Iwanow: Czy to zmierzch hiszpańskich „Bogów”? Tylko Real zwycięski

Piłka nożna
Iwanow: Czy to zmierzch hiszpańskich „Bogów”? Tylko Real zwycięski
Fot. Polsat Sport
Real jako jedyny ma prawo się cieszyć z wtorkowego meczu w LM

Międzynarodowa piłka klubowa miewa swoje wyraźne cykle. Na początku historii pucharów mieliśmy dominację Realu, potem zespołów z Mediolanu, erę Ajaksu Amsterdam, Bayernu Monachium  czy klubów angielskich, które w latach 1977-1982 zadomowiły się na tronie Pucharu Europy na ładnych sześć sezonów. Ale mimo, że ostatnie dwa trofea padały w ręce Bayernu i Liverpoolu wystarczy tylko spojrzeć na listę zwycięzców by stwierdzić, połowa triumfów w Champions League w XXI wieku należy do Hiszpanów.

Jeżeli dodamy do tego aż siedem wygranych przedstawicieli Primera Division w finałach Ligi Europy - na zaledwie jedenaście rozegranych dotychczas edycji następcy Pucharu UEFA – miano klubowej potęgi Hiszpania ma pełno prawo używać. Mało tego: zdarzały się przecież i hiszpańsko-hiszpańskie boje w tej decydującej rozgrywce. W tym sezonie już nam to raczej nie „grozi”.

 

O Barcelonie, jako jednym z faworytów do wygrania Champions League, mówi się już chyba tylko z racji przyzwyczajenia. Ubiegłoroczne 2:8 z Bayernem poprzedzone były przecież blamażami w rewanżach w Liverpoolu czy w Rzymie, więc w sumie 1:4 z Paris SG w poprzednim tygodniu nikogo nie powinno aż tak bardzo dziwić. Leo Messi starzeje się w brzydszy sposób niż Zlatan Ibrahimović i Cristiano Ronaldo, a sam trener Ronald Koeman jest do bólu szczery mówiąc, że ten zespół nie jest na razie gotowy do walki o wielkie cele. I powiedział to na długo przed spotkaniem z Marco Verrattim i Kylianem Mbappe. W marcu na Parc De Princes cudu i remontady nie będzie.

 

Na Wanda Metropolitano pojawiły się głosy, że jak nie teraz to kiedy. Zespół Diego Simeone przez długi czas przewodził La Liga z bezpieczną przewagą, która nagle zaczęła topnieć jak nasz, polski śnieg przy drastycznej zmianie pogody. Pech chciał, że kryzys przypadł na zespół akurat w momencie pierwszego meczu z Chelsea Londyn, którego ze względu na „covidowy” protokół „Los Colchoneros” nie mogli rozegrać u siebie. Bez dwóch typowych prawych obrońców i Jose Gimeneza „Cholo” musiał odejść od preferowanego ostatnio 1-3-5-2 i wrócić do „starego” 1-4-4-2 ale to nie system przegrał we wtorek w Bukareszcie. Przegrali ludzie, bo tych nowy trener „The Blues” ma po prostu lepszych. W rewanżu nie zagrają co prawda Jorginho czy Mason Mount ale Niemiec ma na ławce takich asów jak N’Golo Kante, Hakim Ziyech czy Kai Havertz, więc tych braków zespół odczuć wcale nie musi.

 

ZOBACZ TAKŻE: Skrót meczu Atalanta - Real 

 

Sevilla po raz kolejny udowodniła, że jest za mocna na Ligę Europy, a za słaba na Champions League. W 1/4 finału tych bardziej prestiżowych i mocniejszych rozgrywek była tylko raz – w 2018 roku – i teraz raczej tego wyniku nie powtórzy. 2:3 u siebie z Borussią Dortmund jest rezultatem zdecydowanie poniżej potencjału i oczekiwań na Ramon Sanchez Pizjuan. A przecież to nie Niemcy byli w tej parze pewniakiem do gry w najlepszej ósemce.

 

Z tego przykrego dla Hiszpanów schematu wyrwał się jedynie Real Madryt. „Krwawiący” ostatnimi pożegnaniami już w 1/8  finału (2019 Ajax, 2020 Manchester City) i plagą kontuzji (Benzema, Ramos, Carvajal) z Bergamo wywiózł 1-0, a mecz „zrobił” im lewy obrońca Ferland Mendy.  Czy jest to dziś zespół, który może znów wygrać Champions League? Wątpliwe, ale wygląda na to, że w ćwierćfinale hiszpańskiego honoru bronić będą już tylko „Królewscy”. Po ich wieloletniej dominacji w europejskich pucharach dokonuje się pewna zmiana. Dziś jednak nie jestem jeszcze pewien, czy berło od przedstawicieli La Liga przejmą Anglicy czy Niemcy….

Bożydar Iwanow, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze