adelaide International rozegrałaś dobry mecz z kwalifikantką z Australii Maddison Inglis. Wynik sugeruje jednostronne widowisko, ale był to trudny pojedynek. Szczególnie w drugim secie Maddison pokazała, że potrafi grać w tenisa. Nawet czasami odczytywała twoje dropszoty. Zagrałaś wyjątkowy bekhend crosscourt winner podczas wymiany zamykającej gema na 5-3. Czy to są zagrania z gatunku instynktownych czy wcześniej ćwiczysz takie uderzenia podczas treningów?

 

- Bez wątpienia ćwiczę. Akurat z Maddison miałam taki mecz, że rzadko grałam instynktownie. Raczej miałam sporo czasu, na tyle że zastanawiałam się gdzie mam umiejscowić piłkę. Niektóre decyzje nie były idealne. Czasami nie zerknęłam gdzie na korcie stoi moja przeciwniczka. Generalnie jestem bardzo zadowolona z poziomu. I właśnie tak jak pan mówił, wynik nie do końca odzwierciedla to, co działo się na korcie. Właściwie każdy gem był wyrównany. Żadnego punktu nie dostałam za darmo. Bardzo się cieszę, że w drugim secie pojedynku z Australijką weszłam na jeszcze wyższy poziom i byłam jeszcze bardziej efektywna.

 

- Amerykanka Danielle Collins, półfinalistka Australian Open’2019 w singlu, czeka na ciebie w ćwierćfinale. Po jej zwycięstwie nad Ash Barty, spytałem Danielle czy będzie dzwonić po radę do swojej deblowej przyjaciółki – Alicji Rosolskiej, żeby opracować taktykę. Collins pozostawia swojemu sztabowi rozczytanie ciebie pod kątem strategicznym. Jednocześnie Danielle docenia twój kunszt, obserwuje jak dojrzewasz tenisowo i spodziewa się prawdziwej bitwy. Jak zapatrujesz się na mecz z Collins?

 

- Przede wszystkim jestem po prostu podekscytowana, bo dobrze się tutaj czuję. Generalnie czuję, że z meczu na mecz gram coraz lepiej. Czasami brakuje mi trochę rytmu, ale warto podkreślić, że grałam z takimi tenisistkami, które wykorzystywały siłę przeciwnika. Przyznam, że większość treningów przed turniejem w Adelajdzie grałam z Belindą Bencić, która gra raczej płasko i wchodzi na wznoszącą piłkę. Myślę, że pojedynek z Danielle będzie ciekawy. Na razie o przygotowaniu taktycznym nie ma co rozprawiać, bo skoncentrowałam się na drugiej rundzie z Inglis. Nigdy nie grałam z Danielle. Myślę, że obie zaprezentujemy fajny tenis.

 

- Niektórzy zawodnicy, a ta tendencja jest dość silna w męskim tenisie, sięgają po jogę. Czy to jest ruch w dobrą stronę? Czy ty skłaniasz się ku jodze, aby uchwycić harmonię duszy i ciała? Czy jednak wykreślasz jogę z planu zajęć?

 

- Jeśli chodzi o to czy to jest dobre, to raczej pytanie nie do mnie, tylko do trenera od przygotowania fizycznego. Pamiętam, że był taki okres kiedy trenowałam z siostrą Agatą i wkładałyśmy trochę ćwiczeń z jogi dla urozmaicenia. To nie było w ramach wypoczynku dla ciała i umysłu, tylko były to raczej takie ćwiczenia ekscentryczne, właściwie nie wiem jak to profesjonalnie nazwać. I to moment przeznaczony na trening ogólnorozwojowy. Teraz szczerze mówiąc tego nie robię. Mam inne sposoby na relaksacje. W tej materii dużo daje mi Daria (Abramowicz – psycholog sportu). Często medytuję, może nie na tyle regularnie jakbym chciała, ale robimy sporo rzeczy, które uspokajają niż na treningach ogólnorozwojowych.

  

- Nie samym tenisem człowiek żyje. W Adelajdzie od 1985 do 1995 roku odbywał się wyścig Formuły 1 o GP Australii. To były ekscytujące wyścigi na torze ulicznym. Nie wiem czy interesujesz się sportem motorowym… W tym roku w listopadzie wyścig F1 o GP Australii odbędzie się w Albert Park w Melbourne. Czy chciałabyś na żywo posłuchać hałasu bolidów? Czy to byłoby dla ciebie ekscytujące, bo lubisz dotykać różnych arterii?

 

- Jeśli chodzi o hałas, to myślę, że to raczej nie byłby ten aspekt, który by mi się podobał, ale jak byłam mała, to często oglądałam Formułę 1, bo mój tata był fanem tego sportu, gdy jeździł Robert Kubica. Wtedy znałam nazwiska wszystkich kierowców wyścigowych będących w stawce, ale teraz jak jestem poza domem, to trochę wypadłam z obiegu, gdyż mniej oglądam. Po prostu mam trochę mniej wolnego czasu. Chciałabym, jak tylko zaistnieje taka możliwość zobaczyć wyścig F1 na żywo, chociażby po to, żeby poszerzać swoje horyzonty. Mam nadzieję, że nie uszkodziłabym sobie słuchu.

 

- Na zakończenie, czy kwarantanna, którą przebyłaś w Melbourne była dla ciebie trudna pod kątem przestrzegania sportowej diety? Czy podczas kwarantanny trudniej dbać o to co jesz i jak jesz?

 

- Nie był to jakiś ogromny problem. Słyszałam opinię fachowca. Daria dużo mówiła o tym, że ludzie w kwarantannie często mają problemy z utrzymaniem rytmu dobowego, bo właściwie cały czas spędza się w jednym miejscu. I właśnie ten rytm jest najważniejszy. Z tym też nie miałam problemu. Generalnie kwarantannę spędziłam bardzo konstruktywnie. To była właściwie końcówka mojego okresu przygotowawczego. Trenowałam też z Eliną Svitoliną i każdy dzień jakby mnie czegoś uczył, więc nie powiedziałabym, że miałam problemy w trakcie kwarantanny.

 

Wiecznie głodna wyzwań, wciąż ciekawa świata. To idealna marszruta, aby dotrzeć na szczyt w wymarzonej profesji. Iga wciąż pragnie się rozwijać. To dlatego próbuje koncentrować się na szlifowaniu gry i chce trochę zmienić miejsce, w które posyła returny. I grać częściej do środka zwłaszcza przy drugim serwisie, aby mieć inicjatywę od początku akcji. Mecz z Madison Brengle w I rundzie turnieju w Adelajdzie był dla Igi wymagający, bo Polka jak sama przyznaje, nie lubi grać z tenisistkami, które przez cały czas wykorzystują siłę przeciwniczki. Iga nie jest przyzwyczajona do rozgrywania meczu, w którym przez cały czas musi dominować. Wiadomo, że po wykonaniu iluś powtórzeń na treningu, to zostaje w pamięci mięśniowej, więc niejako samo wdraża się w życie. F1, koszykówka, literatura i dobre rockowe brzmienie plus ulubiona perkusja… Wszak nie samym tenisem człowiek żyje, nieprawdaż?

Tomasz Lorek,

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze